Po 40 latach historia WRC zatacza koło. Tak jak kiedyś potrzeba było zrobić krok wstecz rezygnując z samochodów Grupy B, tak teraz porzuca się topową kategorię Rally1. Choć ta pozorna degradacja wydaje się konieczna, najbardziej utytułowani kierowcy mistrzostw świata głośno mówią o swoim exodusie, jeśli WRC podąży od 2027 r. w zapowiadanym kierunku.
Wykonanie kroku wstecz nigdy nie jest łatwą decyzją. Gdy w 1986 r. zakończono szaloną erę Grupy B nie brakowało sceptycznych komentarzy o przyszłości rajdów samochodowych. Wówczas kierowano się głównie bezpieczeństwem. W odniesieniu do ówczesnych technologii B-grupa była zbyt szybka, a zabezpieczenia imprez niedoskonałe, aby kontynuować tamtą drogę. Czarę goryczy przelał tragiczny wypadek Henriego Toivonena, po którym powiedziano dość.
Dziś zabezpieczenia stoją na najwyższym poziomie w historii (choć śmiertelne wypadki nadal się zdarzają). Ginie jednak zupełnie co innego. Chodzi o zainteresowanie fanów i producentów. Na pokładzie jest coraz mniej ekip fabrycznych i wiele wskazuje na to, że w przyszłym roku może być ich jeszcze mniej. Dodatkowego bałaganu przysparza przedłużająca się sprzedaż promotora WRC. Bez finalizacji tej transakcji trudno jest wykrystalizować konkrety, które miałyby przyciągnąć kolejne marki.
Na ten moment zdecydowano się na radykalny krok, który czyni obecne samochody Rally2 bazą do budowy aut nowej, najwyższej kategorii. Koszt samochodu roboczo nazywanego Rally 2+ lub WRC27 będzie limitowany budżetem 345 tys. euro. Główną wytyczną jest silnik i układ napędowy Rally2, ale za to konstrukcja rurowa jak w Rally1. W praktyce oznacza to możliwość zastosowania dowolnego nadwozia, np. SUV-a z możliwością skalowania, aby zachować odpowiednią masę.
graf. FIA
Ma to zachęcić nie tylko producentów, ale i tunerów do budowy własnych konstrukcji (dlatego od 2027 r. nie będzie już mistrzostw świata producentów tylko konstruktorów). To droga, którą już dawno podążyła F1 i być może jedyna, która uratuje WRC. Na razie jednak nie widać entuzjazmu w środowisku. Długoterminowo w WRC chce być zaangażowana Toyota. Swój samochód WRC27 potwierdził też już prywatny zespół Yvesa Mattona (byłego szefa fabrycznej ekipy Citronea) i Lionela Hansena. Team Project Rally One zaprezentował nawet render wyglądający jak rajdowy Porsche Macan.
Jednak to na razie tyle, bo przy braku promotora i szczegółowego planu inni nie są skorzy do pewnych deklaracji. Hyundai nadal się waha i mówi się, że przy braku elektryfikacji centrala w Korei nie zapewni finansowania programu. Możliwe, że marka pozostanie w WRC, ale na razie ze zwykłym Rally2. Podobnie ma zrobić M-Sport, który ma tylko cząstkowe wsparcie Forda. Natomiast Skoda z góry wykluczyła wystawienia fabrycznego zespołu, mimo posiadania topowej konstrukcji Rally2.
Prototyp Toyoty na sezon 2027. // fot. Municipio de Boticas
Niepewności dodaje fakt, że jedynie Toyota realnie testuje prototyp na sezon 2027. Jednak tajemnicze auto (mówi się, że będzie to GR Celica) na razie jest wolniejsze od dotychczasowej Toyoty GR Yaris Rally2. Prace rozwojowe są bowiem na dość wczesnym etapie, więc niewykluczone, że to projekt szykowany dopiero na 2028 r. Nie można wykluczyć, że w przyszłym roku zobaczymy wyjątkowo otwarte mistrzostwa, w których powalczy każdy chętny z autem Rally2.
Mistrzowie świata nie są entuzjastami
Tutaj pojawia się jednak problem. Ta wizja wyraźnie nie podoba się najbardziej utytułowanym zawodnikom w stawce. Niektórzy już uciekli z WRC (Kalle Rovanpera, Ott Tanak), a inni wyrażają mocny sceptycyzm, co do jazdy wolniejszymi konstrukcjami. – Na papierze nie wygląda to szczególnie ekscytująco – uznał Sebastien Ogier w rozmowie z RTBF. – Technicznie samochody są mniej inspirujące w porównaniu z obecnymi modelami. Niewielu kierowców będzie miało o nich coś dobrego do powiedzenia – dodał 9-krotny mistrz świata, który wciąż nie testował przyszłorocznej Toyoty i nie wiem, czy będzie chciał dalej startować.
Sebastien Ogier. // fot. Toyota Gazoo Racing WRT
Optymistą nie jest też mistrz świata z 2024 r., Thierry Neuville. – Kiedy jesteś kierowcą, zawsze chcesz więcej, samochodów, które spełniają marzenia kierowców i kibiców – podkreśla fabryczny kierowca Hyundaia. – W tej kwestii nie jestem przekonany, czy przyszłe przepisy techniczne będą przekonujące. Trzeba iść z duchem czasu. Wiemy, że czasy są trudne. Producenci mają coraz mniej zasobów, stąd redukcja kosztów. Nie sądzę, że zobaczymy nowych producentów. Może kilka prywatnych zespołów, które przyjadą z samochodem, który sami opracowali w swoim garażu. Czy to przyszłość WRC? Nie wydaje mi się. Jest jeszcze za wcześnie, żeby wyciągać jakiekolwiek wnioski, bo mamy bardzo mało informacji – wyjawił Belg dla RTBF.
– Zobaczymy, czy weterani tej dyscypliny nadal będą zainteresowani WRC – przyznaje Adrien Fourmaux. – Może ich stracimy – przestrzega Francuz.
Młodsi widzą w tym szansę
Zbliżający się do końca kariery zawodnicy nie są szczególnymi fanami dużej konkurencji. Dostęp do samochodów najwyższej kategorii zbyt dużej liczby kierowców może sprawić, że nie będą już zawsze w świetle reflektorów. Większy kredyt zaufania mają młodsi driverzy, którzy wciąż mają wiele do udowodnienia w WRC.
Takamoto Katsuta. // fot. TGR WRT / McKlein
– Jeśli uda nam się przyciągnąć więcej producentów, będziemy mogli powiedzieć, że sport rozwija się we właściwym kierunku – zwraca uwagę Takamoto Katsuta, zwycięzca Rajdu Safari. – Ten czynnik jest obecnie ważniejszy niż osiągi samochodów. Priorytetem jest zwiększenie liczby zgłoszeń w najwyższej kategorii mistrzostw. Z jednej strony rozumiem chęć jazdy nieco wolniejszymi samochodami. Z drugiej strony, kierowcy pragną jeździć coraz szybszymi samochodami. Spektakularne samochody są również częścią pasji do tego sportu. To właśnie przyciąga kibiców. W przyszłym roku samochody będą mniej konkurencyjne, ale mam nadzieję, że w przyszłości się to zmieni – dodaje Japończyk.
Co by się przydało w WRC?
Przed Rajdowymi Mistrzostwami Świata zapewne wymagający czas. Jako osoba, która pamięta złote czasy rajdów sprzed 25-30 lat widzę, że pracy do zrobienia jest sporo. Niewykluzone są naprawdę odważne kroki, bo sama motoryzacja dość mocno się przeobraziła. Należy znaleźć sposoby, które wciągną publikę w świat rajdów. Z mojego punktu widzenia, sam sport mógłby być pokazywany lepiej. Gdyby istniała jedna rzecz, którą mógłbym zmienić od razu, byłoby to wprowadzenie kamer na kaskach. Ten punkt widzenia mocno potęguje odczucia związane z prowadzeniem samochodu rajdowego, czego w wielu współczesnych relacjach nie możemy nawet doświadczyć.
Zaryzykuję stwierdzenie, że #WRC nawet by się ciekawie oglądało dla kogoś przypadkowego, gdyby @fia dopuściła kamery na kasku lub homologowała kask ze zintegrowaną kamerą. #Onboard przy podszybiu potrafi usypiać bardziej niż mecz krykieta. 😆 @OfficialWRChttps://t.co/WwRqbLH7rN