WRC 2019: Noworoczne wróżenie z fusów. Znamy już tegorocznego mistrza świata

76 interakcji Przejdź do dyskusji

WRC 2019: Noworoczne wróżenie z fusów. Znamy już tegorocznego mistrza świata

WRC 2019: Noworoczne wróżenie z fusów. Znamy już tegorocznego mistrza świata

Chyba nie ma lepszej daty na dywagacje dotyczące nadchodzącego sezonu. 1 stycznia, dla wielu data do zapomnienia, ale nie dla nas! Wszak na kaca najlepsza jest praca, jak mawiał klasyk. No to zakasaliśmy rękawy i tym oto sposobem przekazujemy Wam nasze typy na temat Rajdowych Mistrzostw Świata.

Zeszłoroczny sezon był jednym z najlepszych w historii. A jaki będzie 2019? Jeszcze lepszy! Tego jesteśmy pewni. Zespołowe roszady, jakich świat od dawna nie widział, powrót na dłuższy czas Sebastiena Loeba, comeback Krisa Meeke i wiele, wiele więcej.

Po prostu czeka nas rajdowa uczta najwyższej próby. Przygotowaliśmy dziewięć pytań, na które odpowiadali nasi redaktorzy. Efekt? Wiemy już doskonale kto wygra styczniowy Rajd Monte Carlo. Znamy też nazwisko mistrza świata. I nie uwierzycie, ale po raz pierwszy w historii ten tytuł zgarnie dwóch kierowców. Tak, tak, to nie pomyłka…

Kto będzie największym zaskoczeniem sezonu?

Marcin Zabolski:

Wydaje mi się, że największą zmianę zaobserwujemy u Krisa Meeke. Brytyjczyk zyskał złą sławę seryjnego niszczyciela samochodów WRC, ale jeżeli ma się gdzieś odbudować, to właśnie w ekipie Tommiego Makinena.

Posiadanie dobrze rozwiniętego auta, jakim jest Toyota Yaris WRC, także powinno ułatwić Krisowi kontrolowanie tempa. Po cichu liczę wręcz, że sensacyjnie, trochę „niechcący” może wypłynąć na lidera ekipy.

To jednak bardziej marzenia i scenariusz na piękną historię niż przewidywany rozwój wydarzeń. Nie mniej jednak Meeke to kierowca, którego stać na niespodziankę, a z racji zaawansowanego wieku (jak na kierowcę rajdowego) być może ostatni moment na zrobienie czegoś wielkiego w tym sporcie.

Izaak Chwist: 

Pontus Tidemand, czyli były fabryczny kierowca Skody w WRC 2 dostał szansę występu w WRC. Na razie mówi się o jego udziale w dwóch rajdach – Monte Carlo i Szwecji. Choć pewnie Fiesta WRC nie jest szczytem jego marzeń, to wierzę, że pokaże drzemiący w nim potencjał. Tym bardziej że z pewnością będzie chciał zaprezentować się jak z najlepszej strony przed swoimi rodakami na ojczystej ziemi.

Igor Szmidt:

Liczę na Esapekkę Lappiego – młodziutki Fin uciekł z Toyoty do Citroena i z pewnością nie uzyska statusu kierowcy nr 1, który już od chwili złożenia podpisu na kontrakcie należy do Sebastiena Ogiera.

Lappi udowadniał jednak, że potrafi jechać bardzo szybko nawet w rajdach, w których nie miał jeszcze zbyt dużego doświadczenia. Z początkiem sezonu 2019 jego wiedza będzie większa, a ponadto będzie mógł korzystać z pomocy Ogiera, a nie Latvali – musicie przyznać, że taka wizja jest bardziej kusząca.

Maciek Jędrusik:

Sezon 2019 to będzie bardzo ekscytujący czas dla Toyoty. Japończycy będą mieć w swoim zespole trzech kierowców, z których każdy jest w stanie wygrać każdy rajd. Największym zaskoczeniem będzie oczywiście Kris Meeke. On dobrze czuje się na każdej nawierzchni, jest piekielnie szybki a momentami potrafi pojechać nie na 110, a nawet na 120%.

Za sterami Yarisa WRC będzie w stanie dać z siebie zdecydowanie więcej niż w ostatnich latach, kiedy jazda C3 WRC bardziej mu przeszkadzała niż pomagała. Dodatkowym aspektem będzie dla Brytyjczyka chęć odgryzienia się na Citroenie, z którego w połowie sezonu 2018 został wyrzucony z hukiem.

Możemy spodziewać się, że Kris zrobi co w jego mocy, aby zostawić wszystkich kierowców swojego byłego zespołu za plecami. Zadanie będzie trudne, bo ekipa z Wersalu ma przecież Ogiera, ale nie niemożliwe. Szykują się nam bardzo fajne oesowe potyczki.

Kamil Wrzecionko: 

Pontus Tidemand. Wierzę w Szweda od dawna i sądzę, że pokaże on swój kunszt w Fieście WRC. Pasierb Henninga Solberga niejednokrotnie wygrywał w WRC 2 i był blisko kontraktu w Volkswagenie. Jego przesiadka do mocniejszej konstrukcji powinna nastąpić już kilka lat temu, ale cóż.

Teraz Tidemand na pewno pojawi się w Monte Carlo i Szwecji. Szczególnie w przypadku tej drugiej imprezy powinniśmy zobaczyć pełnię potencjału Pontusa. Wcale się nie zdziwię, kiedy zostawi on daleko za sobą zespołowych kolegów, zarówno Elfyna Evansa, jak i Teemu Suninena. Przy okazji Rajdu Monte Carlo zwróćcie też uwagę na Francuza, Adriena Fourmaux – ten wystartuje Fiestą R5 w WRC 2.

Niewielu słyszało o tym chłopaku, jednak wkrótce to on może być największym zaskoczeniem i zarazem objawieniem mistrzostw świata.

Jarek Bartkiewicz:

Trudno będzie o zaskoczenia, w końcu każdy kto interesuje się odrobinę WRC, zna możliwości i przypisane zadania poszczególnych kierowców. Największym zaskoczeniem byłoby pobicie rekordu 6 wygranych rajdów z rzędu należących do Sebastiena Loeba.

Francuz dokonał tego w sezonie 2005. Największe umiejętności (z uwagi na sprzęt i konsekwencję) przynajmniej do wyrównania tego rekordu ma Ott Tanak. W ubiegłym sezonie passę miał znakomitą, na razie zakończyło się na trzech wygranych z rzędu.

Wojciech Garbarz: 

Mam dwa typy. Pierwszy to Kris Meeke, kierowca trochę zero-jedynkowy, ale jednak piekielnie szybki. Myślę, a raczej mam nadzieję, że wybryki z dwóch poprzednich sezonów to kwestia związana a niemożnością dogadania się z samochodem. Teraz będzie miał do dyspozycji bodaj najlepszą konstrukcję w mistrzostwach świata, czyli Toyotę Yaris WRC. Na pewno nie będzie tak, że Kris spokornieje i zacznie odgrywać rolę pomagiera Otta Tanaka. To nie ten typ kierowcy. To rasowy fighter, który mimo czterdziestki (prawie) na karku doskonale wie, jak prostować prawą nogę.

Drugi typ to Esapekka Lappi. W sumie to nie wiem, dlaczego po zwycięstwie w Rajdzie Finlandii 2017 jego forma jakby przygasła. Niekiedy plasował się w czołówce, wygrywał oesy, ale zawsze czegoś brakowało do postawienia kropki nad „i”. W sumie chyba element pewnego wypalenia przesądził o jego zmianie barw na ten rok. Zwłaszcza, że w Toyocie był mile widziany. To prawda, że nie mam twardych podstaw, aby sądzić, że Lappi będzie błyszczał w sezonie 2019, ale jakoś podskórnie czuję, że tak właśnie będzie.

Kto najbardziej rozczaruje?

Maciek Jędrusik:

Notoryczny wicemistrz – Thierry Neuville. Facet, którego poczynania śledzę z niedowierzaniem i czasami zwyczajnie chcę mi się już z niego śmiać. On jest jak Meghan Markle. Opiera się tytułowi, jak księżna Sussexu dworskiej etykiecie. Dodatkowo Hyundai w WRC jest jak Haas w F1. To bardzo dobry zespół, ale nie wiedzieć czemu, decyduje się na zatrudnianie kierowców… mało przebojowych.

Haas na sezon 2019 pozostawił w składzie Kevina Magnussena oraz Romaina Grosjeana i tym samym zdecydował się na przedłużenie współpracy z najbardziej miernymi kierowcami w stawce. Podobnie jest w Hyundaiu.

Oczywiście w spokoju zostawiamy Sebastiena Loeba, bo król WRC wystartuje tylko w kilku imprezach. Skupmy się na reszcie: Neuville’u, Sordo i Mikkelsenie. Brzmi jak słaby żart prawda? Nie, zmieniam zdanie. Najbardziej nie rozczaruje Neuville. Najbardziej rozczaruje trzech wspominanych wyżej kierowców a zatem i cały Hyundai. Loeb wszystkiego sam nie załatwi.

Kamil Wrzecionko:

Chciałbym powiedzieć, że M-Sport, ale pytanie przecież dotyczy przyszłości, a M-Sport rozczarował już kilka tygodni temu w wielu aspektach, co pewnie będzie się za nim ciągnęło do końca sezonu 2019. Rozczaruje przede wszystkim Andreas Mikkelsen, który pełny program w tym sezonie zawdzięcza wyłącznie swoim prawnikom.

Podejrzewam, że rozczarowywał będzie też Jari-Matti Latvala. Wszyscy Fina uwielbiamy, to niezwykle sympatyczny zawodnik, ale coraz częściej brakuje mu tempa. Niestety nie oczekiwałbym także zbyt wiele od Esapekki Lappiego. Wygląda na to, że to nie będzie najlepszy rok dla nordyckich kierowców.

Jarek Bartkiewicz:

Tak jak życzę mu wszystkiego najlepszego, tak ponownie martwię się o jego kondycję (zwłaszcza psychiczną). Chodzi o kierowcę, którego wszyscy znają pod skrótem JML. Nie wiem czemu mam słabość do niego (może przez przyśpiewki kibiców – Jari-Matti Latvala, siala la la), ale Fin ma w sobie jakiś magnes, który co sezon przyciąga uwagę.

Nie wykluczam, że w przyszłości zostanie Rajdowym Mistrzem Świata – raz jak Petter Solberg w 2003 roku czy Colin McRae w 1995, ale bardziej jestem pewien perfekcyjnego dzwona i zaprzepaszczenia szans na godny wynik. Jak co roku.

Igor Szmidt:

Obawiam się, że zeszłoroczny spadek formy JML to nie tylko przypadek i w tym roku dostanie konkretne bęcki od swojego zespołowego partnera Otta Tanaka. Olbrzymią niewiadomą jest także forma Krisa Meeke’a, który wraca do WRC dzięki zaufaniu Makinena pokładanemu w jego umiejętnościach. O czystą prędkość Brytyjczyka nie ma się co obawiać, jednak czy w końcu zacznie dowozić auto do mety w jednym kawałku?

Izaak Chwist:

Gdyby pytanie było postawione w czasie przeszłym to po raz kolejny wspomniałbym tu o Neuville’u, ale może już wystarczy moich wyrzutów w jego kierunku. Obawiam się, że w tym roku już tradycyjnie Latvala rozczaruje Toyotę. Chłop ma swoje lata i co roku jest stawiany, jako jeden z pretendentów do tytułu – niesłusznie. Myślę, że Japończycy znów się na nim zawiodą i liczę, że jakiś młodszy zawodnik zastąpi go w 2020 roku.

Marcin Zabolski:

Obawiam się, że Thierry Neuville będzie musiał się znacznie bardziej napocić, aby utrzymać się w walce o tytuł w sezonie 2019. W konsekwencji może tego nie wytrzymać i nie być nawet kierowcą nr 3 w mistrzostwach. Raczej nie wpadnie w taki dołek jak Andreas Mikkelsen, ale wydaje mi się, że w przyszłym roku będzie znacznie więcej grubych ryb, które wykorzystają błędy rywali.

Ogólnie martwię się o obóz Hyundaia, który rozzłoszczony tegoroczną porażką może za bardzo skupić się na kombinowaniu i w efekcie skapitulować znacznie wcześniej. Nie życzę im tego, ale obawiam się, że w pewnym momencie wszystko zacznie się sypać.

Wojciech Garbarz:

Andreas Mikkelsen. Nie chcę mi się wierzyć, że Norweg nagle przejdzie metamorfozę i zacznie odnosić zwycięstwa. A chyba po to został zatrudniony w Hyundaiu. W zeszłym sezonie Norweg tylko raz zameldował się na podium, reszta występów to raczej nieustające pasmo porażek. Zresztą nigdy nie byłem fanem talentu Mikkelsena, który był i jest mocno przereklamowany. Przez cztery sezony spędzone w Volkswagenie wygrał tylko trzy rajdy. To nie jest jakiś szczególny wynik, biorąc pod uwagę, że miał do dyspozycji maszynkę do wygrywania.

Tak mocno opluwany Jari-Matti Latvala w tym samym czasie triumfował w dziewięciu rundach. W tym roku Mikkelsenowi stuknie trzydziestka. Będąc w tym samym wieku, swoje pierwsze mistrzowskie tytuły zdobywali Loeb i Ogier. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, aby Andreas podążył tą samą drogą.

Czy Sebastien Loeb ponownie odniesie zwycięstwo?

Jarek Bartkiewicz:

Czy Loeb w swojej 6-odcinkowej kampanii w sezonie 2019 stanie na najwyższym stopniu podium? Hmmm, to tak jakby przypuszczać, że Monica Bellucci źle pomaluje usta. Ale wracając na ziemię – wszystko zależy od sytuacji w tabeli, od team orders Hyundaia, formy Thierry Neuville’a a kończąc na marketingowych aspektach, które w tak wielkim koncernie i przy tak mocnym ciśnieniu na odniesienie sukcesu w WRC (pamiętamy lata niewypału Accenta?), wszystko nastawione jest na bycie nr 1. Jedno jest pewne – Loeb nie jest zardzewiały i chyba nadal posiada dostęp do najwyżej jakości WD-40.

Marcin Zabolski:

Arcymistrz WRC wciąż może to robić, więc pewnie tego dokona. Jedyną niewiadomą jest to, jak dogada się z Hyundaiem i20 Coupe WRC. Wygranej oczekuję w dalszej części sezonu, gdy będzie miał dogodną pozycję na drodze w rajdzie szutrowym. Jednak w jego przypadku może się to wydarzyć na jednym z dwóch, jeśli nie (o zgrozo!) w dwóch pierwszych rajdach sezonu.

Ten najbardziej szalony scenariusz absolutnie by mnie nie zaskoczył, choć na pewno złapałbym się za głowę z podziwu nad jego geniuszem w tej dyscyplinie. Niezależnie od ustawienia na starcie do pierwszego etapu, stać go na triumfy na asfaltach. Nie wiemy jeszcze, gdzie Loeb się pojawi, ale z pewnością tam, gdzie będzie czuł się naprawdę mocny. Tam, gdzie wystąpi, na pewno będzie murowanym kandydatem przynajmniej do podium.

Kamil Wrzecionko: 

Tak. Bez chwili zastanowienia stawiam na to, że Loeb znowu coś wygra. Legendarny Francuz ma ogromny głód wygranych, a w Katalonii potwierdził, że wciąż jest w stanie tego dokonywać. W Katalonii wygrał, a przecież wcześniej po latach przerwy prowadził w Rajdzie Meksyku. To jest istny fenomen, który jeszcze nie raz nas zaskoczy.

Duet Loeb i Elena po raz kolejny wzniesie ręce w geście triumfu. Przy okazji pytania kto wygra Rajd Monte Carlo wytypowałem Otta Tanaka, ale przecież to Loeb w dalszym ciągu jest najbardziej utytułowanym kierowcą na trasach wokół Gap. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby moja przepowiednia dotycząca Loeba spełniła się już przy okazji pierwszej rundy WRC. Nawet pomimo faktu, że Francuz będzie zmęczony po Rajdzie Dakar.

Igor Szmidt: 

Oczywiście – Francuz w minionym roku potrzebował tylko trzech startów by zrobić swojego efektownego back flipa i myślę, że również w sezonie 2019 Loeb będzie miał do tego okazję. Wszyscy kierowcy są zgodni – im więcej kilometrów, im częściej siedzisz za kierownicą auta – im bardziej jesteś „w uderzeniu” tym lepiej. I myślę, że dotyczy to również takiego kosmity, jakim jest Loeb.

Izaak Chwist:

Jestem o tym przekonany. Oby tylko nie musiał bawić się w team orders przepuszczając Neuville’a. Hyundai to genialna konstrukcja, a Loeb w samochodach WRC czuje się jak ryba w wodzie. Przeczucie mówi mi, że szybko przyzwyczai się do swojego nowego akwarium i ponownie da pstryczka młodszym kolegom. W oczach wyobraźni widzę już świętującego Daniela Elenę z fajką w ustach i piwem w ręce.

Maciek Jędrusik:

Wygra, a przynajmniej powinien. Loeb nie wraca do WRC z nudów, cały czas chce wygrywać i nie będzie nawet mowy o rozkosznym wożeniu się po odcinkach. Wiadomo już, że Francuz wystartuje w rozpoczynającym sezon Rajdzie Monte Carlo a następnie w Szwecji. Sordo przejmie samochód od Rajdu Meksyku.

Dalszy program zostanie ustalony zapewne w trakcie sezonu, więc ciężko jest wytypować, gdzie Loeb może wygrać, skoro mamy zaledwie dwa pewne rajdy, w których wystartuje. Były as Citroena z pewnością szybki będzie podczas rund asfaltowych. Obstawiam jego zwycięstwo już na Korsyce, gdzie wystartuje niemal na pewno. Jeśli pojawi się w Niemczech i Katalonii, to również będzie walczył o najwyższy stopień podium.

Wojciech Garbarz: 

Wszyscy moi redakcyjni koledzy jak jeden mąż twierdzą, że tak się stanie. Przekornie odpowiem więc, że nie – Sebastien Loeb nie wygra w sezonie 2019 ani jednego rajdu. No może poza Dakarem, ale chyba nie o to chodzi. Żeby była jasność – Loeb jest moim największym idolem, rajdowym Bogiem, ale biorąc pod uwagę różne czynniki, obstawiam, że w tym roku Mr. Perfect nie dorzuci do swojej kolekcji 80 triumfu w rundzie WRC.

Czy w nowych barwach na najwyższym stopniu podium stanie Esapekka Lappi?

Kamil Wrzecionko:

Szczerze mówiąc to nie widzę takiej możliwości. Lappi przebojem wszedł do mistrzostw świata, wygrywając Rajd Finlandii 2017. „EP” po prostu wsiadł w samochód i wygrał, pokonując całą czołówkę WRC. Później jednak sytuacja nie wyglądała tak kolorowo, a w 2018 roku Lappi to owszem, obraz wielkiego, ogromnego wręcz talentu, ale niestety przyćmiony niefartem, narzekaniem i błędami.

W wielu momentach wyraźnie brakowało mu tempa. To dziwne, bo zdarzały się oesy, które Esapekka wygrywał w cuglach. Wszystko po to, żeby później nie znaleźć miejsca choćby w TOP 5 po głupim błędzie, czy momencie dekoncentracji. Lappi może zjawić się na podium, owszem. Ale zwycięstwo? Tego raczej zabraknie.

Izaak Chwist:

Samochód z fabryki w Satory to drugi wurc, jakim ma okazję startować Lappi. Jest to zupełnie inna konstrukcja w porównaniu z Toyotą, w której spędził ostatnie dwa sezony. Myślę, że to nie będzie rok, w którym Esapekka będzie mógł świętować zwycięstwo w jakimkolwiek rajdzie rangi WRC. 17 stycznia Fin skończy dopiero 28 lat i jestem pewny, że przyjdzie jeszcze jego czas. Może nawet nastąpi to w barwach Citroena?

Marcin Zabolski:

Nie ma takiej możliwości. Podpisując kontrakt z Citroenem, gdzie w składzie znajduje się Sebastien Ogier, trzeba mieć świadomość bycia numerem dwa. Wydaje się, że zbyt wiele musi się wydarzyć, aby Lappi w pierwszym sezonie w Citroenie miał możliwość wygranej. To oczywiście bardzo solidny kierowca, który w duecie z Ogierem może przywrócić ekipie z Wersalu pierwsze miejsce wśród producentów WRC.

Jednak w 2019 r. Fin powinien pogodzić się ze swoim miejscem w szeregu. Jeżeli to uszanuje, to może bardzo dużo wynieść z roli skrzydłowego Francuza, tak jak zrobił to Ott Tanak. Ogier zbliża się do końca kariery, a przed Lappim jeszcze wiele lat być może pełnych sukcesów, jeżeli nie będzie próbował zbyt wcześnie wyjść przed szereg.

Igor Szmidt: 

Jak wspomniałem już wcześniej – bardzo liczę na dobrą formę Lappiego i choć jedno zwycięstwo w sezonie 2019 na pewno byłoby dobrym rezultatem. Ważniejsze od zwycięstw będą dla niego jednak regularne wizyty na mecie i podglądanie pracy Sebastiena Ogiera.

Jarek Bartkiewicz:

Esapekka, chłopak o ogromnym potencjalnie na siłę musiał rozstać się z Toyotą. I tu dopatruję największego błędu. Lappi pokazał, że jeździć potrafi, na dodatek bardzo szybko i trochę dziwi transfer w kierunku szukającego mistrzowskiej formy, zespołu Citroena.

Czy będzie tylko pomagierem Sebastiena Ogiera, to raczej pewne. Czy Francuzi spuszczą mu lejce w wygodnych warunkach podczas którejś rundy? Bardzo wątpliwe. Nie mniej życzę mu sukcesów i proponuję rozpychanie się łokciami. Może wziąłby odrobinę przykładu z rodaka, Kimiego Raikkonena. Wydaje się jakiś spięty.

Maciek Jędrusik: 

Wiara w młodych kierowców jest mocno zakorzeniona w DNA Citroena, a Esapekka ma z pewnością wszystkie cechy, które powinien mieć przyszły mistrz świata. Jest utalentowany, zdeterminowany i zawsze skupiony. Powinien stworzyć zarówno uzupełniającą się, jak i budzącą postrach parę z Sebastienem Ogierem.

Na zwycięstwa jest jednak chyba za wcześnie. Do tego dochodzi samochód, bo jakoś podświadomie wydaje mi się, że wurc z Wersalu w sezonie 2019 konkurencyjny jeszcze nie będzie. Odpowiedź zatem brzmi – nie. To nie jest ten etap kariery ani tym bardziej ten samochód, w którym można wygrywać. Ogier może, ale on braki C3 WRC uzupełni doświadczeniem i ponadprzeciętnymi umiejętnościami. Lappi tego ostatniego ma jeszcze zbyt mało.

Wojciech Garbarz:

Tak, to pochodna odpowiedzi na pierwsze pytanie. Myślę, że Esapekka bardzo szybko odnajdzie się w nowym dla siebie środowisku. Mimo iż Citroen to francuski zespół, a jak wiadomo Francuzi wolą pracować ze swoimi. To jasne, że pierwsze skrzypce będzie odgrywał Seb Ogier, ale obstawiam, że Lappi będzie bardzo mocnym fundamentem całego teamu.

Od sezonu 2008 Jari-Matti Latvala wygrywa co roku przynajmniej jeden rajd. Czy tym razem będzie podobnie?

Izaak Chwist: 

Faktem jest, że JML miewa momenty przebłysku. Nie sposób także podważyć jego fenomenalnego tempa. Jari potrafi wygrywać i pewnie w tym sezonie również podtrzyma swoją niepisaną tradycję. Ba, życzę mu nawet, żeby w tym roku na jego koncie znalazło się więcej wygranych rajdów, które będą zwieńczeniem jego kariery.

Igor Szmidt:

Jari-Matti Latvala od czasu wycofania się z WRC Volkswagena nie do końca potrafi odnaleźć się w nowej dla siebie rzeczywistości. Sympatycznemu Finowi życzę jak najlepiej, jednak obawiam się, że wkrótce może podzielić los Juho Hanninena.

Marcin Zabolski:

Jeżeli Fin nie przerwie owocnej pracy z psychologiem, to jak najbardziej może utrzymać tę serię. Jednak, żeby wygrać rajd, będzie musiał liczyć na odpadnięcie przynajmniej Otta Tanaka. To zapewne, w którejś z 14 rund w końcu się wydarzy. Jari-Matti będzie oczywiście musiał akurat w tym rajdzie utrzymywać się w czubie, ale jak najbardziej wciąż stać go na wygrywanie w WRC.

Pamiętajmy, że to nie musi być schyłek jego kariery. Mając 33 lata może jeszcze przez kilka sezonów utrzymywać się w czołówce, jeżeli będzie jeździł tak jak pod koniec sezonu 2018. To także niezwykle doświadczony zawodnik. W Rajdzie Monte Carlo zrówna się z rekordowymi 196 startami w WRC Carlosa Sainza. Debiutując w Rajdzie Argentyny przebije z kolei magiczną liczbą 200 występów w Rajdowych Mistrzostwach Świata. Mam nadzieję, że da mu to kilka KM więcej „w głowie”, która jest jego najbardziej zawodnym podzespołem.

Maciek Jędrusik: 

Może tak być, ale nie musi. JML to wciąż bardzo dobry kierowca, ale nie rewelacyjny. Do Ogiera, Tanaka czy Loeba dużo mu brakuje i nie oszukujmy się – Jari już szybszy nie będzie. To podobnie jak Neuville – typ notorycznego wicemistrza. Latvala powoli zbliża się do końca swojej kariery w WRC i nie liczyłbym na jakiś nagły przebłysk kierowcy.

Jeśli Fin coś jeszcze wygra, to tylko jeśli dopisze mu dużo szczęścia, a jego koledzy zaczną mieć na oesach przygody. Jeśli ma jeszcze stanąć na najwyższym stopniu podium, to największe szanse na zwycięstwo daję mu w Szwecji.

Jarek Bartkiewicz:

Tak, Rajd Szwecji. Lappi w Citroenie nie da rady.

Kamil Wrzecionko: 

Podczas Rajdu Szwecji Jari-Matti Latvala zostanie najbardziej doświadczonym kierowcą w historii mistrzostw świata wyprzedzając w tej statystyce Carlosa Sainza. To znak, że dochodzi on do pewnej bariery, w której ciężko już o trzymanie dobrego tempa i o zwycięstwa.

W połowie sezonu 2018 powiedziałem, że Latvala nie wygra już nigdy rajdu. Wygrał w Australii, ale przecież na mecie nie było ani Tanaka, ani Neuville’a, a Ogier mógł jechać tempem swojej babci. Wygrał, ale dla mnie to wyjątek potwierdzający postawioną wcześniej tezę i w roku 2019 Latvali na najwyższym stopniu podium już nie zobaczymy.

Wojciech Garbarz: 

Tak, i to niejeden. Jari-Matti to bardzo szybki kierowca, który oczywiście ma ponadprzeciętnego pecha i który lubi popełniać błędy w kluczowych momentach. Zresztą sam miałem okazję się o tym przekonać oglądając jego dzwona na podjeździe na Col de Turini podczas Rajdu Monte Carlo 2013. Naprawdę był to słaby widok.

Trzeba jednak pamiętać, że w kalendarzu mamy 14 rajdów. Biorąc pod uwagę rachunek prawdopodobieństwa za którymś razem JML powinien poskładać wszystkie puzzle i wygrać. Potencjał na zwycięstwa na pewno ma.

Najbardziej wyczekiwany rajd sezonu?

Wojciech Garbarz:

Nieustannie jest to Rajd Monte Carlo. Powodów jest wiele. Przede wszystkim apetyty podsyca międzysezonowa przerwa. Po drugie każdy z utęsknieniem wyczekuje tego momentu, kiedy zobaczy nowe zespoły i nowe oklejenia samochodów. No i do tego ten pierwiastek nieprzewidywalności, który od zawsze związany jest z Monte. To moment, gdy dostajemy pierwsze odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

Drugim takim rajdem będzie zupełnie nowa impreza w kalendarzu, a więc Chile. Na razie wiadomo tylko tyle, że bazą szutrowego rajdu będzie miejscowość Concepcion. I w sumie tyle. Jedna wielka niewiadoma.

Igor Szmidt:

Tradycyjnie – Katalonia. To rajd rozgrywany w okolicach moich urodzin, do tego sytuacja w punktacji mistrzostw świata powinna być już bardzo gorąca. Podobnie jak październikowa atmosfera w Salou. Połączenie szutru i asfaltu to bardzo widowiskowe rozwiązanie dla kibiców i myślę, że to jeden z fajniejszych rajdów w sezonie.

Maciek Jędrusik:

Zdecydowanie Monte Carlo. Czekam na ten rajd zawsze z wielu powodów. Po pierwsze to właśnie tutaj pierwsze (i jedyne) zwycięstwo w rajdzie asfaltowym zdobył mój ulubiony kierowca rajdowy, Marcus Gronholm. Monte to zawsze długo wyczekiwana inauguracja sezonu WRC oraz znakomite, trudne i nieprzewidywalne odcinki. Jeździ się po błocie, asfalcie, śniegu i lodzie, przy temperaturach dodatnich i ujemnych, w nocy i w ciągu dnia. Dobór opon to ruletka, szpiedzy pogodowi mają tu najwięcej pracy w trakcie całego sezonu a klimat i atmosfera wielkiego rajdowego święta panuje tutaj już na długo przed startem pierwszego odcinka. W Monte zawsze dużo się dzieje, a każdy kolejny oes może odwrócić klasyfikację o 180 stopni. Kocham ten rajd z całego serca!

Jarek Bartkiewicz:

Banałem byłoby twierdzić, że na ten ostatni, na Antypodach, rozstrzygający o wszystkim. Przede wszystkim chciałbym, żeby ten sezon był na swój sposób wyjątkowy. Taki do zapamiętania na długo (wykluczając dramaty). Na pewno jestem ciekawy Rajdu Chile, bo to nowość, gdzie każdy będzie miał wyrównane szanse. Jestem jednak koneserem rajdów po twardym – dlatego Korsyka i Dojczland. A na Rajd Finlandii mam nadzieję udać się na wakacje, bo to najlepsza impreza na świecie!

Marcin Zabolski:

Zdecydowanie czekam na nowy rajd w kalendarzu, czyli Rajd Chile. Sprawdzian w zupełnie nowej lokalizacji to bardzo wiarygodna prezentacja kwintesencji rzemiosła rajdowego. Chodzi rzecz jasna o umiejętność adaptacji do nowych warunków. Nikt z czołówki (zapewne poza kierowcą, który wynajął trzeciego Citroena C3 WRC) nie będzie miał przewagi znajomości trasy. Spodziewam się, że w tym rajdzie możemy oglądać dość zaskakujące rezultaty, które miejmy nadzieję namieszają w mistrzostwach.

Izaak Chwist:

Gdybym miał wytypować trzy ulubione rajdy, to pewnie nad drugim i trzecim musiałbym chwilę pomyśleć. Na szczęście faworyt dla mnie jest tylko jeden – Monte Carlo. Gdy oglądam filmiki typu „best action” z udziałem Roberta Kubicy z tej imprezy to za każdym razem mam gęsią skórkę. Kultowe trasy Monte, wspaniałe widoki i swego rodzaju magia, która towarzyszy tamtejszej rywalizacji sprawia, że każdego roku czekam na rozpoczęcie tej imprezy, jak uczeń na pierwszy dzień wakacji.

Kamil Wrzecionko:

Od wielu lat absolutnie ubóstwiam wykreowaną przez siebie „wielką piątkę”. Monte Carlo, Szwecja, Finlandia, Niemcy oraz Wielka Brytania. Nie potrafię wybrać jednego z tych rajdów, uwielbiam je wszystkie i na każdy czekam równie mocno. To dla mnie największe legendy mistrzostw świata i tam rywalizacja podoba mi się zdecydowanie najbardziej.

 

Kto wygra Rajd Monte Carlo?

Kamil Wrzecionko:

Ott Tanak. Rajd Monte Carlo to impreza, w której typowanie zwycięzcy jest jak gra w ruletkę. Stawiasz po prostu na jeden numerek i nie masz kompletnie żadnego wpływu na to, co się stanie. To tak specyficzny rajd, że na każdym metrze na każdego zawodnika czekają dziesiątki pułapek. Ciągłe zmiany przyczepności, lód, śnieg, błoto, syf, skały i kamienne bariery. Wszystko to każdego może zatrzymać dosłownie w jednej sekundzie. We Francji zdarzyć może się wszystko, ale stawiam właśnie na Otta Tanaka. Jeśli do niego powędrował mój jeden dodatkowy procent szans na mistrzostwo świata wśród kierowców, to właśnie do niego uśmiechnie się szczęście w okolicach Gap.

Maciek Jędrusik:

Głupie pytanie. Wszyscy wiedzą, że Tanak. Już w ubiegłym roku na mecie zameldował się jako drugi a za nim dojechali Latvala i Meeke, czyli reszta tegorocznego zespołu Toyoty. Obstawiam następujące podium: Tanak, Meeke, Loeb. Cytryny się zepsują a po kierowcach Forda- Evansie i Sunninenie nie spodziewam się zbyt wiele. Przynajmniej na razie.

Izaak Chwist:

W tak nieprzewidywalnym i fascynującym rajdzie bardzo trudno wskazać jednego faworyta. Czy Ogier od początku sezonu będzie chciał narzucić tempo w nowym samochodzie? Raczej wątpię. Bardziej upatrywałbym tu niepokornych fighterów w postaci Tanaka, Latvali czy Neuville’a. Jeżeli któremuś z tej trójki nie przydarzy się znaczący błąd, to wśród nich upatrywałbym zwycięzcy. Żeby jeszcze zawęzić grono faworytów, to pokuszę się o stwierdzenie, że triumfatorem 87. edycji Rajdu Monte Carlo będzie kierowca Toyoty. Dlaczego pominąłem Loeba? To będzie jego pierwszy start w Hyundaiu i to w dodatku bez należytych testów. Ogromne wyzwanie nawet dla takiego wirtuoza, jakim jest 9-krotny mistrz świata.

Marcin Zabolski:

Sebastien. Tak będzie miał na imię triumfator 87. edycji najstarszego rajdu świata. Loeb czy Ogier? Ciężko przewidzieć. Jednak to właśnie ta dwójka ma najlepiej rozwinięte cechy, które pomagają w uzyskaniu tam dobrego wyniku. Mianowicie umiejętność rozpoznania przyczepności na oko. To kluczowy czynnik pomagający uniknąć kosztownych błędów (oprócz trafienia z oponami).

Normalnie byłbym skłonny postawić na wygraną Loeba, ale zważywszy na duży wysiłek związany z Dakarem, spodziewam się, że w pewnym momencie zabraknie mu odpowiedniej koncentracji i to 9-krotny mistrz WRC pierwszy popełni błąd. Dlatego też obstawiam, że po raz kolejny zwycięskiego szampana od księcia Alberta II odbierze tubylec z Gap (gdzie zlokalizowano bazę rajdu), Seb Ogier.

Jarek Bartkiewicz:

Mając przed oczami listę zgłoszeń marzy mi się to, co chyba większości kibiców. Francuska ziemia, francuskie starcie panów Sebastienów. Najlepiej na żyletki. Rajd Monte Carlo to impreza nieprzewidywalna, ale jeśli w tej nieprzewidywalności liczy się doświadczenie (a liczy się!) i tzw. „rajdowy niuch”, to obstawiam jednego z nich. Bliższy sercu jest mi oczywiście Loeb – z jednego, prostego powodu. Jest po prostu lepszy od Ogiera. Chociaż dla efektu Wow trzymam kciuki za Jariego-Matti Latvalę. Mam nadzieję, że podczas przerwy między sezonami wybrał jeszcze wygodniejszą kozetkę u psychologa. Mimo rozbicia auta na przedsezonowych testach.

Wojciech Garbarz:

Monte wygra Sebastien Ogier. Prawdopodobnie nie zaliczy największej liczby oesowych zwycięstw, ale ostatecznie to on jako pierwszy pojawi się na mecie w Monako. Od kilku lat Seb ma jakąś niezwykłą receptę na wygrywanie tego niesamowicie podstępnego rajdu. Z całą pewnością sporo krwi napsuje mu Ott Tanak, ale pewnie gdzieś po drodze popełni jakiś błąd.

No i będzie jeszcze Sebastien Loeb, który zaledwie kilka dni przed rajdem po raz pierwszy zasmakuje Hyundaia i20 Coupe WRC. Proces adaptacyjny będzie błyskawiczny, być może będzie podium, ale raczej nie zwycięstwo.

Igor Szmidt:

Statystyki jasno wskazują na Sebastiena Ogiera – Francuz wygrał pięć ostatnich edycji tego piekielnie trudnego klasyka. Choć… ostatnim, który stanął na najwyższym stopniu przed Ogierem był wracający do stawki Sebastien Loeb i to właśnie on może w tych nieprzewidywalnych warunkach sporo namieszać.

 

Który team wygra mistrzostwo producentów?

Igor Szmidt:

Sebastien Loeb może być w stanie zapewnić Hyundaiowi bardzo pokaźne zdobycze punktowe – w połączeniu z tym, co do mety przez cały rok dowiezie Thierry Neuville, wydaje się, że koreańska ekipa będzie miała spore szanse na poprawienie tegorocznego drugiego miejsca. Wiele będzie tu zależało od dyspozycji Jari-Matti Latvali w Toyocie i Sebastiena Ogiera w Citroenie. Fin w tym roku wygrał tylko jeden rajd i delikatnie rzecz ujmując, nie zachwycał. Francuz w trakcie ostatnich trzech sezonów po raz trzeci zasiądzie za kierownicą nowego auta i z pewnością będzie chciał udowodnić swoją wartość po raz kolejny.

Marcin Zabolski:

Toyota wydaje się w uprzywilejowanej pozycji do obrony tytułu i to jest mój pierwszy typ. Oczywiście muszą być spełnione pewne warunki, żeby tak się stało. Po pierwsze, Jari-Matti Latvala musi utrzymywać pracę z psychologiem w trakcie trwania rajdów, co w zasadzie uratowało jego karierę.

Po drugie, Kris Meeke musi zacząć seryjnie kończyć rajdy bez przygód, na co upatruję szansę w zdjęciu z jego barków presji lidera zespołu. O formę Otta Tanaka nikt raczej się nie martwi.

W grze na pewno będzie Hyundai. Na papierze mają być może nawet skuteczniejszych kierowców od Toyoty, ale tradycyjnie, gdzieś powinie im się noga. Ciężko mi uwierzyć w odrodzenie Andreasa Mikkelsena, a dodatkowo sądzę, że Dani Sordo nie będzie błyszczał tak jak w tym roku.

W przypadku Citroena wiele zależy od adaptacji Esapekki Lappiego. Posiadanie w składzie Sebastiena Ogiera to już ponad połowa sukcesu, ale do końcowego triumfu potrzeba kilku podiów drugiego kierowcy. Rywalizacja zespołów może okazać się nawet bardziej zacięta niż kierowców i pilotów.

Kamil Wrzecionko:

Od dawna odpowiedź na to pytanie nie była taka trudna. Oczywiście na samym początku skreślam M-Sport, bo z takim składem nie da się wygrać tak zacnego tytułu. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że powinniśmy skreślić też Citroena. Nie wierzę, że na pewnym etapie sezonu znaczenia nie będzie miało to, że francuski zespół do walki wystawia tylko dwie załogi. Toyota czy Hyundai? Rozsądek podpowiada, że będzie to Hyundai, chociaż osoba Andreasa Mikkelsena jako drugiej strzelby zespołu mocno ten rozsądny wybór nadwyręża. Wszyscy zawodnicy z zespołu Toyoty znani są z ryzykownej jazdy, która czasami kończy się poza drogą, ale przecież punktują dwa samochody, więc to nie musi być problem. Tak czy inaczej, intuicja każe mi postawić na producenta z Korei Południowej.

Jarek Bartkiewicz:

Tutaj sprawa wydaje się być oczywista (?). Pomijając składy oraz powrót syna marnotrawnego, Sebastiena Ogiera do ekipy Citroena, walka o mistrzowski tytuł w klasyfikacji producentów, rozegra się moim zdaniem pomiędzy Azjatami. W tym kontekście Hyundai musi, a Toyota powinna wznieść puchar na koniec sezonu. Miliony euro wpakowane przez ekipę z Alzenau w rozwój programu WRC do tej pory przyniosły efekt w postaci tytułów wicemistrzowskich. Na posiłki południowokoreański producent wezwał więc rajdową legendę za życia. Rola Sebastiena Loeba jest jasna – ma pojechać 6 rund, ewentualnie wesprzeć w walce o tytuł indywidualny Thierry’ego Neuville’a, a jeśli nadarzy się okazja (jak w Rajdzie Katalonii), przypomnieć wszystkim, że jest rajdowym guru. Cóż przykro mi, ale Citroen oraz Ford pewnie coś wygrają, ale w większości rajdów będą dopełniać tło WRC.

Izaak Chwist: 

O ile w tytuł mistrzowski Thierrego ciężko byłoby mi uwierzyć, to w bez zastanowienia przytaknę każdemu, kto stwierdzi, że stajnia Hyundaia wreszcie odniesie swój długo wyczekiwany sukces. Neuville, Mikkelsen, Sordo to świetny skład, który w sześciu rundach uzupełni bezapelacyjnie jeden z najlepszych kierowców w historii – Sebastien Loeb. Wydaje mi się, że przewaga punktowa na koniec sezonu może być miażdżąca.

Maciek Jędrusik: 

Pytanie retoryczne. Oczywiście Toyota. Czy tego ktoś chce, czy nie, zespół pod przewodnictwem Tommiego Makinena ma najbardziej regularnie punktujących kierowców. Do ekipy, Tanaka i Latvali dołączy pochodzący z Irlandii Północnej Kris Meeke, jeden z najszybszych kierowców WRC. Meeke zastąpi Esapekkę Lappiego i na pewno będzie chciał udowodnić, że zaledwie 5 wygranych rajdów od 2015 to jedynie wypadek przy pracy. Ta trójka regularnie i od samego początku zacznie punktować pozostałe zespoły, o czym najboleśniej przekona się ekipa Hyundaia, która ma od kilku lat aspiracje do sięgnięcia po tytuł w klasyfikacji producentów. Tutaj nie może wydarzyć się nic innego. Toyota zgarnie w sezonie 2019 wszystko.

Wojciech Garbarz:

Tak, jak wspomniał Jarek Bartkiewicz – sprawa tytułu rozstrzygnie się między azjatyckimi producentami. To raczej pewne. Citroen z dwiema załogami będzie po prostu za słaby, zaś M-Sport prawdopodobnie pełnić będzie rolę marudera.

Jeżeli miałbym wskazać tegorocznego mistrza świata, to postawiłbym na Toyotę. To jedyny zespół, który będzie miał tak stabilny skład – trzech kierowców, z których każdy zaliczy pełny program mistrzostw. Wydaje mi się, że Hyundai znów przekombinuje, a dodatkowo najsłabszym ogniwem Koreańczyków będzie wspomniany Andreas Mikkelsen.

Kto zostanie mistrzem świata wśród kierowców?

Izaak Chwist:

Bardzo bym chciał, żeby został nim Ott Tanak lub Thierry Neuville. Rozsądek jednak każe wskazać po raz kolejny Ogiera. Francuz, który sięgnął już po szósty tytuł z rzędu, zdaje się nie mieć równie wyrafinowanego przeciwnika. Po minionym sezonie moja wiara w dwóch pierwszych przeze mnie wymienionych kierowców znacznie spadła. Jeśli dodać do tego fakt, że Sebastien przesiada się z grymaśnego Forda do rewelacyjnej konstrukcji, jaką jest Citroen, to chyba na próżno szukać przeszkód, które staną mu na drodze do kolejnego tytułu.

Kamil Wrzecionko:

W walce o mistrzostwo świata będzie trzech kierowców – Sebastien Ogier, Thierry Neuville i Ott Tanak. Najchętniej przydzieliłbym im równe szanse, jednak jak wiadomo, 100 dzielone na trzy nigdy nie da równych części. W takim układzie Francuzowi i Belgowi daję po 33% szans, zaś Estończykowi 34%. Wydaje się, że w przerwie wakacyjnej sezonu 2018 pilotowany przez Martina Jarveoję kierowca przeszedł swego rodzaju wewnętrzną przemianę, która sprawiła, że teraz to on jest najlepszym zawodnikiem w stawce. Wszak po wakacjach Tanak wygrał trzy imprezy z rzędu, a w kolejnych dwóch prowadził aż do czasu pechowej awarii i kapcia. Nie podlega jednak dyskusji fakt, że to on był najszybszy. Ogier od kilku lat jest regularny, ale nie najszybszy. Może w 2019 roku mistrzostwo świata w końcu powędruje do tego szybszego?

Jarek Bartkiewicz:

WRC 2019 – już teraz, na samą myśl o nadchodzącym sezonie Rajdowych Mistrzostw Świata, palą mi się nawet domowe kapcie. Wszystkie tantiemy, a raczej „Tanak-tiemy” przekazuję na konto 31-letniego Estończyka. Pomijając jego niezaprzeczalny talent oraz to w jakim stylu zakończył drugą połowę sezonu 2018, ma wszystko to, co potrzebne jest przyszłemu czempionowi. Ott Tanak ma po swojej stronie mentora w postaci 4-krotnego triumfatora WRC, Tommi Makinena. Faceta, który w rajdowym światku przy wsparciu Toyota Gazoo Racing WRT jest w stanie poskładać rajdowe klocki lepiej niż Duńczycy LEGO.

Marcin Zabolski:

Jeżeli miałbym obstawić już teraz, to wyobrażam sobie kolejną koronację Sebastiena Ogiera. Jego głównym rywalem będzie tym razem faworyt kibiców, Ott Tanak. Estończyk zaprezentował niebywałą dyspozycję w drugiej części sezonu, ale nie wydaje mi się, aby był gotowy odebrać koronę tak wytrawnemu graczowi, jakim jest Ogier.

Fakt, że Tanak był tak szybki w ubiegłym roku to też zasługa samochodu, jakim dysponował francuski mistrz świata. Przez 2 lata rywale mieli niepowtarzalną okazję, aby go pokonać. Teraz, gdy Seb ma do dyspozycji inżynierów zespołu fabrycznego z prawdziwego zdarzenia, jestem przekonany, że stworzy pod siebie bardzo dobrą maszynę. Nie wierzę, że będzie to dominacja jak za czasów Volkswagena, ale uważam, że mylą się ci, którzy widzą spokojny spacerek Tanaka po tytuł. Tak jak w tym roku, oczekuję zaciętej rywalizacji do ostatniej rundy sezonu.

Igor Szmidt:

W Monte Carlo sześciokrotny już mistrz świata Sebastien Ogier pojawi się w barwach Citroen Racing – najsłabszej ekipy w sezonie 2018. Choć C3 WRC ma potencjał, co udowodnił m.in. w Katalonii Sebastien Loeb, to ciężko jest wyobrazić sobie stopień dominacji znany z czasów Volkswagena. Ponadto – Ott Tanak jest już naprawdę gotowy do walki o najwyższe laury i Estończyk nie zadowoli się niczym innym, niż tylko koroną. W połączeniu z bardzo dobrym pakietem zapewnionym przez Tommiego Makinena, to na niego stawiam swoje pieniądze.

Maciek Jędrusik:

Nad tym pytaniem nie musiałem zastanawiać się ani przez chwilę. Mistrzem świata w sezonie 2019 zostanie Ott Tanak. Estończyk nie tylko w ubiegłym sezonie potwierdził, że jest obecnie jednym z najszybszych kierowców w stawce. Dodatkowym czynnikiem, który znacząco ułatwi Tanakowi drogę do upragnionego mistrzostwa, jest niewątpliwie samochód. Przed sezonem 2017 szefem zespołu Toyota Gazoo Racing, który przygotowuje Yarisy WRC został Tommi Makinen, a współpraca 4-krotnego mistrza świata z Japończykami przełożyła się na mistrzostwo producentów zaledwie w drugim roku startów. Jeśli samochód Toyoty będzie w sezonie 2019 tak samo szybki, to sprawa tytułu dla Tanaka powinna rozstrzygnąć się już na kilka rund przed zakończeniem mistrzostw. Huraoptymizm? Nie. Realia.

Wojciech Garbarz:

Już wielokrotnie powtarzałem, że nie wyobrażam sobie innego mistrza świata niż Sebastien Ogier. Co prawda po Rajdzie Turcji moim faworytem stał się Ott Tanak, ale jak to wszystko się potoczyło wszyscy wiemy. Estończyk prawdopodobnie wygra najwięcej rajdów, ale pamiętajmy, że sezon trwa 11 miesięcy i Ogier jak nikt inny to rozumie. Wie, że jeżeli nie może pokonać swoich rywali szybkością, to załatwia ich systematycznością i sprytem. To najbardziej kompletny zawodnik, który w tym roku dorzuci do kolekcji siódmy mistrzowski tytuł zdobyty z trzecim producentem.

Przeczytaj również