Marcin Zabolski12.06.2019

Jak zostać prezesem PZM? "To jest układ nie do ruszenia"

271 interakcji Przejdź do dyskusji

Jak zostać prezesem PZM? "To jest układ nie do ruszenia"

Jak zostać prezesem PZM? "To jest układ nie do ruszenia"

W nadchodzącą sobotę odbędą się wybory na najważniejsze stanowiska w Polskim Związku Motorowym. Emocji jednak nie będzie, dzięki sprytnemu mechanizmowi.

Prezesem PZM na kolejną kadencję zostanie wybrany Michał Sikora. Dlaczego już teraz to wiadomo? Ponieważ jest beneficjentem wypracowanego od 8 lat systemu, który trzyma pod kontrolą wszystkie głosowania. – To jest układ nie do ruszenia – mówi nasz informator, który poprosił o anonimowość.

Walka o mandaty najpierw toczy się w poszczególnych okręgach | fot. PZM

Jeżeli chcielibyście objąć prezesurę w krajowej federacji, to nie przygotowujcie ambitnego programu reform, który zachwyci delegatów. Ich głosy są już doskonale podzielone. Co najlepsze, zdecydowana większość w ogóle nie ma żadnych związków z motorsportem.

Nasz informator: Zawodnicy nie biorą w tym udziału, bo się w tym nie orientują, nikt ich o tym nie informuje, nikt ich nie zaprasza. Efekt tego wszystkiego jest taki, że na tych wyborach z mandatami lądują ludzie w wieku podeszłym, którzy nie czują tego sportu i nie rozumieją go.

Prosta matematyka

Żeby zrozumieć schemat funkcjonowania tego układu, warto przyjrzeć się samej procedurze wyboru prezesa PZM. Najpierw zrzeszone kluby wybierają delegatów do Zarządu Okręgowego, który dopiero nadaje mandaty na zjazd krajowy, gdzie odbywają się ostateczne głosowania. W tym roku rozdysponowano ich 189 (każdy okręg otrzymuje 1 mandat na każde rozpoczęte 400 zrzeszonych osób z opłaconą składką członkowską – przyp. red.).

Na Walnym Zgromadzeniu Delegatów jeden okręg ma blisko połowę głosów | fot. PZM

Współpraca warszawsko-rzeszowska jest ważnym elementem tej układanki, do której niedawno dołączył okręg wrocławski. Na Podkarpaciu od wielu lat prezesem jest Zdzisław Grzyb, ojciec dwukrotnego mistrza Polski, Grzegorza Grzyba, który w kwietniu został wybrany na prezesa ZO PZM we Wrocławiu. Cała trójka w koalicji ma razem 104 ze 189 mandatów, co nawet przy współpracy tylko Warszawy i Rzeszowa daje większość głosów.

Rajdowy mistrz Polski na wysokim stanowisku w PZM. Rodzinna profesja?

Mniejszość stanowi większość

Dlaczego 2 okręgi są w stanie przegłosować wszystko przy udziale pozostałych 14? Chociażby dlatego, że sama Warszawa ma 87 mandatów (pozostali mają od ok. 4 do 14). Czy zatem w stolicy regularnie opłaca składki 35 tysięcy zawodników bądź sędziów? Nie do końca. Znaczącą większość stanowią zwykli użytkownicy dróg, którzy nie rozróżniają rajdu od piractwa drogowego.

Za wszystkim stoi klub SOS PZMot, który nie organizuje żadnych rajdów ani wyścigów. Oferuje za to ubezpieczenia assistance dla podróżujących w Polsce i za granicą (jak reklamuje od ponad 60 lat). Patent polega na tym, że każdy z pakietów zawiera członkostwo w klubie. Niezależnie od tego, czy PZM Assistance wykupuje się w Warszawie, czy filiach w Łodzi lub Krakowie, to i tak zostaje się członkiem stołecznego SOS PZMot.

Wszelkie usługi ubezpieczeniowe w PZM są realizowane poprzez spółki Vienna Insurance Group

Jednym z dodatkowych atutów jest zniżka na OC dla starszych pojazdów (za członkostwo w dowolnym klubie w strukturach PZM). Ta jak i wszystkie inne deale na ubezpieczenia, pochodzą ze spółek Vienna Insurance Group – przyp. red.). Przekazywana pocztą pantoflową informacja o możliwości zaoszczędzenia 20% na OC również napędzała przypływ członków (mimo składki wychodziło się na plus).

Namaszczenie swoich

Nasz informator: Cała kpina tych wyborów polega na tym, że tych 189 delegatów jedzie tylko po to, żeby oddać głos na 3 obsady stanowisk. Na prezesa związku, czyli Sikorę lub nie (!). Na prezesa komisji rewizyjnej, czyli tego, który finanse oblicza oraz na prezesa trybunału związku, który przez całą kadencję potrafi się nie zebrać nawet raz.

Delegaci nie będą decydować za to o składach chociażby Głównej Komisji Sportu Samochodowego (GKSS). – Jeszcze za czasów prezesury Andrzeja Witkowskiego (obecnie prezes honorowy PZM oraz skarbnik w PKOl) to zostało tak pozamiatane, że wybrany prezes sam namaszcza i wybiera później „swoich” – ujawnia nam informator. – W tym należy upatrywać wybór Jarosława Noworóla (obecnego szefa GKSS – przyp. red.), którego nikt by wtedy nie wybrał, bo go nikt nie znał, ale był wygodny dla Witkowskiego, czyli układu warszawsko-rzeszowskiego – dodaje.

Od czasów prezesury Andrzeja Witkowskiego, składy komisji nie są wybierane przez delegatów, a osobiście przez prezesa

Niczego im nie zrobicie!

Mimo tego, że schemat trzymania władzy w PZM jest w pewien sposób naświetlony, to nawet nasz informator przyznaje, że brakuje perspektyw na skuteczne odbicie kierownictwa. Nie ma także wizji na to, kto (nie da rady zrobić tego jedna osoba) miałby ten bałagan posprzątać.

Czy można obalić PZM i założyć nową federację? Bułgarom rewolucja się udała

Jednym z pierwszych kroków mogłoby być pospolite ruszenie i zaangażowanie się w to środowisko zbuntowanych zawodników, sędziów i kibiców, którzy mają praktyczne pojęcie o ich ukochanej dyscyplinie. Niezłomne charaktery, które zdobywając mandaty w okręgach spoza układu (przy wsparciu dziesiątek tysięcy członków) mogłyby stanowić siłę, napędzającą zmiany ku szeroko pojętej profesjonalizacji polskiego motorsportu.

Zaangażowani zawodnicy, sędziowie i kibice zjednoczeni poza dogadanymi okręgami, mogliby stanowić realną siłę, która mogłaby coś zmienić. | fot. Citroen Racing

Całość w rękach wszystkich tych, którzy mają dość obecnej sytuacji i chcą realnie przyczynić się do zmian. Jednolity front można zbudować. W kilkuletniej perspektywie jest to realne, ale zbuntowane środowisko potrzebuje odważnego lidera. Ten jednak znad horyzontu wciąż się nie wyłania.

Dołącz do dyskusji

Przeczytaj również