Spis treści:
- Wspomnienie Rajdu Sierra Morena
- Zmiana o 180 stopni
- Historia Rajdu Skandynawii
- Wyjątkowa specyfika oesów
- Kandydaci do walki o podium
- Stali uczestnicy ERC
- Plan jazdy na weekend
ERC zawitało do Szwecji
Pierwszą rundą sezonu Rajdowych Mistrzostw Europy (FIA ERC) był Rajd Sierra Morena na południu Hiszpanii. Na niezwykle przyczepnych, krętych asfaltach, najlepsi byli reprezentanci gospodarzy. Oczywiście taki scenariusz nikogo nie zdziwił – w mistrzostwach Europy jest on czymś niezwykle często spotykanym. Wygrali Jose Antonio Suarez z Alberto Iglesiasem, zaś drudzy byli Ivan Ares z Borją Rozadą. Podium skompletowali Włosi – Giandomenico Basso i Lorenzo Granai. Ten skład podium nie ma większego znaczenia dla losów mistrzostw – ani Suareza, ani Aresa, ani Basso nie zobaczymy bowiem w pełnym sezonie walki o tytuł ERC. O wiele istotniejsze jest to, kto zajął czwarte miejsce. O tym jednak za moment…

Mistrzostwa Europy wykonują zwrot o 180 stopni. Z samego południa przenoszą się bowiem na północ Europy – z asfaltów na szuter – z odcinków wolnych i krętych na te zdecydowanie najszybsze, pełne długich zakrętów i jeszcze dłuższych prostych. ERC zawitało do Karlstad, a więc miejscowości, która przez lata gościła zimowy Rajd Szwecji rozgrywany w ramach mistrzostw świata. Miejscowość położona jest na południu kraju, nad jeziorem Wener i jest stolicą regionu Varmland.
Szykujmy się na piękny spektakl
BAUHAUS Królewski Rajd Skandynawii – a więc letnie wydanie tego rajdu, rozgrywany jest od 2023 roku. Wszystkie trzy poprzednie edycje były częścią mistrzostw Europy. Dwukrotnie po zwycięstwo sięgali tam Oliver Solberg z Elliottem Edmondsonem. Natomiast przed rokiem wygrali Eyvind Brynildsen i Jorn Listerud. Na podium stawali tu przede wszystkim reprezentanci krajów nordyckich. Są tylko dwa wyjątki – Martins Sesks oraz Hayden Paddon. Pierwszy jest z Łotwy, gdzie królują odcinki o bliźniaczym charakterze, drugi to Nowozelandczyk, który uwielbia szuter i najlepsze wyniki w mistrzostwach świata osiągał właśnie w na północy Europy – w szybkich szutrowych rajdach.

Przygotujmy się na prawdziwy rollercoaster. W minionym roku na niektórych odcinkach średnie prędkości przekraczały barierę 120 km/h. Wśród zawodników popularne jest takie twierdzenie, że te skandynawskie drogi są jakby stworzone po to, aby odbywały się tu rajdy. Jakby rajdy powstały wyłącznie po to, aby ścigać się na takich oesach. Niesamowite prędkości, szerokie poślizgi, bardzo dalekie skoki – w tym ten legendarny, czyli Hopa Colina na próbie Collins. A do tego sielankowy szwedzki klimat, z jeziorami, wysokim lasem iglastym i czerwonymi domkami z białymi framugami okien. Królewski Rajd Skandynawii to jedna z tych imprez, które po prostu się chłonie. Bez obawy o przebite opony, czy uszkodzenie auta na dziurach i kamieniach. Pełny tryb flat out na twardych i płaskich jak stół szutrach, z tysiącami zakrętów przez szczyty – to najpiękniejsze, co istnieje w rajdach.
Czołówka ERC znów na przegranej pozycji?
Stali uczestnicy mistrzostw Europy znów będą w poważnych tarapatach. A przynajmniej wielu z nich. Z numerem 1 listę zgłoszeń otwierają bowiem Teemu Suninen i Antti Haapala. Jeśli chodzi o rzeczonych stałych uczestników cyklu ERC, oni popisali się najlepszym wynikiem w Hiszpanii. Zajęli w rajdzie czwarte miejsce i łącznie zdobyli 23 punkty. I kto jak kto, ale akurat Finowie na trasach w Szwecji będą czuli się fenomenalnie. Teemu jest bez wątpienia jednym z kandydatów do zwycięstwa w nadchodzący weekend.

Wśród tych kandydatów trzeba wymienić jeszcze chociażby Martinsa Sesksa, który zalicza okazjonalny powrót do ERC. To kierowca z Łotwy, wychowany na bliźniaczych oesach. Dalej mamy całe mnóstwo reprezentantów krajów nordyckich, którzy mogą walczyć w ścisłej czołówce. Tukka Kauppinen, Isak Reiersen, Calle Carlberg, Adam Grahn, Benjamin Korhola, Eyvind Brynildsen, Frank Tore Larsen, Mikko Heikkila, czy Kalle Gustafsson. Odcinki wygrywane przez któregokolwiek z nich nie będą dla nikogo zaskoczeniem. I szczerze – kompletnie nie zdziwiłaby mnie sytuacja, w której Szwedzi, Finowie i Norwegowie skompletowaliby tu całe TOP5. Ot – może z dodatkiem Sesksa.
Reszta może się martwić
A co z resztą? Oczywiście bardzo mocno trzymamy kciuki za Miko Marczyka i Daniela Dymurskiego, czy też Jakuba Matulkę i Damiana Sytego. Miko pokazał w miniony weekend podczas Rajdy Nykoping, że jest w stanie rywalizować ze Szwedami na ich własnej ziemi. Oby Polacy byli w stanie jechać w nadchodzący weekend podobnym tempem. Problemy może mieć chociażby Andrea Mabellini, czy kilku innych stałych uczestników ERC spoza krajów nordyckich. To jeden z tych rajdów, w których po prostu trzeba minimalizować straty. Walczyć z własnymi barierami w głowie i wywieźć tyle punktów, ile będzie się dało. Zrobić tyle, ile tylko będzie możliwe. Nic innego w taki weekend nie pozostaje.
Dodajmy, że jedynymi Polakami w klasie ERC3 będą tym razem Igor Widłak i Kamil Heller. Ciekawostką na liście jest 35-letni Kanadyjczyk Brendon Semenuk, wielokrotny mistrz zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i całej Ameryki Północnej. Przy okazji poprzedniej wizyty w Europie zajął on 2. miejsce w rundzie mistrzostw Finlandii – SM O.K. Auto-Ralli. Przegrał wtedy nieznacznie tylko z Esapekką Lappim, pokonując paru szybkich Finów. W Rally Nykoping w miniony weekend nieznacznie uległ Marczykowi.
Rywalizacja rozpocznie się piątkowego popołudnia, dokładnie o godzinie 18:33 od superoesu Bratebacken. W sobotę na zawodników czekają dwukrotne przejazdy prób Borgvik, Varmskog, Gardsjo i Collins, natomiast w niedziele będą to dwie pętle oesów Backelid, Angebackstorp, Lovhojden a także Olme. Razem to 17 odcinków specjalnych o łącznej długości 180 kilometrów. Zwycięzców poznamy w niedzielę, w okolicach godziny 18:00.
Zdjęcia: @World / Red Bull Content Pool