Spis treści:
- Najszybszy kierowca w stawce
- Błąd za błędem – to nie może tak wyglądać
- Koniec asfaltu, koniec problemów?
- Jego miejsce jest w najwyższej klasie
- Kierowca do walki o mistrzostwo świata
Solberg musi się ogarnąć – najwyższa pora
Uważam, że Oliver Solberg jest dziś najszybszym kierowcą w Rajdowych Mistrzostwach Świata. I na dobrą sprawę nie muszę się tutaj silić na wymyślanie argumentów – wystarczy, że spojrzymy w liczbę wygranych odcinków specjalnych w tym sezonie. Oliver ma ich 41, drugi Sebastien Ogier 27, trzeci Elfyn Evans 23. Prędkość Solberga jest bezapelacyjna i niepodważalna. Uważam, że nie ma dziś w WRC kierowcy, który w równej walce byłby w stanie rzucić mu rękawicę. Który z wyłączeniem jakichś przygód, kapci i tym podobnych byłby w stanie go pokonać na przestrzeni całego rajdu. No właśnie – tylko rzecz w tym, że te przygody przytrafiają się Solbergowi regularnie – w każdym rajdzie.

Pierwsza styczność Szweda z samochodem Rally1 to lata 2021-2022 i przygoda w Hyundaiu. Osobiście jestem zdania, że Oliver nie był wtedy na to gotowy, że wszystko wydarzyło się za szybko. W sezonie 2021 syn byłego mistrza świata Pettera dojechał do mety zaledwie czterech rajdów. Po roku nie było większej poprawy – Solberg albo nie kończył rajdów, albo kończył je w systemie SupeRally. Hyundai stracił cierpliwość i pożegnał się z młodym Szwedem. Ten spędził na banicji w WRC 2 trzy kolejne sezony. I wszyscy widzieli to, że on jest za szybki na tę kategorię – że jego miejsce jest zupełnie gdzie indziej – w zespole fabrycznym, za kierownicą auta Rally1.
I ślepy zauważy jego tempo…
Awans do zespołu fabrycznego stał się niemal pewny w momencie, w którym w debiucie w GR Yarisie Rally1 Solberg wygrał przed rokiem Rajd Estonii. Start kampanii 2026 potwierdził niebywały potencjał Szweda – wygrał przecież Rajd Monte Carlo w niewiarygodnym stylu i został pierwszym liderem mistrzostw świata. Natomiast później pojawiły się problemy. Najpierw średnio udany Rajd Szwecji, później SupeRally w Kenii i Chorwacji oraz wypadek i brak mety na Wyspach Kanaryjskich. Później drobny przerywnik i drugie miejsce w Portugalii, aby w Japonii znów finiszować w SupeRally.

Solberg nadal jest trzeci w sezonowej punktacji. Kiedy on wraca na trasę w tym trybie SupeRally, to wygrywa wszystko, co jest do wygrania – zarówno klasyfikację Super Niedzieli, jak i Power Stage. I znów – absolutnie nikt nie ma prawa mu w tym przeszkodzić, bo to po prostu różnica tempa. Natomiast strata do Evansa wzrosła już do 49 punktów. Nie twierdzę, że to jest różnica nie do odrobienia. Nie zważywszy na fakt, że przed nami szutrowa część sezonu i Evans będzie na tym tracił. Natomiast jeśli Solberg chce myśleć o jakiejkolwiek walce, coś w jego jeździe musi się zmienić.
Solberg zagrożony w WRC?
Weźmy pod uwagę, że wśród pierwszych siedmiu rund sezonu, aż cztery rajdy były asfaltowe. Jest to nawierzchnia, na której nie ma miejsca na błąd. Nawierzchnia, na której jedna „zerwana” przyczepność oznacza to, że auto ląduje poza drogą. Asfalt wymaga absolutnej precyzji i wyczucia – wszystkiego, przyczepności, opony, granicy ryzyka. Natomiast na szutrze jest zupełnie inaczej. Tutaj samochód jest w poślizgu cały czas, balansuje między zakrętami, płynie. Na szutrze zupełnie inaczej się to wszystko kontroluje, tak naprawdę jest to sztuka ciągłego korygowania toru jazdy, operowania hamulcem, gazem i kierownicą w ciągłym poślizgu. Na szutrze błędy są o wiele mniej kosztowne i o wiele łatwiej jest je skorygować bez większych konsekwencji.

Zresztą Oliver jest przecież kierowcą z natury szutrowym. Pochodzi z kraju, gdzie szutrów nie brakuje, wychował się na szutrach i na szutrach pokazywał pełnię swojego potencjału. To, że on miał takie tempo w rajdach asfaltowych, jest dla mnie dosyć sporą niespodzianką, jeśli nie powiedzieć sensacją. Natomiast teraz przed nami siedem szutrowych rajdów z rzędu, w tym kilka piekielnie szybkich – dokładnie takich, na jakich Oli czuje się jak ryba w wodzie. Dlatego uważam, że ten sezon się jeszcze nie skończył. Nadal sądzę, że młody Szwed może powalczyć o tytuł, natomiast musi jeździć regularnie i nie może więcej popełniać błędów – to oczywiste.
Jaka jest alternatywa?
No właśnie – rzecz w tym, że alternatyw dla niego nie ma. Nie do końca wierzę w to, że Toyota byłaby w stanie się go pozbyć. Nie pozbywasz się najszybszego kierowcy w stawce, tego z największym potencjałem – nawet kiedy ma jakieś problemy. Przecież nikt nie wyśle dziś tego chłopaka do Rally2, aby się odbudował. To jest kierowca do walki o mistrzostwo świata, seryjnie wygrywający odcinki, wygrywający rajdy z najlepszymi na świecie – nie ma tutaj mowy o żadnej degradacji. Zresztą, nawet gdyby pojawiła się taka wizja, jestem przekonany o tym, że Oliver ma na stole natychmiast propozycje kontraktów z wszystkich innych zespołów – również tych nowych, które dołączą do stawki w 2027 roku. Nikt nie pozwoli mu jeździć w WRC 2 – to już nie jest ten okres. I chodzi tu nie tylko o jego tempo, ale również o wartość marketingową i wszystko inne, co za nim idzie.

Zresztą – sam fakt, że w 2027 roku zmieniają się przepisy, też gra na korzyść Solberga. Nowe samochody najwyższej kategorii będą na dobrą sprawę czymś w rodzaju auta Rally2, tylko nieco zmodyfikowanego. Będą wolniejsze, słabsze, jednocześnie łatwiejsze w opanowaniu, kontrolowaniu od aut Rally1. I tutaj Solberg z całym swoim doświadczeniem z WRC 2 nadal może odgrywać pierwszoplanową rolę. Powtórzę się – to jest kierowca do walki o mistrzostwo. Już nim jest – już teraz. Rzecz w tym, że za tym wszystkim musi nadążyć głowa. Nie da się zostać mistrzem świata nie kończąc rajdów, bądź zbierając jakieś ochłapy z Power Stage – nie na tym to polega.
Zdjęcia: Jaanus Ree / Red Bull Content Pool