Marcin Zabolski23.07.2018

21 rund WRC? Te rajdy powinny być w kalendarzu

84 interakcje Przejdź do dyskusji

21 rund WRC? Te rajdy powinny być w kalendarzu

21 rund WRC? Te rajdy powinny być w kalendarzu

84 interakcje

Zagorzali fani rajdów samochodowych często ubolewają nad tym, że ich ulubiona dyscyplina jest mniej popularna od piłki nożnej, a nawet Formuły 1. Nie jest przecież mniej widowiskowa szczególnie pod kątem telewizji. Czy jest zatem coś, co przykładowo Rajdowe Mistrzostwa Świata powinny zaczerpnąć z futbolu lub królowej sportów motorowych? Oczywiście. Jeszcze więcej rajdów!

Kibic piłki nożnej nie ma praktycznie szans na rozstanie się z nią. Od piątku do poniedziałku kolejka ligowa rozgrywek krajowych, potem wtorek, środa z Ligą Mistrzów, czwartek z Ligą Europejską, w wakacje dochodzi mundial itd. Gdy mamy do czynienia z sezonem F1, ona także jest w naszych domach wyjątkowo często, bo w zasadzie co 2 tygodnie. Przerwy między rundami WRC wynoszą około 3-4 tygodni. Utrzymanie uwagi potencjalnie nowego kibica jest w tym przypadku o wiele trudniejsze.

Już wiadomo od czego zaczną krytycy. Bo za drogo. Nikogo nie będzie na to stać. To samo było słychać, gdy co jakiś czas dokładano kolejne wyścigi do kalendarza F1. Jakimś „cudem” cyrk Berniego Ecclestone’a, a obecnie Liberty Media ma się coraz lepiej i nikt nie wyobraża sobie odchudzenia terminarza składającego się z 21 wyścigów, a wręcz walczy o kolejne. Są tam nie tylko zespoły fabryczne, ale też prywatne ekipy oraz zupełnie inny model biznesowy, np. podział zysków, którego próżno szukać w WRC (a zespoły pewnie by nie protestowały, może nagle przyszłoby ich więcej).

Rzecz jasna, chorym pomysłem byłoby momentalne zwiększenie liczby rajdów z 13 do 21. F1 też potrzebowała dekad, aby dokładać po 1-2 imprezy. Załóżmy jednak, że możemy już teraz ułożyć 21-rundowy terminarz WRC. Jakie rajdy powinny się tam znaleźć? Przede wszystkim Rajdowe Mistrzostwa Świata nie powinny być takimi zakładnikami Europy i szutrów. Załogi, a przede wszystkim kierowcy powinni mieć okazję do wykazania się większą wszechstronnością. Mogłoby to wyglądać w następujący sposób.

1) Rajd Monte Carlo (druga połowa stycznia)

Absolutna ikona WRC, która musi otwierać sezon. Nieprzewidywalne i zmienne warunki sprawiają, że to unikatowy rajd, a właśnie takie powinny być w światowym czempionacie. Nie do ruszenia. Zdarzyło się już, że tej kultowej imprezy zabrakło w kalendarzu, ale chyba nikomu nie było z tym najlepiej. Jedyną imprezą, do której należałoby dostosować termin to Rajd Dakar, z którego powinien być możliwy swobodny powrót na krótki odpoczynek i możliwość zapoznania z trasą.

2) Rajd Szwecji (początek lutego)

Najbardziej renomowany rajd rozgrywany na śniegu powinien być początkiem przynajmniej trzech imprez rozgrywanych na tej nawierzchni. Umiejętności jazdy na śniegu nie powinny być mało istotnym akcentem, jak teraz, gdy mamy tylko jedne takie zawody w terminarzu. Dodatkowo odcinek Vargåsen z popularną hopą Colina mógłby być urozmaicony nie tylko mierzeniem rekordowej odległości skoku. Skoro odcinek przejeżdżany jest dwukrotnie czemu nie zrobić dwóch serii i ocen za styl! Najwyżej oceniany były skok w stylu Colina McRae, czyli z lekkim przechyłem w locie (coś jak Thierry Neuville w tym roku). Oczywiście wszystko bez wpływu na wynik rajdu.

3) Rajd Rosji (połowa lutego)

W poszukiwaniu zimowych warunków ze Szwecji można udać się do Rosji. Przede wszystkim to atrakcyjna lokalizacja dla fabrycznych ekip (duży rynek samochodowy). Rosjanie na pewno znaleźliby też odpowiednią trasę. W tym terminie rozgrywany jest na przykład Rajd Pieno, na pojezierzu wyżyny Wałdaj. Wydaje się, że jest to potencjał na wytyczenie ciekawej trasy. Znajdujące się w sieci nagrania wyglądają dość obiecująco. Jednak status WRC to konieczność podniesienia standardów, co szczególnie w przypadku zupełnie nowych imprez kwestia kilku lat.

4) Rajd Kanady (początek marca)

Kanadyjczycy rozpoczęli już 5-letni plan, aby przywrócić Rajdowe Mistrzostwa Świata do drugiego największego państwa świata pod względem powierzchni. Mówi się o konkurowaniu o miejsce ze Szwecją. Warto by jednak mieć obie te imprezy, zwłaszcza, że w prowincji Quebec zima trzyma nawet w marcu (wszak północ regionu to klimat subpolarny!). Krótko mówiąc to się musi udać. Organizatorzy chcą, promotor chce. Oby jak najszybciej.

5) Rajd Meksyku (połowa marca)

Rajd jest ciekawy, lubiany, choć bardzo nielicznie obsadzony. Do interesu sporo się dokłada, ale skoro organizatora na to stać to dobrze, bo rajd rozgrywany na wysokościach grubo ponad 2000 m n.p.m. jest wyjątkowy, a jak już to zostało wspomniane wcześniej, takie imprezy powinny budować kalendarz WRC. Dodatkowym atutem jest fakt, że z Kanady do Guanajuato nie będzie tak daleko.

6) Rajd Azorów (początek kwietnia)

Warto może z Meksyku wybrać się do Portugalii. Jednak nie na hopę Fafe, a na bardziej spektakularny Rajd Azorów. Wulkaniczna sceneria rajdu zasługuje na status WRC. Mogłaby to być jedna z piękniejszych wizualnie imprez. Ogólnie rajdy rozgrywane na wyspach oferują jedne z ciekawszych tras (patrz Rajd Wysp Kanaryjskich, Rajd Korsyki, Rajd Sardynii, Rajd Nowej Zelandii). Co prawda jest to z dala od dużych metropolii, których bliskość jest często konieczna dla promotora i FIA, jednak dla rywalizacji po szczytach wulkanów – warto!

7) Rajd Argentyny (połowa kwietnia)

W podróży po Atlantyku docieramy do Argentyny, gdzie Rajdowe Mistrzostwa Świata zakorzeniły się już chyba na dobre. Szutrowa trasa wypełniona szpalerami fanów, duża ilość przełomów wodnych, a do tego duży kraj kochający sporty motorowe to stały przepis na udany rajd. Od kiedy organizatorzy zaczęli pracować nad dyscypliną rozentuzjazmowanych kibiców, przez których zdarzało się odwoływać odcinki specjalne, impreza zdecydowanie zasługuje na goszczenie stawki WRC przez kolejne lata.

8) Rajd Brazylii (początek maja)

Ameryka Południowa to nie powinna być tylko Argentyna. Producenci z chęcią zawitaliby do kraju zajmującego połowę powierzchni tego kontynentu, czyli Brazylii. Ci, którzy pamiętają serię Intercontinental Rally Challenge mogli podziwiać jak Kris Meeke i Paul Nagle wygrywają w wyjątkowych krajobrazach Rajdu Kurytyby. To luźny przykład, ale wiele brazylijskich rajdów posiada malownicze trasy. WRC już dawno zawitałoby w pobliże Copacabany, ale na przeszkodzie zdają się stać kwestie finansowe i bezpieczeństwa. Kraj dotkliwie przeżył kryzys finansowy, choć jest na fali wznoszącej po reformach gospodarczych. Niemałe środki idą także na organizację Grand Prix Brazylii Formuły 1. Prędzej czy później Brazylia powinna jednak ugościć mistrzostwa świata.

9) Rajd Safari (połowa maja)

Kolejna ikona rajdów, która ostatnio w kalendarzu gościła w 2002 r. Szalony rajd w strefie równikowej, gdzie czasem bardziej opłacało się jechać poboczem niż główną drogą, aby nie zniszczyć samochodu. Można już jednak być spokojnym o przyszłość imprezy. Powrót Safari do WRC to jeden z priorytetów prezydenta FIA, Jeana Todta, który chciałby uczynić rajdy takimi jak kiedyś. Potwierdza to jego niedawna wizyta w Nairobi, gdzie władze Kenii ogłosiły pełne wsparcie dla projektu powrotu do WRC. Sprawa wydaje się być „poważnie klepnięta”, więc w 2020 r. WRC wróci do Afryki. Tak trzymać!

10) Rajd RPA (początek czerwca)

Każdy kontynent powinien mieć przynajmniej dwie imprezy w Rajdowych Mistrzostwach Świata. Co parę lat mówi się o imprezie w Republice Południowej Afryki, gdzie rajdowy program stale ma lokalny oddział Toyoty. Teraz, gdy japoński producent powrócił z fabrycznym zespołem do WRC, impreza na południu Afryki mogłaby w końcu dojść do skutku. Niepokoi jednak fakt, że odbyło się już kilka kandydackich rajdów do mistrzostw globu i RPA wciąż nie dostało się do kalendarza. Gdyby jednak udało się, to dość ciekawie z zewnątrz prezentuje się York Rally, rozgrywany pośród wyjątkowej fauny i flory regionu Mpumalanga. To mógłby być ciekawy event.

11) Rajd Polski (druga połowa czerwca)

W zestawieniu nie mogło zabraknąć naszego wspaniałego Rajdu Polski, który na Mazurach jest jedną z najbardziej spektakularnych imprez rajdowych. Nie tylko ze względu na trasy, ale i kibiców. Oficjalnie to niby przez ich niesubordynację Mikołajki na razie nie przyjmą Sébastiena Ogiera i spółki, choć bardziej prawdopodobne wydają się tu większe oczekiwania finansowe. Nie mniej jednak Rajd Polski zawsze był idealną rozgrzewką do Rajdu Finlandii, a w naszym kraju niezapomnianym świętem. Może bardziej sercem niż rozumem, ale WRC należy się tu jak psu kość!

12) Rajd Finlandii (pierwsza połowa lipca)

Gdy obejrzymy fragmenty z przejazdu po odcinku specjalnym Ouninpohja (z dowolnej perspektywy) będzie wiadomo, że tutaj nie ma pola do dyskusji. Fińskie, szutrowe autostrady to absolutny „must have” dla WRC. Wygrana tutaj to respekt i szacunek do końca kariery. Prestiż jak złoty medal na igrzyskach. Jazda lub oglądanie jazdy po unikatowym ukształtowaniu terenu na polodowcowym Pojezierzu Fińskim jest nie do opisania (chyba, że w stylu „oikee nope kirraa kirraa”). To jest do przeżycia i nie do zapomnienia.

13) Rajd Niemiec (druga połowa lipca)

W końcu pora na asfalty, których w mistrzostwach świata jest wciąż za mało. W przypadku Rallye Deutschland to niekiedy wręcz rajd betonowy. Rywalizację u naszych zachodnich sąsiadów ogląda się bardzo ciekawie… bo jest gdzie konkretnie wypaść. Winnice w okolicach Trewiru zawsze mają jakąś siłę przyciągania, a przeciwczołgowe hinkelsteiny na odcinku Panzerplatte demolują nie tylko samochody, ale i załogi. Po spotkaniu z nimi raczej konieczna jest rehabilitacja. Trudna i niebezpieczna trasa to też jest coś, co powinno charakteryzować część odcinków WRC.

14) Rajd Włoch (początek sierpnia)

Rajdy asfaltowe mają też inną zaletę. Potrafią przyciągać na okazjonalne starty kierowców z innych dyscyplin, np. wyścigów. Promotor mistrzostw świata jest bardzo zadowolony z szutrowego Rajdu Sardynii, ale włoska runda WRC mogłaby wiele zyskać powracając na kręte asfalty Rajdu San Remo. To miejsce, w którym można wyjątkowo wykazać się techniką jazdy po tej nawierzchni. Nie bez przyczyny to właśnie m.in. w regionie Ligurii odbywają się ponoć najskuteczniejsze treningi jazdy rajdowej na asfalcie. Nowe auta WRC oglądałoby się tam ciekawie. Bardzo atrakcyjnie wygląda też znany z mistrzostw Europy, Rally di Roma Capitale.

15) Rajd Francji (pierwsza połowa sierpnia)

Dobrze, że od 2015 r. Rajd Korsyki ponownie jest rundą WRC. Trasy na należącej do Francji wyspie położonej na Morzu Śródziemnym mają wyjątkowy charakter, na którym powinni sprawdzać się kierowcy ubiegający się o miano najlepszego na świecie. To właśnie na tych zawodach w 1986 r. w szponach Lancii Delty S4 zginęli Henri Toivonen i Sergio Cresto, co stało się impulsem do likwidacji legendarnej grupy B. Wymagający rajd i świadek wyjątkowej historii WRC to cenny element układanki kalendarza mistrzostw świata. Obecnie jednak należy się modlić, aby z niego nie wypadł.

16) Rajd Hiszpanii (koniec sierpnia)

Koncepcja asfaltowo-szutrowego rajdu, jaką w ostatnich latach mamy na Półwyspie Iberyjskim jest ciekawa. Może jednak warto wykorzystać ją gdzie indziej. Wówczas można zrobić miejsce dla Rajdu Wysp Kanaryjskich, który nigdy nie dostąpił zaszczytu bycia w WRC, choć trasa jest chyba jedną z ciekawszych. Równiutki asfalt, sekcje zakrętów, szczyty, nawroty na spadaniach. To właśnie w takim miejscu hiszpańska rywalizacja mogłaby mieć wyższy wymiar pod względem sportowym. Szanse na to są z pewnością nikłe, ponieważ biznesowo łatwiej dopiąć imprezę w Katalonii. Trasa rajdu pod Barceloną nie ma jednak chyba tego czegoś, co ma Rally Islas Canarias. Niestety o statusie rundy WRC nie decyduje tylko i wyłącznie atrakcyjność odcinków specjalnych.

17) Rajd Chin (początek września)

Cykl asfaltowych imprez mógłby kończyć Rajd Chin, który wszedł do kalendarza w 2016 r., ale nie doszedł do skutku. Szkoda, bo rywalizacja na tej nawierzchni poza Europą to jest element, którego brakuje. Nie ma cienia wątpliwości, że WRC powróci do Chin, bo to priorytetowy rynek dla francuskiej grupy PSA. Największą bolączką pozostaje jednak sprawna organizacja. Chińczycy lubią robić rzeczy po swojemu, co często stoi w sprzeczności ze standardami europejskimi. Chinom w końcu się jednak uda.

18) Rajd Japonii (połowa września)

Powrót fabrycznego zespołu Toyoty to automatyczny impuls dla powrotu Kraju Kwitnącej Wiśni do mistrzostw świata. W pierwszej dekadzie XXI w. mieliśmy całkiem ciekawy rajd na wyspie Hokkaido, rozgrywany jesienią. Szutry w gęstych japońskich lasach były dobrym miejscem dla aut WRC, choć frekwencja wśród kibiców nie była powalająca. Sprawa wydaje się jednak przesądzona, ponieważ za parę lat możemy mieć japońskiego kierowcę z juniorskiego programu Toyoty (Takamoto Katsuta lub Hiroki Arai) wygrywającego japońskim autem w japońskim rajdzie. To by było coś!

19) Rajd Wielkiej Brytanii (początek października)

Wielka Brytania to miejsce mocno związane z motorsportem, dlatego rywalizacji po walijskich lasach nie mogłoby zabraknąć. Tutaj z kolei może warto spróbować hiszpańskiej koncepcji, aby na trasie pojawiło się więcej asfaltów. Nie mam nawet na myśli w pełni asfaltowego dnia, ale asfaltowe łączniki, nawet dłuższe pomiędzy szutrowymi, a najlepiej błotnistymi partiami (wszystko na szutrowych oponach). Rally GB to powinien być hardcore pod względem pogodowym oraz trasy.

20) Rajd Nowej Zelandii (połowa października)

Na koniec sezonu pora wybrać się na Antypody. Zgodnie z koncepcją minimum dwóch imprez dla kontynentu nie byłoby konfliktu interesów między Rajdem Nowej Zelandii, a Rajdem Australii. Kierowcy zgodnie przyznają, że uwielbiają trasy na oceanicznych wyspach Nowej Zelandii. Wyjątkowo równe i całkiem szerokie szutry z zapierającym dech w piersiach krajobrazem, to świetne rozpoczęcie zwieńczenia zmagań po trudach całego roku. Hayden Paddon poleca!

21) Rajd Australii (początek listopada)

Z Nowej Zelandii to już rzut kamieniem do kraju kangurów, gdzie w ostatnich latach kończy się rywalizacja w mistrzostwach świata. Początkowo było to dosyć dziwne przyzwyczaić się do takiej lokalizacji na finał sezonu, ale faktycznie jak już podróżować z całym inwentarzem taki kawał, to bardziej opłaca się tam trochę pobyć. Dzika przyroda australijskich tropików zawsze dobrze wygląda na tle najlepszych rajdowych maszyn, a po rywalizacji oczywiście bankiet z okazji zakończenia wspaniałego sezonu.

Kiedy zaczynamy?

Na ten moment kalendarz 21 rajdów to oczywiście perspektywa z dziedziny fantastyki. Szczególnie proponowane w nawiasach terminy należy traktować z przymrużeniem oka, bo transport aut i teamów z Wielkiej Brytanii do Nowej Zelandii może zająć więcej niż 2 tygodnie. Kiedyś jednak warto przysiąść i zastanowić się, czy mogłoby to wypalić. Jeśli tak, to prace powinny ruszyć od razu, bo nie zrobi się tego z roku na rok.

Dołącz do dyskusji

Przeczytaj również