Polaki szturmują stacje benzynowe. Muszą mieć paliwo, żeby jeździć do dyskontów po kaszę i papier toaletowy

Polaki szturmują stacje benzynowe. Muszą mieć paliwo, żeby jeździć do dyskontów po kaszę i papier toaletowy

Polaki szturmują stacje benzynowe. Muszą mieć paliwo, żeby jeździć do dyskontów po kaszę i papier toaletowy

Podaj dalej

Niestety stało się to czego można było się spodziewać. Od kilku dni Polacy szturmują stacje benzynowe i leją paliwo do wszystkiego, czego tylko się da. Oblegane są też bankomaty, w których regularnie brakuje gotówki dla tych, którzy faktycznie jej potrzebują. To wszystko potwierdza tylko, że od początku pandemii w marcu 2020 roku, kompletnie niczego się nie nauczyliśmy. Jesteśmy narodem, który można doprowadzić do niemal szaleńczej paniki za pośrednictwem byle wpisu na Twitterze. A jak wiadomo, manipulacja strachem i nastrojami społecznymi to jedna z najgroźniejszych broni zarówno w czasie wojny, jak i pokoju. Czemu więc dalej dajemy się na to nabrać?

W ostatnich dniach świat stanął w obliczu bardzo poważnego kryzysu. Kolejnego, po niewygaszonej jeszcze pandemii COVID-19. Po barbarzyńskim, haniebnym ataku wojsk rosyjskich na Ukrainę, Kreml wzmocnił działania propagandowe mające na celu tuszowanie agresywnej postawy swoich wojsk wobec Ukrainy. Większość Rosjan „łyknęło” ten stek bzdur, jak młode pelikany, dzięki czemu protestów przeciwko bandyckim działaniom Putina było w tym kraju zdecydowanie mniej, niż można było się tego pierwotnie spodziewać. Władimir Władimirowicz ma dzięki temu na swoim podwórku względny spokój i może bez przeszkód mordować kolejne ludzkie istnienia.

W Polsce właśnie dzieje się dokładnie to samo, inne są tylko mechanizmy prania mózgów. Najsmutniejsze jest to, że od czasów wybuchu zarazy dalej jesteśmy ekstremalnie podatni na dezinformację, plotki, fake newsy i inne śmieciowe treści, którymi w ostatnim czasie Internet bombardowany jest równie mocno i regularnie, co w ostatnich dniach nasi wschodni sąsiedzi. Co gorsza, nie potrafimy nawet pofatygować się o sprawdzenie ich wiarygodności.

Miś o bardzo małym rozumku

Reakcje większości polskiego społeczeństwa są dokładnie takie same, jak w połowie marca 2020 roku. Pamiętam nawet kuriozalną i w sumie smutną sytuację, kiedy w sklepie jeden człowiek stojący w tamtym czasie przede mną w kolejce, miał wózek wypchany po brzegi samym mięsem. Po prostu wziął z lodówek wszystko, co tylko był w stanie do niego zmieścić. Od razu przypomniał mi się Kubuś Puchatek – miś o bardzo małym rozumku. Ta bajkowa postać była dla mnie dokładnym odzwierciedleniem tego człowieka. Puchatek mimo, iż bardzo sympatyczny, życzliwy innym i uczynny, był również naiwny i niezbyt mądry. Bardzo często nie rozumiał też otaczającego go świata. Dokładnie tak samo, jak facet od mięsa.

Najśmieszniejsze jest jednak to, że po kilku dniach okazało się, że robienie zapasów nie ma kompletnie żadnego sensu. Rząd każdego kraju w Europie ma wystarczającą ilość rezerw podstawowych produktów. A nawet gdyby te się skończyły, to dostawy żywności ani przez minutę nie były zagrożone. Co prawda w pierwszych dniach pandemii półki z podstawowymi artykułami świeciły pustkami, ale nie dlatego, że czegoś zabrakło. Była to tylko i wyłącznie kwestia uzupełnienia ich produktami, których personel nie nadążał wyciągać z magazynów. Od tego czasu minęły niespełna dwa lata, ale my dalej zachowujemy się tak, jak gdyby za chwilę miał nastąpić koniec świata.

To co dzieje się na stacjach benzynowych w Polsce od 24 lutego jest po prostu niewyobrażalne. Kilkudziesięciometrowe kolumny aut czekających w kolejce pod dystrybutor, braki podstawowych rodzajów paliwa, tankowanie nie tylko do baków, ale również kanistrów, baniaków a nawet… szamb. Nie, to nie żart – jeden facet wykopał szambo, wrzucił je na przyczepę i pojechał je zatankować. Nie wierzycie? Oto nagranie z tego zdarzenia.

Jak więc doskonale widać, potrafimy wznieść się na absolutny Mount Everest absurdu. Pewnie wielu z was teraz pomyśli sobie: „dobra chłopie, ale co ty wypisujesz za dyrdymały? Przecież ludzie mają prawo się bać.” No mają, ale zanim damy się zastraszyć, warto byłoby najpierw zastanowić się, czy faktycznie mamy ku temu jakieś powody. W mojej ocenie – nie mamy. Przynajmniej na razie.

STOP PANIC!

Po pierwsze Kreml jasno artykułuje do czego dąży, a dąży do obalenia prozachodniego ukraińskiego rządu z prezydentem Włodymyrem Zełenskim na czele. Dlaczego? To proste – oni się po prostu boją! Celem Rosji jest demilitaryzacja Ukrainy, aby obsadzić w Kijowie marionetkowy gabinet, który będzie w stu procentach kontrolowany przez Moskwę. Według szaleńca rezydującego w Moskwie, tylko w ten sposób Rosja będzie miała kontrolę w tym obszarze Europy, który od dziesiątek lat jest solą w jej oku. Mowa oczywiście, o granicy wschodu z zachodem. Granicy, której częścią jest Rzeczpospolita Polska. NATO jest gwarantem bezpieczeństwa naszych granic, ale z drugiej strony Sojusz Północnoatlantycki wojować z Putinem nie dość, że nie chce, to na dodatek nie ma zamiaru. Bo przecież jego głównym celem jest obrona militarna przed atakiem ze strony Rosji, a nie wszczynanie konfliktów na kontynencie, którego rany po dwóch wojnach światowych nigdy się nie zabliźnią.

Zresztą w momencie pisania tego tekstu Putin zaapelował do generalicji wojsk ukraińskich, aby te stanęły z nim ramię w ramię i obaliły rząd w Kijowie. Najwidoczniej nie idzie mu ta wojna tak gładko, jakby sobie tego życzył. Oczywiście do tego dochodzą mniej, lub bardziej dotkliwe sankcje oraz spadająca na Rosję lawina pogardy całego zachodniego świata. W XXI wieku żaden kraj – nawet ten najpotężniejszy – nie będzie zbyt długo w stanie funkcjonować w taki sposób. Najbogatsi ludzie w Rosji – oligarchowie – po jakimś czasie zrozumieją, że wojna nie leży w ich interesie. Mają przecież majątki na całym świecie, które już teraz są zamrażane. A to nie jest im na rękę i Putin doskonale o tym wie.

Co możemy zrobić, aby nie pogrążać się w chaosie?

Niczym niesprowokowana inwazja Rosji na Ukrainę to oczywiście i bez dwóch zdań jest problem całego świata. Musimy jednak zrobić wszystko, aby w kotle tych wydarzeń zachować spokój. Bo tylko dzięki temu będziemy w stanie normalnie funkcjonować. Po co wam, drodzy rodacy te samochody zatankowane pod korek? Żeby jeździć do dyskontów i dalej opróżniać półki z żywności, która prędzej się zepsuje, niż zostanie skonsumowana? Tylko po to, żeby utrudniać innym, głównie starszym ludziom życie?

Dla wielu schorowanych seniorów wyjście do sklepu kilka razy w miesiącu to absolutny max. Czy na pewno chcemy, aby nie mogli dokonać oni podstawowych zakupów tylko dlatego, że żyjemy w spowodowanej dezinformacją panice? Zachowajmy trzeźwość umysłu. Jutro paliwa na stacjach będzie tyle samo, ile dzisiaj. Jedzenia też nie zabraknie. A sprawy dyplomacji i spraw zagranicznych zostawmy tym, którzy są za to bezpośrednio odpowiedzialni. Żyjmy spokojnie w tych niespokojnych czasach – więcej wiary w to wszystko! Nie dokuczajmy sobie nawzajem opróżnianiem stacji benzynowych i sklepów ze wszystkiego, co tylko pozornie może się przydać. To tak, jakby odmrozić sobie uszy na złość mamie. Nie bądźmy misiami z małym rozumkiem.

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News