Spis treści:
- Czy to na pewno błahostka?
- Światła awaryjne
- Światła drogowe
Mandat to kwestia czasu
Zdarza się tak, że mandat jest dla kierowcy absolutnym szokiem. Ukarany zostaje bowiem za złamanie przepisu, o którego istnieniu nie miał bladego pojęcia. A jak mawia stara prawda, nieznajomość przepisów nie zwalnia od ich przestrzegania. Bardzo często kierowcy „wpadają” na czymś kompletnie prozaicznym, na czymś, co wydaje się błahostką. Ba – na czymś, co w teorii nie miało nawet negatywnego podtekstu, a było w istocie czymś o pozytywnym wydźwięku. I jakim cudem za coś takiego można dostać mandat?

Za przykład można podać tutaj chociażby niewłaściwe użycie świateł awaryjnych. One mają określoną funkcję – służą do sygnalizowania postoju pojazdu z powodu uszkodzenia lub wypadku. Wprost mówi o tym Art. 50 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Podstawą do ukarania może być Art. 97. kodeksu wykroczeń: „Uczestnik ruchu lub inna osoba znajdująca się na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, a także właściciel lub posiadacz pojazdu, który wykracza przeciwko innym przepisom ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym lub przepisom wydanym na jej podstawie, podlega karze grzywny do 3000 złotych albo karze nagany.”
Kara, czy upomnienie?
Zdarza się, że kierowcy używając świateł awaryjnych chcą np. komuś podziękować, albo przeprosić. W podobnym tonie często używa się świateł drogowych, czyli tzw. „długich”. Choć tu nie chodzi nawet o podziękowanie, lub przeprosiny, a np. o ostrzeżenie, sygnał „przepuszczam cię”, czy też sygnał „ustąp mi, zjedź”. Używanie świateł awaryjnych oraz drogowych w taki sposób może sprowadzić na kierowcę mandat. Nawet wtedy, kiedy nie miał złych intencji.

W przypadku mrugania „długimi” podstawą może być chociażby Art. 29., 2. 3) ustawy Prawo o ruchu drogowym: „Zabrania się ostrzegania światłami drogowymi w warunkach, w których może to spowodować oślepienie innych kierujących”. Nieodpowiednie użycie tak świateł awaryjnych, jak i drogowych, może sprowadzić na kierowcę mandat. Znów podkreślam słowo – może. Bo trzeba szczerze przyznać, że nie musi. Zdarza się, że policjanci przymykają oko chociażby na sytuację, w której ktoś sobie dziękuje, bądź daje sygnał przepuszczenia. Natomiast już w przypadku „ostrzeżenia” – na przykład przed policją – nie ma mowy o pobłażliwości.
Zdjęcie główne: wirestock / magnific.com