Spis treści:
- Zupełnie nie tak miało to wyglądać
- Historyczne statystyki
- Russell będzie kwestionowany?
Nikt w F1 się tego nie spodziewał
Wszyscy mieliśmy świadomość tego, że Andrea Kimi Antonelli jest ogromnym talentem. Świadczyło o tym wszystko, jeszcze na długo, zanim Włoch trafił do F1. Od lat mówiło się, że to złote dziecko Toto Wolffa. Chłopak z Bolonii w końcu pojawił się w królowej motorsportu, choć sezon 2025 nie był dla niego zbyt udany. Od pewnego momentu wszyscy mieli świadomość tego, że Mercedes szykuje absolutne monstrum. Ich bolid w połączeniu z silnikiem miał być dominujący w stawce. I wobec takich doniesień oraz tego, jak wyglądał sezon 2025, dla wielu niemal pewnym było to, że mistrzem świata zostanie George Russell. Brytyjczyk, który jako zdecydowanie bardziej doświadczony lider Mercedesa miał wygrywać seryjnie i pewnie jechać po tytuł. Przy Kimim, który miał na to wszystko patrzeć, swojemu koledze pomagać i marzyć o tym, aby po taki sukces sięgnąć w przyszłości.

Rzecz w tym, że aktualnie nic takiego nie ma miejsca. Owszem, w Australii zaczęło się tak, jak wszyscy się tego spodziewali – Russell wygrał kwalifikacje i wyścig. Natomiast począwszy od Chin rozpoczęło się coś, czego wiele osób nie potrafi dziś wytłumaczyć w żaden logiczny sposób. Na początek statystyka, która jest absolutnie szokująca. W historii F1 jest trzech kierowców, którzy swoje pierwsze trzy pole position wywalczyli w trzech wyścigach z rzędu. Są to – uwaga – Ayrton Senna, Michael Schumacher i Andrea Kimi Antonelli. Jednocześnie, Kimi jest pierwszym kierowcą w historii Formuły 1, który swoje pierwsze trzy pole position zamienił na trzy wygrane wyścigi. Jakby to powiedzieli angielskojęzyczni obserwatorzy „mind-blowing”!

Russell musi zacząć być kwestionowany?
Nie chodzi tylko o to, że Russell przegrywa bezpośrednie pojedynki ze swoim młodszym i mniej doświadczonym kolegą. Chodzi o to, że on przegrywa też z innymi i że czasami zachowuje się jak dziecko we mgle. Na Suzuce, czyli torze, gdzie umiejętności kierowcy liczą się jak mało gdzie, George był dopiero czwarty, przegrywając jeszcze z Oscarem Piastrim i Charlesem Leclerkiem. W sprincie w Miami owszem – Antonelli miał problemy i dostał karę, ale Russell i tak był dopiero czwarty. Przegrał z dwoma bolidami McLarena i znów z Leclerkiem. W wyścigu głównym znów nie było go na podium. I to nawet pomimo tego, że Max Verstappen obrócił się na pierwszym zakręcie, a Leclerc miał koszmarną końcówkę wyścigu i do mety dojeżdżał uszkodzonym bolidem.

W wyścigu o Grand Prix Miami Russell stracił do Antonellego ponad 43 sekundy. Duża była też strata do McLarenów. Bądźmy pewni jednego – bolid Mercedesa nie będzie dawał tak dużej przewagi, jak się pierwotnie spodziewano. McLaren zrozumiał silniki i przyspieszył, Red Bull wprowadził poprawki pod Verstappena, a Ferrari było szybkie od początku sezonu. Możemy mieć do czynienia z taką F1, w której większe znaczenie w TOP4 zespołów będą odgrywały umiejętności, niż osiągi. I na starcie takiej batalii, Russell ewidentnie ją przegrywa. Natomiast fakt, że Antonelli jest w zupełnie innym miejscu pokazuje, że to nie jest wina bolidu, tylko kierowcy. Russell coraz częściej będzie kwestionowany.
Zdjęcie główne: Chris Graythen / Getty Images / Pirelli F1 Press Area