Spis treści:
- Nie przybędzie mu po tym fanów
- Obrażony Ogier to Ogier, którego nie da się słuchać
- Zabrakło tempa, pojawiła się frustracja
- Słowa pocieszenia dla zespołowego kolegi
- Przypomniał, dlaczego tak wielu kibiców go nie lubi
Mistrz WRC znów przesadził?
Sebastien Ogier jest fenomenalnym kierowcą rajdowym. Wydaje mi się, że absolutnie nikt nie będzie w stanie polemizować z takim stwierdzeniem. Nie w sytuacji, w której mamy do czynienia z ex-aequo najbardziej utytułowanym kierowcą w historii, 9-krotnym mistrzem WRC. Natomiast faktem jest też to, że Francuz to osobowość, której często nie da się lubić. Są tylko dwie grupy kibiców – albo ktoś go uwielbia, albo kompletnie go nie trawi – nie ma niczego pomiędzy. Bo można być przecież kapitalnym kierowcą, ale jednocześnie budzić antypatię sporej części środowiska. I Ogier zresztą nie jest w świecie motorsportu jedynym kierowcą, o którym można się w taki sposób wypowiedzieć i który budzi skrajne emocje.

Wieczne narzekanie, grymasy, obrażanie się na cały świat, zwalanie winy na wszystko dookoła – to wszystko jest w przypadku Ogiera na porządku dziennym. Jego nastroje, wieczne naburmuszenie, ta francuska maniera, której często nie da się znieść. To jest oraz, który w przypadku Seba widzimy w rozmowach niezwykle często. Szczególnie wtedy, kiedy mu nie idzie, kiedy nie wygrywa seryjnie odcinków specjalnych i kiedy nie jest w stanie wytłumaczyć o co chodzi. Ogier to specyficzna osobowość, natomiast Ogier, któremu nie idzie i który przegrywa, to coś, co urasta często wręcz do skali jakiegoś totalnego absurdu.
Rozmowa wychowawcza w Toyocie?
Po piątkowym etapie rywalizacji w Rajdzie Japonii, siódmej rundzie sezonu WRC, prowadzili Elfyn Evans i Scott Martin. Drugie miejsce zajmowali wówczas Oliver Solberg i Elliott Edmondson, natomiast trzeci byli Sebastien Ogier i Vincent Landais. Różnica pomiędzy 2 i 3 miejscem wynosiła zaledwie 1,4 sekundy. Francuz z całą pewnością miał nadzieję na to, że w sobotę będzie w stanie przeskoczyć Szweda, a i może uda mu się zbliżyć do prowadzącego Walijczyka. Rzecz w tym, że od sobotniego poranka nic takiego nie miało miejsca.

Solberg od samego rana jechał koncertowo i zbliżył się do Evansa na 10,6 sekundy. Natomiast Ogier takiego tempa nie potrafił z siebie wykrzesać i osunął się na 9,5 sekundy za swojego szwedzkiego rywala. Natomiast po strefie zmiany opon rywalizacja została wznowiona i na OS10 Mt. Kasagi 2 Solberg popełnił błąd. Ot – na jednym z zakrętów przesadził z prędkością, pechowo stał tam słup i to niestety wystarczyło. Mniejsza z tym, co stało się z Solbergiem – są w zespole Toyoty ludzie, którzy ten incydent ocenią i którym Oli już musiał, bądź dopiero będzie musiał się wytłumaczyć. Natomiast osobą, która powinna to oceniać, z całą pewnością nie jest Sebastien Ogier.
Tego w bingo na sezon WRC nie było
– To nie jest żadne zaskoczenie. Dziś od rana widziałem, że on podejmuje za duże ryzyko. […] Szkoda, ale nie dziwi mnie, że to się stało – powiedział z typową dla siebie manierą Ogier na mecie odcinka zaraz po tym, kiedy dowiedział się o wypadku swojego zespołowego kolegi. Przypomnijmy to i zdecydowanie podkreślmy – zespołowego kolegi. W środowisku zawrzało i nie można się temu dziwić. Niemal z całego świata popłynęły głosy oburzenia tym, w jaki sposób Seb skomentował wypadek Solberga. Czasami lepiej milczeć, niż powiedzieć o dwa słowa za dużo. Ogier zdaje się tego nie rozumieć – tak naprawdę nigdy tego nie rozumiał.

To nie Francuz jest od oceniania tego, kto podejmuje za duże ryzyko i dlaczego. Oczywiście fakt, że nie potrafił pokonać sobotniego poranka ani Evansa, ani tym bardziej Solberga, nie pomógł. Seb był sfrustrowany i widać było to po nim w każdym wywiadzie na mecie każdego kolejnego odcinka. Jego zachowanie na mecie dziesiątego oesu było beznadziejne i absolutnie nikomu niepotrzebne. I jeśli Solberg zostanie zaproszony na dywanik u szefostwa aby wytłumaczyć się ze swojego błędu, zaraz po nim na tym dywaniku pojawi się Ogier, który w jakiś sposób będzie musiał wytłumaczyć swój żenujący komentarz.
Atmosfera w zespole musi być cudowna
Oczywiście Solberg odniósł się do tych słów. Powiedział wprost, że na najwyższym poziomie walczy się o cenne sekundy i się naciska. Natomiast oczywiście na pechowym odcinku w żaden sposób nie naciskał bardziej, niż robił to wcześniej, niż robiłby to normalnie. Ocena Ogiera nie ma żadnego związku z rzetelnością, rzeczywistością czy jakimkolwiek sensem. Jeśli na kilkunastu kilometrach odcinka różnice wynoszą 2, czy 3 sekundy, to o jakim przekraczaniu granicy mu tutaj właściwie mówimy? Jeśli Solberg tę niewidzialną granicę w sobotę przekraczał, Ogier i Evans też to robili. Rzecz w tym, że możliwości Solberga są dziś zupełnie inne i ktoś może się z tym nie zgodzić, ale fakty są takie, że w równej walce żaden z tych kierowców nie ma dziś odpowiedzi na tempo Szweda. Oczywiście jego największym wrogiem jest on sam i brak regularności – natomiast to jest temat na zupełnie inne opowiadanie. Wypowiedź Ogiera była wbiciem szpilki – niczym innym.

Francuz nie powinien się na ten temat w ogóle wypowiadać. To, że jest mistrzem WRC, nie uprawnia go do oceniania innych – tym bardziej w taki sposób. W takich sytuacjach na mecie mówi się zazwyczaj proste formułki. Jest mi przykro, strasznie szkoda, to była świetna walka, współczuję mu – i tyle. Tak należy zrobić. Atakowanie kierowcy rajdowego za to, że przycisnął, że chciał zawalczyć o cenne sekundy i przy okazji popełnił błąd, to kompletny absurd. A już wypowiadanie takich słów pod adresem swojego zespołowego kolegi, to jakaś absolutna abstrakcja. No cóż – jeśli ktoś zapomniałby dlaczego Ogier nie ma zbyt wielu fanów, Francuz co jakiś czas lubi o tym przypomnieć. Szkoda – nie tak powinien zachowywać się taki kierowca. Nie taki przykład powinien dawać wielki mistrz WRC.
Zdjęcia: Jaanus Ree / Red Bull Content Pool