Spis treści:
- Chińskie SUV-y zdobywają rynek
- Europejscy producenci muszą się obudzić
- Przestańmy żyć w utopii
Decydujący rok? Chińskie SUV-y odjadą konkurencji?
W pewnym sensie już 2025 rok można nazwać przełomowym dla chińskiej motoryzacji. Wyniki sprzedaży na wielu europejskich rynkach wręcz eksplodowały. Wchodziły na nie kolejne marki, często z impetem. Pozostałe już rozpoczęły szeroko zakrojony proces budowania zaplecza salonów i serwisów. Chińska motoryzacja stała się również na polskich drogach czymś absolutnie oczywistym i te samochody, przede wszystkim SUV-y, nikogo już nie dziwią. O ile przed rokiem nie wszyscy potrafili rozpoznać konkretne nazwy producentów, nie mówiąc nawet o modelach, dziś świadomość polskiego odbiorcy jest na zupełnie innym poziomie.

2026 rok może być jednak decydujący. Budowanie zaplecza musi jeszcze bardziej przyspieszyć. Chińscy producenci mają wciąż wiele pracy do wykonania. Badanie rynku wykazało, że zainteresowanie ich samochodami jest ogromne – teraz należy zmierzyć się z wyzwaniami, jakie to przynosi. Chodzi tutaj przede wszystkim o sieć serwisów i zaplecze części. To z całą pewnością również zostało uwzględnione w strategii, więc należy spodziewać tego, że jakość serwisowania zdecydowanie wzrośnie a części zamienne będą dostępne tak szybko, jak w przypadku innych producentów. Jeśli taki scenariusz się spełni, przeciwnicy chińskiej motoryzacji stracą swój główny argument. Czy wówczas los europejskich producentów w tej walce jest przesądzony?
Rachunek wydaje się prosty
Wydaje się, że podłoże całej sprawy jest bardzo proste, wręcz oczywiste. Chińskie samochody są ładne, nowoczesne, dobrze wyposażone i rozwinięte technologicznie. Przy tym są zdecydowanie tańsze od konkurencji – nie tylko europejskiej. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, szczególnie w Polsce, że cena jest jednym z kluczowych, często decydującym czynnikiem przy zakupie nowego samochodu. Przeciętny Kowalski nie będzie się nad tym nawet zastanawiał. Nie będzie zwracał uwagi na to, czy to auto z Chin, czy z jakiegokolwiek innego kraju. Jeśli będzie ładne, wygodne i kilkadziesiąt tysięcy złotych tańsze od konkurencji, decyzja będzie oczywista. Trudno wymagać od zwykłego kierowcy tego, aby kierował się jakimiś szczególnymi wartościami, czy chęcią ratowania europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Umówmy się – to utopiczny scenariusz.

Europejskie koncerny muszą się obudzić. Kierowcy od lat podnosili problem tego, co dzieje się z cenami samochodów. Nikt na to nie reagował, nie było absolutnie żadnej refleksji. Dodajmy do tego wymagające przepisy, normy, niezrozumiałe trendy, różnego rodzaju lobby. Nagle na rynku pojawiła się realna konkurencja, która wywróciła to wszystko do góry nogami. I jeśli wciąż zastanawiacie się, czy to działa, przeanalizujcie sobie wyniki sprzedaży. Europejski rodowód to za mało. Tutaj potrzebna jest reakcja – namacalna – w przeciwnym wypadku dla wielu marek może być za późno.
Zdjęcia: wirestock / freepik.com