W Stanach istnieje miasto wolne od samochodów. Zakazano ich ponad 100 lat temu

W Stanach istnieje miasto wolne od samochodów. Zakazano ich ponad 100 lat temu

Podaj dalej

Miasta coraz częściej mówią o potrzebie ograniczania ruchu samochodowego, który powoduje korki, zanieczyszcza powietrze i odbiera przestrzeń pieszym. Ale czy miasto mogłoby faktycznie funkcjonować, gdyby pozbawić je samochodów? Cóż, okazuje się, że w Stanach Zjednoczonych jest takie miejsce, gdzie samochody są nielegalne już od ponad stu lat! Podstawowym środkiem transportu są konie i rowery. Brzmi jak mokry sen miejskiego aktywisty?

Miasteczko Mackinac, bo o nim mowa, znajduje się na wyspie położonej w stanie Michigan. Liczy zaledwie 500 mieszkańców, ale stanowi przy tym bardzo popularny kierunek turystyczny, przyciągając każdego roku prawie milion odwiedzających. W sezonie wakacyjnym turystów jest tak dużo, że do obsługi ruchu potrzeba 600 koni! To tyle, co w nowym Audi RS7. Różnica polega jednak na tym, że nie mówimy o koniach mechanicznych.

Miasto zrezygnowało z aut, bo straszyły zwierzęta

Samochody w mieście Mackinac są zakazane od 1898 r. Decyzję tę podjęto, gdy znana nam dzisiaj motoryzacja była jeszcze w powijakach. Kiedy na drogach pojawiły się pierwsze samochody, mieszkańcy wyspy odkryli, że całe te nowoczesne zmechanizowane pojazdy straszą ich zwierzęta, więc postanowili żyć bez nich. Nie przekonało ich nawet 100 lat rozwoju branży motoryzacyjnej, ponieważ zakaz dla samochodów na wyspie obowiązuje do dziś.

Fot. publicdomainpictures.net

Jak sobie radzą w takim razie? Wszystko co trafia do miasteczka Mackinac, dostarczane jest promami, ponieważ to i tak jedyny sposób przedostania się na wyspę. Na miejscu można bez problemu poruszać się rowerem, ponieważ wyspa liczy niespełna 10 kilometrów kwadratowych. Na turystów chcących skorzystać z taksówek, czekają powozy konne. Co ciekawe, turyści często schodząc z promu proszą o zamówienie klasycznej taksówki, ponieważ nie zdają sobie sprawy, że po wyspie nie jeżdżą samochody. Można wyobrazić sobie ich zdziwienie, gdy odkrywają, że brak jakichkolwiek aut na promie nie był przypadkowy.

Brzmi to trochę tak, jakby Mackinac było jakimś zapomnianym przez świat rezerwatem przyrody, ale nie jest tak do końca. W mieście znajdują się wszystkie potrzebne rozrywki dla bogaczy: pola golfowe, pasaże handlowe, a także olbrzymi Grand Hotel, goszczący najbardziej zamożnych turystów.

Istnieją wyjątki, kiedy samochody są dopuszczalne

A skoro mowa o potężnym hotelu, to raczej trudno uwierzyć, żeby do jego budowy nie wykorzystano jakichś samochodów. I tak pewnie było, bo lokalne prawo ma kilka wyjątków i dopuszcza do ruchu np. pojazdy budowlane. Poza tym po wyspie jeździ kilka radiowozów, ambulans i wóz strażacki.

Ponadto istnieją też pojazdy elektryczne, które wykorzystuje się na wspomnianych polach golfowych. Ale chyba nie trzeba wspominać, że czterokołowce mogą być używane tylko przy grze w golfa i biada każdemu, kto zechce nimi wyjechać poza pole gry.

Socjolog: przemysł samochodowy to „kartel narkotykowy”, a miłośnicy aut to „ćpuni”

Konsekwencje za jazdę samochodem są spore. Z jednej strony to typowe łamanie prawa – zakaz dla samochodów został oficjalnie wprowadzony w 1923 r., wcześniej był prawem niepisanym. Z drugiej strony, delikwent podróżujący samochodem, dodatkowo naraziłby się na zemstę ze strony lokalnej społeczności. Bo mieszkańcy bardzo cenią sobie spokój i powolny tryb życia. Ludzie, którzy mieli okazję odwiedzić wyspę, czasem odnosili wrażenie, że to miejsce jakby żywcem wyjęte z powieści Stephena Kinga. Mieszkańcy pytani o to, czy nie doskwiera im brak samochodów, reagują zwykle zdziwieniem i mówią, że tak jest im najlepiej.

Ponad 100-letni zakaz został złamany przez wiceprezydenta

Samochody na wyspie Mackinac są więc zakazane i napiętnowane. Ale będąc u władzy, można sobie pozwolić na nagięcie zasad, prawda? Dobrze wiedział o tym Mike Pence, wiceprezydent USA, który latem tego roku nawiedził wyspę w asyście kolumny SUV-ów, które eskortowały go do Grand Hotelu na zlot Partii Republikańskiej. Miejscowi zdenerwowali się, gdy zobaczyli osiem paliwożernych terenówek, które przemierzały wyspę na trasie od portu do hotelu.

Grand Hotel w Mackinac / Fot. Pixabay.com

Nie był to pierwszy raz, kiedy przedstawiciele władz państwowych odwiedzili miasteczko. Różnica polegała jednak na tym, że gdy prezydent Gerald Ford odwiedził wyspę w latach 70., jego głównym środkiem transportu była dorożka. Z kolei gubernator Mitt Romney, który wizytował w Mackinac kilka lat temu, wspólnie z żoną poruszał się po mieście rowerem.

Dlaczego więc Mike Pence wybrał kolumnę samochodów? Przedstawiciele Białego Domu tłumaczyli po całym incydencie, że złamanie ponad 100-letniej tradycji na wyspie było kierowane względami bezpieczeństwa.

Czy zakaz samochodów sprawdziłby się w innych miastach?

Władze Mackinac zrezygnowały z samochodów w czasach, gdy wielu ludzi nie wiedziało nawet czym są samochody. Tradycję kultywują do dzisiaj i jest im z tym dobrze. Ale czy ten wzorzec mógłby znaleźć zastosowanie w innych miastach? Z całą pewnością nie.

Dorożki w Mackinac / Fot. Pixabay.com

Samochody jeżdżą i będą jeździły nawet tam, gdzie wydają się bezużyteczne. To, że Nowy Jork stoi w korkach, raczej nie spowodowało, że tamtejsze władze zrezygnowały z samochodów na dobre. Gdyby taki zakaz wprowadzić, efekt byłby raczej odwrotny i miasto ogarnąłby nawet większy chaos.

Zakazać mieszkańcom używania samochodów to trochę tak, jakby zakazać im noszenia parasoli. Jasne, że przez większość czasu są bezużyteczne, a po rozłożeniu zajmują połowę chodnika. Ale bywają też momenty, kiedy parasole stają się kwestią życia i śmierci.

Nowoczesny człowiek nie powinien posiadać domu, mieszkania, samochodu ani nawet roweru

Dołącz do dyskusji

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News