Niemcy: rząd stawia na auta elektryczne, a kierowcy znów kupują Diesle

Niemcy: rząd stawia na auta elektryczne, a kierowcy znów kupują Diesle

Podaj dalej

Milion stacji ładowania do 2030 roku, 22 miliony sprzedanych samochodów elektrycznych do 2028 roku, zdolność produkcyjna na poziomie 330 tys. aut elektrycznych rocznie. Takie są niemieckie plany na przyszłość w zakresie elektromobilności. A jakie są fakty na teraz? Takie, że w Niemczech właśnie ma miejsce odrodzenie popytu na Diesla.  

Angela Merkel odwiedziła wczoraj fabrykę Volkswagena w Zwickau, w której rusza produkcja elektrycznego modelu ID.3. Kanclerz Niemiec wygłosiła przy tej okazji kilka górnolotnych zdań, które mają potwierdzać, że Niemcy byli, są i będą motoryzacyjną potęgą świata. Nasi zachodni sąsiedzi z dużą brawurą stawiają na elektromobilność, która ma być przyszłością branży samochodowej.  

Niemiecki rząd swoje, a kierowcy swoje  

Ale czy kierowcy rzeczywiście marzą o zeroemisyjnych samochodach? Po tym, jak ucichła afera Dieselgate, Niemcy zaczęli się przepraszać z silnikami na ropę, które tak mocno są krytykowane przez tamtejszy rząd i władze lokalne.  

Według serwisu Automotive News Europe, w Niemczech można zaobserwować odrodzenie popytu na pojazdy z napędem Diesla, co przełożyło się na ogólny wzrost sprzedaży nowych samochodów w całym kraju.  

W połowie 2019 r. sprzedaż samochodów z silnikiem Diesla w Niemczech wzrosła o 16 proc., co daje 33 proc. udziału w rynku. Sprzedaż samochodów na benzynę wzrosła o 0,7 proc., co daje udział na poziomie 59 proc. Z kolei sprzedaż samochodów o napędzie alternatywnym – w tym elektrycznych i hybrydowych – wzrosła o 100 procent, ale to wciąż tylko 1,4 proc. udziału w rynku. 

Jeszcze nie tak dawno, bo w komunikacie prasowym z 30 stycznia 2019 r., VW AG głosił, że klienci w Niemczech ponownie składają zamówienia na pojazdy z silnikiem Diesla. Popyt na Diesle Volkswagena był szczególnie silny wśród klientów prywatnych, gdzie udział prawie się podwoił z 15 proc. w 2017 r. do 27 proc. w ubiegłym roku.  

– W Niemczech debata na temat oleju napędowego jest naładowana emocjonalnie i często odbiega od faktów. Biorąc pod uwagę jego wysoką wydajność i osiągi oraz w świetle zmian klimatu, silnik wysokoprężny pozostanie ważną technologią przez wiele lat, szczególnie dla tych, którzy podróżują na duże odległości – powiedział Jürgen Stackmann, członek zarządu marki Volkswagen ds. Sprzedaży. 

Niemcy zawdzięczają swoją potęgę silnikom spalinowym 

Wydaje się, że silniki Diesla jeszcze długo nie pójdą w odstawkę. Niemcy mówią o tym, jak ważna jest dla nich elektromobilność, ale są dopiero na początku długiej drogi, którą tak dobrze wydeptali sobie przy okazji silników spalinowych. Wątpliwe, żeby tamtejszy rząd kręcił bat na samego siebie, szczególnie, że motoryzacja i branże pokrewne są podstawową gałęzią ich gospodarki (niemiecka gospodarka jest czwarta co do wielkości na świecie, zaraz po USA, Chinach i Japonii).   

Angela Merkel podczas wizyty w fabryce VW zapowiedziała milion ładowarek do samochodów elektrycznych do 2030 roku. Być może to faktycznie zachęci ludzi do masowej przesiadki do samochodów elektrycznych, bo brak infrastruktury jest dzisiaj największą barierą. Problem w tym, że Niemcy przy tej okazji będą musieli wybudować sporo farm wiatrowych, jeśli nie chcą zasilać tej infrastruktury energią z węgla. 

Aston Martin buduje mieszkania, Volkswagen produkuje kiełbasę. W jaką branżę wejdzie Porsche? 

Dołącz do dyskusji

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News