Spis treści
- Ferrari podobno sprzedało egzemplarze Luce na cały rok 2026 w dwa miesiące
- Popyt napędzają głównie klienci z Chin i z USA
- Kontrowersyjny elektryk stanowi jednak niewielką część produkcji
Elektryczne Ferrari – jednak są chętni

Włoski producent zaprezentował swojego pierwszego elektryka w maju tego roku, a internet nie zostawił na modelu Luce suchej nitki. Ludzie komentowali jego stylistykę, akcje firmy spadły, a nawet były prezes Ferrari publicznie argumentował, że model ten nie powinien nosić znaczka z Maranello. Wydaje się jednak, że nic z tego nie hamuje popytu na Luce, jeśli wierzyć włoskiej marce.
Według najnowszych doniesień, włoski producent supersamochodów osiągnął już swój cel sprzedaży w pierwszym roku. I to zaledwie dwa miesiące po premierze. „Financial Times”, powołując się na dwie osoby zaznajomione ze sprawą, donosi, że Ferrari planowało sprzedać nieco poniżej 500 modeli w pierwszym roku na rynku.
Ferrari cały czas zaprzecza, jakoby wymagało od klientów zakupu Luce, aby utrzymać się w jego łaskach. Wielu komentujących uważa, że fakt ten odegrał ważną rolę w nowych doniesieniach. Dealerzy najwyraźniej otrzymali instrukcje, aby nie wywierać presji na tradycyjnych kolekcjonerów, aby kupowali Luce. Ale zamiast tego mają skupić się na nowych klientach. Szczególnie zamożnych nabywcach z Chin i z centrów technologicznych, takich jak Dolina Krzemowa.

Długoterminowe plany dla elektryka
Według „Financial Times” włoska firma wyznaczyła sobie długoterminowy cel sprzedaży około 2500 egzemplarzy Luce do 2030 roku. To stanowi około 600 sztuk rocznie i około 5 procent rocznych przychodów firmy.
Źródła cytowane przez wydawnictwo podają, że popyt był szczególnie silny w Chinach. Ale pozytywnie zareagowali też amerykańscy przedsiębiorcy technologiczni. Pierwszy egzemplarz produkcyjny Luce zostanie wystawiony na aukcję podczas Monterey Car Week w przyszłym miesiącu. Dom aukcyjny Sotheby’s podobno spodziewa się, że charytatywny samochód „Tailor Made” osiągnie cenę ponad 4 milionów złotych.