W pogoni za niebieskim… Absurdalnie nudne Grand Prix Czech na żużlu dla Martina Vaculika

W pogoni za niebieskim… Absurdalnie nudne Grand Prix Czech na żużlu dla Martina Vaculika

żużel grand prix praga zmarzlik janowski vaculik

Podaj dalej

Martin Vaculik wygrał żużlowe Grand Prix Czech na legendarnym torze w Pradze. Zawody na Markecie – niestety, jak to zwykle bywa – były koszmarnie nudne. Wygrywał zazwyczaj ten, kto po prostu miał lepsze pole startowe.

Nie będę ukrywał – jeśli chodzi o Grand Prix Czech, to spodziewałem się dobrego ścigania. Żużel na Markecie w Pradze to dosyć skomplikowane zagadnienie. Przez zdecydowaną większość edycji na torze nic się nie działo, ale kilka ostatnich przyniosło emocje. I były to również w pełni polskie emocje. Raz, że na Markecie zaczęło się dobre ściganie, to w wyniku tego ścigania wygrywali Polacy.

żużel grand prix praga zmarzlik janowski vaculik
fot. fimspeedway.com

Niestety, tym razem nic takiego się nie wydarzyło. Już dwie pierwsze serie startów w fazie zasadniczej pokazały, co się dzieje. 7 z 8 rozegranych biegów wygrywał zawodnik z pola drugiego, czyli w kasku niebieskim. Pole niebieskie w tej fazie zawodów zdobyło 23 punkty. Pole czerwone… tylko 10, żółte 9, białe 6. Jak to niestety zwykle w Pradze bywało… i tym razem było jedno przyczepne pole, a potem jedna linia, którą można było jechać gęsiego…

Fazę zasadniczą wygrał Tai Woffinden. Brytyjczyk jako jeden z trzech zawodników w przeszłości wygrywał trzy razy zawody w Pradze i w sobotę najwyraźniej miał chęć na powtórzenie tego wyczynu. Więcej niż 10 punktów zgromadzili też Martin Vaculik oraz Bartosz Zmarzlik. Do półfinałów awansowali także Madsen, Janowski, Bewley, Doyle i Thomsen. Na konie fazy zasadniczej pole niebieskie miało 47 punktów, czerwone i białe odpowiednio 30 i 29, zaś żółte… zaledwie 14.

żużel grand prix praga zmarzlik janowski vaculik
fot. fimspeedway.com

Walka o niebieskie

Często piszemy o tym, że kwalifikacje w speedwayu nie mają znaczenia. Że nie ważne jakie masz pola, każdy ma równe szanse. Bo akurat niekoniecznie tego dnia działać może pole czerwone, a może działać białe. To strzał w ciemno. Natomiast już w trakcie zawodów można wyciągać z tych pól wnioski. I w Pradze chodziło wyłącznie o to, żeby się ustawić na polu drugim, czyli pojechać w kasku niebieskim. Szczególnie, że kwestia punktów rozstrzygała się już na wyjściu ze startu.

żużel grand prix praga zmarzlik janowski vaculik
fot. fimspeedway.com

I w półfinałach też dwukrotnie wygrywali zawodnicy z pola niebieskiego – kolejno Maciek Janowski i Martin Vaculik. Jako pierwszy pole startowe w finale wybierał Vaculik. Wybrał oczywiście pole niebieskie… i oczywiście wygrał całe zawody. Jak łatwo się z drugiej strony domyślić, nikt do finału nie awansował z pola żółtego. Ostatecznie w finale drugie miejsce za Vaculikiem zajął Woffinden, trzecie Doyle. Jedyny Polak w finale – Maciek Janowski – został wykluczony z powtórki biegu. Zmarzlik odpadł na etapie półfinałów, ale utrzymał prowadzenie w klasyfikacji przechodniej mistrzostw świata.

Zawody w Pradze były koszmarnie nudne. I piszę to ja, człowiek, który zazwyczaj wszędzie widzi jakieś emocje i świetny speedway. Ale nawet tu, nawet przy naciąganiu i kolorowaniu rzeczywistości, nic nie wymyślę. Było nudno. Tak myśląc na szybko, nie przypominam sobie żadnej mijanki z tych zawodów. Chodziło wyłącznie o to, jakie zawodnik ma pole startowe. Jak ruszy i w jakiej kolejności wjadą w pierwszy wiraż. A potem? Potem była już nuda, bo na dystansie nic się nie działo. Obowiązywała jedna linia, do jazdy gęsiego. Kto z tej linii wyjeżdżał, gubił prędkość. Smutno, naprawdę smutno się to oglądało. Tym bardziej, że zawody w Warszawie też nie obfitowały jakoś szczególnie w mijanki. Na poprawę trzeba poczekać do 4 czerwca, czyli przyszłej soboty. Wtedy to odbędą się zawody w niemieckim Teterow.

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News