Spis treści:
- Słaby sezon Red Bulla
- Spotkanie na szczycie
- Informacje van Harena
- Czy Max opuści Red Bulla?
- Barcelona pokazała wiele
Verstappen odmówił – co dalej?
To nie jest dobry sezon dla Red Bulla. Stajnia z Milton Keynes ma problemy i nie zapewnia swoim zawodnikom maszynerii pozwalającej na walkę o najwyższe cele. Dość powiedzieć, że Max Verstappen zajmuje obecnie dopiero siódme miejsce w punktacji F1 i do prowadzącego Kimiego Antonellego traci przeszło 100 punktów. Holender nie wygrał w tym sezonie żadnego wyścigu, tylko raz stanął na podium… i stało się tak tylko dlatego, że Mercedes George’a Russella uległ poważnej awarii w trakcie Grand Prix Kanady. Siódme miejsce – ledwie 14 punktów przed Pierrem Gaslym i zdecydowanie za wszystkimi kierowcami Mercedesa, McLarena i Ferrari. Dla wielokrotnego mistrza świata jest to coś absolutnie nie do zaakceptowania.

Oczywiście Max jest łączony z ewentualnym transferem od dłuższego czasu. Do tej pory nic takiego się nie wydarzyło, natomiast – kto wie, co przyniesie przyszłość? Oliwy do ognia dolał niedawno Erik van Haren, dziennikarz holenderskiego De Telegraaf. Zdradził on, że Verstappen miał w środku minionego tygodnia udać się do Salzburga, gdzie spotkał się z najważniejszymi postaciami Red Bulla. Mowa tutaj o takich osobach, jak m.in. CEO Oliver Mintzlaff oraz o dwóch współwłaścicielach, Marku Mateschitzu a także Chalermie Yoovidhya. Według van Harena kierownictwo chciało, aby Max ogłosił, że zostanie w Red Bullu. Natomiast Holender miał odmówić – nawet w takiej rozmowie, za zamkniętymi drzwiami.
Jak bardzo to wiarygodne? BARDZO
Po co kierownictwo Red Bulla miałoby czegoś takiego wymagać? To bardzo proste i jest to określone wprost. Jeśli Max Verstappen ogłosiłby, że pozostanie w zespole, to otworzyłoby pole do bardzo zaawansowanych rozmów. Nie tylko ze sponsorami – co jest oczywiste – ale również z potencjalną kadrą – chociażby topowymi inżynierami. W obu przypadkach nazwisko Verstappen jest kluczowym czynnikiem. Dla wielu tych ludzi i firm, Red Bull Racing jest atrakcyjnym kierunkiem tylko w momencie, kiedy znajduje się tam Max. Bez ogłoszenia przez Holendra tego, że on w zespole zostanie, jakiekolwiek rozmowy są utrudnione – są zgadywanką w ciemno. Dlatego Red Bullowi tak bardzo zależało, aby Verstappen ogłosił to, że zostanie. Jak już podkreśliłem – Holender odmówił.

I fakt, że pisze o tym właśnie van Haren, jest tutaj niezwykle istotny. Jeśli chodzi o rodzinę Verstappenów, a często też wewnętrzne sprawy Red Bulla, nie ma na świecie lepiej poinformowanej osoby. To van Haren często jako pierwszy przekazuje najważniejsze wiadomości – to jego później cytuje się na całym świecie. Dziennikarz De Telegraaf czerpie u źródła. O tym, jak bardzo wiarygodne są jego informacje, przekonaliśmy się chociażby podczas zamieszania związanego z Christianem Hornerem. To właśnie Holender o wszystkim informował jako pierwszy – to od niego wszystkiego się dowiadywaliśmy. Jeśli dziś Erik twierdzi, że doszło do spotkania Maxa z kierownictwem Red Bulla, że taka prośba się pojawiła i że Max ją na tym etapie odrzucił, należy uznać to za wiarygodne.
Verstappen odejdzie?
Oczywiście samo to, że dziś Max nie chce tego ogłosić, nie oznacza, że on odejdzie z Red Bulla. Sprawa jest bardzo daleka od ostatecznych rozstrzygnięć. Natomiast wiemy o tym, że Max ma w swoim kontrakcie odpowiednie klauzule i jeśli tylko zechce, odejdzie ze stajni z Milton Keynes. I z całą pewnością znajdą się tacy, którzy będą chcieli przygarnąć go pod swoje skrzydła. W ostatnim czasie mówiło się o tym, że ponowną ofertę Holendrowi złożył Mercedes, natomiast ten miał ją odrzucić ze względu na kwestie finansowe. Wspominał o tym były kierowca F1, Ralf Schumacher. Natomiast jeśli to prawda i jeśli stanęło na sprawach finansowych, kolejna oferta może być już skrojona tak, że Holender nie będzie się zastanawiał.

Tym bardziej, że za nami weekend w Barcelonie. Na torze, który jest jednym z najbardziej miarodajnych w całej Formule 1 – który jest wyznacznikiem realnego tempa. I rzecz w tym, że Red Bull był tam wolny – tracił w zakrętach o różnej charakterystyce, praktycznie bez punktu zaczepienia. To obnażyło wszelkie problemy i ucięło pole do spekulacji. Nawet pomimo tego, że z wyścigu odpadli Kimi Antonelli i Charles Leclerc, Verstappen i tak był dopiero czwarty, tracąc do zwycięskiego Hamiltona ponad 40 sekund. Ferrari, McLaren i Mercedes były zwyczajnie o wiele szybsze… i akurat w Barcelonie daje to wiele do myślenia.
Zdjęcie główne: Clive Mason / Getty Images / Red Bull Content Pool