Spis treści:
- Klejnot w koronie F1
- Antonelli znów to zrobił
- Szansa dla Ferrari?
- Serie towarzyszące
Dominator F1 dał o sobie znać
Weekend F1 z Grand Prix Monako odbywa się w formacie klasycznym – z trzema sesjami treningowymi. Oczywiście nie będziemy tutaj zwracali większej uwagi na to, co działo się w ich trakcie, bo wyniki osiągane w treningach nie mają żadnego znaczenia ani miarodajnej wartości. Natomiast oczy całego wyścigowego świata były zwrócone na księstwo w trakcie kwalifikacji. Mówi się, że te w Monte Carlo mają często większe znacznie, niż sam wyścig. To właśnie kwalifikacje i zajmowane w nich pozycje często definiują to, jak zakończy się samo grand prix w niedzielę, bo wyprzedzanie jest tutaj ekstremalnie trudne, często niemożliwe w równej walce.

Jeśli chodzi o dwa pierwsze segmenty czasówki, nie mieliśmy żadnych niespodzianek – odpadli w nich tak naprawdę ci, którzy powinni odpaść. Szczyt emocji to oczywiście Q3 – finałowy segment kwalifikacji. I tutaj wydarzyła się rzecz nieoczywista, w pewnym sensie niespodziewana. O ile w Q1 i w Q2 Kimi Antonelli przegrywał z Maxem Verstappenem, tak w Q3 kierowca Mercedesa wykręcił absolutnie atomowy czas. Młody Włoch wytrzymał presję, wytrzymał ciśnienie i pojechał w Monako przepiękne okrążenia. Zdobył pole position, reszta mogła tylko stać i bić brawo a Verstappen musiał zadowolić się drugim miejscem.
Zamieszanie na starcie murowane?
W drugim rzędzie ustawią się jutro kierowcy Ferrari – Lewis Hamilton nieco bardziej z przodu, Charles Leclerc nieco z tyłu. Bolidy stajni z Maranello słyną w tym sezonie z atomowych startów. Nie mam wątpliwości, że w niedzielę na samym początku Hamilton i Leclerc wystrzelą z pól startowych i spróbują zaatakować pierwszą dwójkę. Tutaj – w Monako – ma to o tyle istotne znaczenie, że ten, kto pierwszy wyjeżdża z Sainte Devote, ma największe szanse na końcowe zwycięstwo. Dopiero szósty w kwalifikacjach był George Russell – kolejna rozczarowująca sesja Brytyjczyka, u którego napięcie coraz bardziej rośnie.

Dodajmy, że na torze pojawili się dziś również juniorzy. Mamy ogromne powody do zadowolenia – szczególnie patrząc na sprint Formuły 2. Na bezpośrednim zapleczu F1 wygrał Noel Leon, natomiast drugie miejsce zajął Roman Biliński! To największy sukces w dotychczasowej karierze Polaka. Podium skompletował Gabriele Mini. W Formule 3 wygrał natomiast Hiyu Yamakoshi. Maciek Gładysz zakończył sprint na dziewiątej pozycji. Jutro odbędą się finałowe, najważniejsze wyścigi wszystkich trzech serii – F3 o 7:45, F2 o 9:25, natomiast F1 to start o godzinie 15:00.
Zdjęcie główne: Rudy Carezzevoli / Getty Images / Pirelli F1 Press Area