F1: Co wiemy po testach Pirelli?

F1: Co wiemy po testach Pirelli?

96 interakcji
F1: Co wiemy po testach Pirelli?

Podaj dalej

Wczoraj zakończyły się dwudniowe testy opon Pirelli na torze Yas Marina w Abu Zabi, które nieoficjalnie zwieńczyły sezon 2018.

Przez 2 dni w 4 sesjach testowych zawodnicy zakontraktowani na regularne starty w przyszłym sezonie oraz kierowcy rozwojowi i testowi sprawdzali przygotowane na rok 2019 nowe mieszanki od Pirelli.

Największą uwagę kibiców z Polski na testach przykuwał oczywiście zespół Williams Racing, który w ubiegłym tygodniu zatrudnił na stanowisko kierowcy etatowego Roberta Kubicę.

Po co to wszystko?

Testy opon prowadzone przez ostatnie dwa dni, nie miały na celu oceny formy kierowców ani ich bolidów. Głównym zadaniem sprawdzenia nowych opon na torze Yas Marina było przygotowanie ekip do kolejnych startów na różnych składach mieszanek zastosowanych w ogumieniu na przyszły sezon. Zespoły podczas testów opon w Abu Zabi korzystały z tych samych samochodów, którymi tydzień wcześniej zakończły mistrzostwa świata.

FIA zadbała jednak o to, aby przy okazji tych jazd zespoły nie testowały nowych części. Szefowie teamów musieli z wyprzedzeniem podać specyfikacje swoich samochodów oraz silników.

F1: Duże zmiany w oznaczeniu opon

Kontrolę nad testami miało oczywiście Pirelli, to producent opon ustalił wszystkie szczegóły harmonogramu jazd. Pozyskane dane po testach wysyłane zostaną do wszystkich zespołów w takiej samej formie, aby wszyscy mieli równy dostęp do zebranych informacji.

Ignorancja

„Kubica takie czasy mógłby kręcić na rowerze”, „Kubica najgorszy”, „100 milionów na Kubicę”, „Łebek objechał dziadka”, „Kubica najwolniejszy”, „Kubicę objechał debiutant”. To tylko ułamek nagłówków i memów, które przewinęły się w ciągu ostatnich 48 godzin na polskich portalach informacyjnych. Jeśli akurat powyższe „perełki” przeczytała osoba, która na co dzień nie ma styczności z Formułą 1, lub interesuje się tym sportem doraźnie, mogła odnieść mylne wrażenie, że Robert Kubica jest na F1 za stary, za biedny i na dodatek taki „kaleka” niczego już w tym sporcie nie osiągnie, bo przecież bolidu F1 nie da się prowadzić jedną ręką, do tego lewą. Cóż, przede wszystkim trzeba w tym miejscu przypomnieć niedowiarkom, że krakowianin jest mistrzem świata WRC2 z 2013 roku.

Kubica w swoim debiutanckim sezonie w WRC2 kropkę nad „i” postawił popisując się kapitalną jazdą po odcinkach specjalnych Katalonii. Pięć wygranych rajdów w klasie oraz ostateczny triumf jest niezbitym dowodem na to, że Kubica nie jest żadnym kaleką, a świetnie przygotowanym (mimo poważnej kontuzji) fizycznie zawodnikiem, który jest w stanie prowadzić wszystkie pojazdy na tej planecie na granicy ich możliwości, z największą dokładnością, precyzją i niebywałym kunsztem, co czyni go finalnie kierowcą absolutnie kompletnym i perfekcyjnym.

Jeśli szefostwo drugiego najbardziej utytułowanego zespołu w historii F1 otwarcie przyznaje, że nie ma wątpliwości co do sprawności polskiego kierowcy, to znaczy, że tak faktycznie jest. F1 to nie jest poligon doświadczalny, wszyscy kierowcy startujący w tej najważniejszej serii wyścigowej świata muszą być w pełni sprawni i gotowi do ekstremalnych warunków, które panują na każdym torze – przez 21 weekendów wyścigowych w roku. Od tej reguły nie ma odstępstwa (żadnego) i nie ma tu miejsca na półśrodki.

Paddy Lowe: Nie mamy żadnych wątpliwości co do sprawności Roberta!

Co dalej?

Niewiele. Wszystkie bolidy F1 uczestniczące w wyścigach budowane są według ściśle określonych wytycznych przygotowywanych przez FIA. W związku z tym niemal wszystkie pojazdy konstrukcyjnie są do siebie bardzo zbliżone. Różnią się tylko detalami, jednak to właśnie te subtelne, wydawałoby się, nic nieznaczące różnice w połączeniu z umiejętnościami kierowcy decydują o finalnej zdobyczy, jaką jest mistrzostwo świata. Prawdziwą siłę zespołów poznamy najwcześniej podczas zimowych testów w Barcelonie.

To właśnie pod koniec lutego okaże się, kto dobrze przepracował zimę a kto zaspał i będzie musiał nadganiać progres w trakcie sezonu. Oczywiście Williams może być spokojny, bowiem dzięki tytanicznej pracy z której słynie Robert Kubica, stajnia z Grove może poczynić duży krok naprzód. Pytanie brzmi, czy FW42 będzie lepszy od protoplasty i czy zespół Franka Williamsa dalej posiada dostatecznie duży potencjał, aby zbudować pojazd, który pozwoli kierowcom notować czasy minimum w środku stawki, obok takich teamów jak Haas, Force India czy Sauber.

Let it snow

Problem polega na tym, że chłodna ostatnio w lutym Barcelona, na którą podczas testów w ubiegłym sezonie prószył nawet śnieg, a temperatura spadła do zera, nie da idealnego obrazu kondycji zespołów.

Temperatura toru będzie się zmieniać w zależności od pory dnia, testy kwalifikacyjne o poranku będą różniły się znacząco od tych przeprowadzanych po południu. Dalej tylko zespoły będą miały informacje, ile paliwa znajduje się w samochodach i jaka jest ich masa. Dodatkowo dojdzie do tego:

-poziom nagumowania toru
-ustawienie zawieszenia
-nachylenie skrzydeł
-dobór opon
-zachowanie temperatury opon po wyjeździe z pit lane
-stopień degradacji opon po pierwszym – najszybszym okrążeniu
-sprawdzenie systemu DRS
-sprawdzenie systemu KERS
-docisk aerodynamiczny
-test tylnego światła podczas gromadzenia energii ERS

… dosłownie wszystko, każdy jeden szczegół. Kiedy więc będziemy mieli pełny obraz możliwości kierowców i ich maszyn? Odpowiedź jest prosta – 16 marca 2019 roku. Wtedy właśnie odbędą się kwalifikacje do Grand Prix Australii.

Clue

George Russell, Williams: Było świetnie współpracować z Robertem w trakcie testu, ma tak wiele wiedzy inżynieryjnej, którą zebrał w przeszłości, że z pewnością inżynierowie wykorzystają ją jak należy. Wierzę, że możemy mieć pozytywny efekt i popchnąć zespół we właściwym kierunku, aby zdobyć lepsze osiągi. A te z dzisiejszych testów? Te wyniki nic nie znaczą.

 

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News