Jaecoo 5 Hybrid – kompaktowy SUV hybrydowy, który realnie zaskakuje

Spędziłem z Jaecoo 5 Hybrid kilka intensywnych dni. Miasto, ekspresówki, kawałek autostrady, leśne drogi i codzienne korki. Chciałem sprawdzić, czy ta samoładująca hybryda to tylko ładna broszura i agresywna promocja, czy naprawdę ma coś do powiedzenia w segmencie, w którym króluje Toyota, Hyundai i Kia. I tu lekki spoiler – ma. I to całkiem sporo.

fot. Wojciech Garbarz
Podaj dalej
fot. Wojciech Garbarz
fot. Wojciech Garbarz

Pierwsze wrażenie – wygląda lepiej niż myślisz

Jaecoo 5 Hybrid stoi na parkingu i od razu przyciąga wzrok. Nie jest to kolejny nijaki crossover. Kaskadowy grill, ostre linie boczne, opływowy tył i te proporcje… da się wyczuć inspirację surowymi klifami i naturą, o której pisze producent.

Wsiadasz i od razu czujesz przestrzeń. Rozstaw osi 2620 mm robi robotę. Z tyłu nawet dorośli nie narzekają na miejsce na głowę ani na nogi. Producent chwali się wysokością kabiny w drugim rzędzie na poziomie 1320 mm i szerokością 1492 mm – i faktycznie nie jest ciasno. Bagażnik oficjalnie 410 litrów (niektórzy podają bliżej 480), ale po złożeniu kanapy robi się naprawdę sporo miejsca. Schowków jest masa – ponad 30. To auto, w którym da się żyć na co dzień z rodziną i psem.

fot. Wojciech Garbarz
fot. Wojciech Garbarz

Kabina i technologia – dużo ekranu i wygody

Wnętrze w wersji Premium jest przyjemne. Skóra ekologiczna, podgrzewane i wentylowane fotele, podgrzewana kierownica – w polskim klimacie to nie fanaberia, tylko normalna rzecz. Największy w klasie panoramiczny dach (1,45 m²) daje świetne poczucie przestrzeni. System oczyszczania powietrza też działa – w korku w centrum czuć różnicę.

Centralny ekran 13,2 cala jest duży, czytelny i w miarę intuicyjny. Bezprzewodowy Android Auto i Apple CarPlay działają stabilnie. Ładowarka indukcyjna 50 W to konkret – telefon ładuje się naprawdę szybko. Kamera 540 stopni to jedna z tych rzeczy, które po tygodniu użytkowania stają się uzależniające. Widzisz wszystko dookoła, a nawet „pod” autem. Parkowanie w ciasnym mieście przestaje być stresujące.

fot. Wojciech Garbarz
fot. Wojciech Garbarz

ADAS-y są rozbudowane – ponad 20 systemów. Adaptacyjny tempomat, monitorowanie martwego pola, asystent pasa – wszystko działa. Czasami bywa trochę nadgorliwe (jak w większości chińskich aut), ale da się to wyregulować. Na dłuższej trasie systemy realnie odciążają.

Hybryda w praktyce – tu jest mięso

Pod maską pracuje układ Super Hybrid: turbodoładowany 1.5 T-GDI (ok. 143 KM) + silniki elektryczne, razem 224 KM i 295 Nm. Skrzynia DHT dedykowana hybrydzie, napęd na przód. Bateria ma tylko 1,83 kWh – to klasyczna samoładująca hybryda, nie plug-in. Nie musisz niczego podłączać.

I tu zaczyna się najlepsze. W mieście auto lubi jeździć na prądzie. Cisza, natychmiastowa reakcja na gaz, zero wibracji. Przejścia między silnikiem spalinowym a elektrycznym są niemal niewyczuwalne. System inteligentnie zarządza energią i faktycznie potrafi utrzymać niskie spalanie.

fot. Wojciech Garbarz
fot. Wojciech Garbarz

Producent deklaruje 5,3 l/100 km. W moim teście mieszanym (miasto + trasa + kawałek autostrady) wychodziło realnie między 5,1 a 5,8 litra, w zależności od stylu jazdy. W spokojnej jeździe miejskiej i podmiejskiej dało się zejść w okolice 4,8–5,2. Na autostradzie przy 130–140 km/h oczywiście rośnie, ale nadal jest to poziom, którego nie powstydziłaby się niejeden hybrydowy rywal. Przy 51-litrowym baku realny zasięg przekracza 800–900 km bez problemu.

Przyspieszenie 0–100 w 7,9 s to nie żart. Auto jest żwawe. Dołączanie do ruchu, wyprzedzanie, wyjście z ronda – wszystko dzieje się bez wysiłku. Moment elektryczny pomaga od razu. W trybie Sport robi się nawet trochę zabawnie, choć to nie jest maszyna do ostrego kręcenia. Zawieszenie jest nastawione na komfort – dobrze tłumi dziury i nierówności polskich dróg. Na zakrętach nie ma dramatów, ale też nie poczujesz się jak w hot-hatchu. To wygodny, pewny SUV do codziennego użytkowania, a nie torowy tool.

Hałas? Kabina jest dobrze wyciszona. Przy wyższych prędkościach słychać głównie opony i delikatny szum powietrza, ale nie jest to męczące. Producent chwali się „SUV-em przyjaznym zwierzętom” – antybakteryjna, odporna na zadrapania tapicerka i wyciszenie faktycznie mają sens, jeśli wozi się psa.

Bezpieczeństwo i codzienna eksploatacja

Siedem poduszek, konstrukcja z wysokowytrzymałej stali, niezależne zawieszenie. Systemy aktywne działają poprawnie. W testach europejskich (choć pełne Euro NCAP jeszcze nie wszędzie) te auta wypadają solidnie. Gwarancja 7 lat / 150 tys. km (lub 3 lata bez limitu) plus dłuższa na układ wysokonapięciowy to mocny argument.

fot. Wojciech Garbarz
fot. Wojciech Garbarz

Cena i promocja – tu Jaecoo uderza najmocniej

Wersja Comfort startuje od 119 500 zł, Premium to 136 500 zł. Do tego aktualna promocja „Zyskaj ponad 7000 zł”, rata od około 1095 zł, ubezpieczenia OC/AC i GAP za 1 zł (warunki obowiązują do końca września). Przy takim wyposażeniu i osiągach konkurencja zaczyna wyglądać blado. Toyota C-HR czy Hyundai Kona Hybrid w podobnej konfiguracji kosztują wyraźnie więcej, a nie zawsze dają tyle mocy i miejsca.

Co mi się podobało, a co mniej

Plusy:

  • realnie niskie spalanie przy 224 KM mocy
  • przestrzeń i praktyczność
  • bogate wyposażenie już w bazie
  • bardzo dobra relacja cena/jakość
  • komfort jazdy na co dzień
  • nowoczesna technologia (ekran, kamery, ADAS)

Minusy:

  • prowadzenie jest poprawne, ale nie angażujące
  • niektóre systemy ADAS bywają zbyt „opiekuńcze”
  • bagażnik nie jest rekordowy w segmencie
Sklep z częściami samochodowymi online iParts.pl

Przeczytaj również