Spis treści:
- Problem znika całkowicie
- I tak stawałbyś częściej i na dłużej
- Kwestie mechaniczne
- Aktualna cena
Chiński SUV klasy premium
Xpeng G9 to flagowy SUV w ofercie chińskiego producenta. Od razu należy podkreślić, że mamy tutaj do czynienia zarówno z wersją hybrydową, jak i przede wszystkim w pełni elektryczną. Jasne – wiem, o czym pomyśli wielu z was – to nie auto dla mnie, ładowanie, zasięg i tak dalej. Natomiast zatrzymajmy się przy tym na moment. G9 jest wyposażony w architekturę 800V z baterią litowo-żelazowo-fosforanową. Jak podaje producent na swojej stronie, ładowanie przy maksymalnej mocy 525 kW od 10 do 80% stanu baterii zajmuje w tym przypadku… 12 minut. Natomiast „doładowanie” zasięgu o ok. 200 kilometrów to czas zaledwie 5 minut.

Czy dla kogokolwiek problemem jest to, aby raz na 500 kilometrów się zatrzymać i spędzić na postoju 12 minut? Czy zatrzymanie się raz na 200 kilometrów na 5 minut naprawdę jest problemem? Mowa tutaj o takim poziomie, o takim zaawansowaniu technologicznym, że główna wada auta elektrycznego praktycznie znika. Nie ma dyskusji na temat tego, że trzeba się zatrzymywać, ładować, czekać kilkadziesiąt minut. Mowa tutaj o pułapach, które w teorii zamykają temat. Podajmy sobie za przykład trasę z Warszawy do Splitu – ot, wakacyjny wyjazd do Chorwacji. Mowa tutaj o trasie o długości ok. 1400 kilometrów. W teorii na jej pokonanie potrzebowalibyśmy dwóch, lub maksymalnie trzech postojów na ładowanie. Łącznie daje to do 36 minut przerwy. A teraz sam odpowiedz sobie na pytanie, czy na 14-godzinnej trasie tak czy inaczej nie robiłbyś sobie dłuższych postojów? Czy i tak nie zatrzymywałbyś się częściej i na dłuższy czas?

Co oferuje poza tym?
Oczywiście chiński SUV podoba się nie tylko ze względu na zasięg i możliwość szybkiego ładowania. Najmocniejsza wersja ma napęd na cztery koła, moc na poziomie 551 koni i przyspiesza od 0 do 100 km/h w 4,2 sekundy. Ma przy tym kapitalne zawieszenie i sportowe hamulce. Jednocześnie Xpeng G9 jest przestronny, z bagażnikiem o pojemności 660 litrów. Kwestii wyposażenia nie ma sensu poruszać – musielibyśmy powtórzyć wszystko to, o czym zazwyczaj wspominamy w przypadku chińskich aut. Ilość i jakość najnowszych rozwiązań i technologii sprawia, że w gruncie rzeczy mówimy tu nie o wnętrzu auta, a o jakimś niesamowitym, motoryzacyjnym gadżecie.

Ceny są różne, w zależności chociażby od wersji. Nowego Xpenga G9 jesteśmy w stanie kupić dziś już w okolicach 240-250 tysięcy złotych. Takie ogłoszenia znajdziemy na portalu „Otomoto”. Choć w wersji z napędem na cztery koła i w najmocniejszym wariancie mówimy już o cenach przeszło 300 tysięcy. Powinniśmy zadać sobie pytanie – czy to dużo? Biorąc pod uwagę poszczególne parametry i technologie oraz porównując to do konkurencyjnych modeli, może okazać się, że ta cena nie robi dużego wrażenia.
Zdjęcia: Xpeng