Spis treści:
- Klejnot w koronie
- Co świadczy o prestiżu wyścigu?
- Włoski dominator znów to zrobi?
- Plan na weekend
Monako – najbardziej prestiżowy weekend sezonu F1
Grand Prix Monako jest zaliczane do grona najważniejszych i najbardziej prestiżowych wyścigów na świecie. Razem z 24 godzinami Le Mans i Indianapolis 500 tworzą święty graal – potrójną koronę motorsportu. Wyścig po ulicach księstwa jest wyjątkowy – zawsze taki był. Ma historię sięgającą 1929 roku i jest czymś w rodzaju absolutnej ikony. Można odnieść wrażenie, że to wyścig, który nigdy nie zniknie z kalendarza F1 – nie może z niego zniknąć. To fundament, klejnot w koronie, najważniejszy i najjaśniejszy z nich wszystkich. To wyścig, który zawsze będzie traktowany inaczej i w którym mogą obowiązywać inne zasady – to wszystko jest bez znaczenia. Fakty są takie, że w Monte Carlo chciałby wygrać każdy kierowca świata – tylko wyjątkowo zawzięci nie przyznają tego wprost.

Czy jestem fanem Grand Prix Monako? Ogromnym! A czy jestem fanem ścigania podczas Grand Prix Monako? No właśnie – to są kwestie, których wiele osób nie jest w stanie rozgraniczyć. Owszem – ten wyścig bardzo często jest nudny. Nie ma w nim ścigania, wyprzedzania. Ulice Monako są wąskie i niemal niemożliwym jest tam taka rywalizacja, jaką oglądamy na innych torach. Zdarza się, że takie manewry w wyścigu możemy policzyć na palcach jednej, maksymalnie dwóch rąk. Natomiast automatycznie nie uważam, że to w jakikolwiek sposób wpływa na renomę, czy prestiż tego wyścigu.
Ot – taki charakter weekendu
Chcę być tutaj dobrze zrozumiany. Finał mistrzostw świata w piłce nożnej może być koszmarnie nudny – ale nadal jest finałem mistrzostw świata. Mecz pomiędzy Liverpoolem i Manchesterem United może zakończyć się nudnym, bezbramkowym remisem – ale nadal pozostanie „Bitwą o Anglię”, prawdopodobnie najważniejszym meczem derbowym w Wielkiej Brytanii. To nie poziom emocji w pojedynczej edycji świadczy o wielkości całego wydarzenia. Definiują to zupełnie inne kwestie. I Grand Prix Monako może być nudne, bez wyprzedzania i bez walki – ale nadal będzie miało większe znaczenie dla kierowców i zespołów, niż 90% pozostałych rund w kalendarzu F1.

Utrzymując terminologię piłkarską – czy mecz, w którym padnie 5 bramek, zawsze jest lepszy od tego, w którym padnie 1, albo żadnej? Absolutnie nie. Tak samo nie uważam, aby Grand Prix Monako było definiowane przez to, ile będziemy mieli tam manewrów wyprzedzania. Szczerze powiedziawszy – wolę 5 wyprzedzań w Monako – przygotowanych, sprytnych, z przekroczeniem granicy ryzyka – niż 55 w Katarze, Azerbejdżanie, Teksasie czy Las Vegas, gdzie na kosmicznej prostej wystarczy się złapać w strudze powietrza za drugim zawodnikiem i przejechać obok niego. Grand Prix Monako jest innym wyścigiem – jest w pewnym sensie wyścigowymi szachami, wojną nerwów, presji i wyczekiwania. Jest wojną strategii, detali, pojedynkiem mechaników na pitstopie, który o wszystkim może zadecydować. To, że coś jest inne, nie znaczy, że jest gorsze. Niektórzy zdają się tego nie rozumieć.
Nowy dominator F1 – czy to naprawdę się dzieje?
Andrea Kimi Antonelli wygrał cztery wyścigi F1 z rzędu. W sezonie, w którym George Russell miał dominować, a młodziutki Włoch miał być jego „wingmanem”, wszystko wywróciło się do góry nogami. Jeśli ktoś wygrywa cztery wyścigi z rzędu, czyli 80% dotychczasowego sezonu, coś jest na rzeczy. To nie jest wybryk, pojedynczy wyskok, zbieg pozytywnych okoliczności. To są cztery wyścigi wygrane z rzędu. Czy w Monako będzie podobnie? Być może, choć uważam, że ten weekend może być pod tym względem czymś innym.

Wiemy o tym, że Ferrari kapitalnie czuje się w tym sezonie na krętych, technicznych torach. Jest mocne w kwalifikacjach i ma potężne starty. I akurat w Monako to może mieć pierwszorzędne znacznie. Jeśli Ferrari wygrałoby kwalifikacje podwójnie, nie wierzę w to, że ktokolwiek im zagrozi. Natomiast nie muszą nawet wygrać czasówki. Wystarczą im w miarę dobre kwalifikacje i atomowy start. Przesunięcie się na czoło stawki do pierwszego zakrętu może tutaj załatwić temat. Moc silnika Mercedesa może nie mieć żadnego znaczenia, bo w Monako wyprzedzanie jest niemalże niemożliwe. Od tygodni mówi się o tym, że Ferrari przygotowuje się na Monako. To może być ich wyścig, choć oczywiście tak kierowcy Mercedesa, jak i McLarena, czy też Max Verstappen, nie będą ułatwiali im zadania.
W końcu normalne godziny
F1 w końcu zawitała do Europy. Po trzech rundach na dalekim wschodzie, kiedy to trzeba było wstawać o świcie, po dwóch następnych rundach na dalekim zachodzie, kiedy to wyścigi odbywały się późnymi wieczorami teraz w końcu pora na część europejską. A co za tym idzie – czas na „normalne” godziny rywalizacji. Piątkowe treningi F1 wystartują odpowiednio o godzinie 13:30 oraz 17:00. W sobotę trzeci trening to godzina 12:30, natomiast kwalifikacje to godzina 16:00. Wreszcie, niedziela, godzina 15:00 to start wyścigu o Grand Prix Monako.

Warto dodać, że w Monako do rywalizacji powracają juniorzy zarówno z F2, jak i F3. A to oznacza, że na kultowej nitce toru w księstwie zobaczymy m.in. Romana Bilińskiego (Formuła 2) oraz Maćka Gładysza (Formuła 3). Warto podkreślić, że w ich przypadku treningi odbędą się już w czwartek. F3 wjedzie na tor o godzinie 13:25, natomiast F2 o godzinie 15:00.
Zdjęcie główne: Sam Bloxham / LAT Images / Pirelli F1 Press Area