Nowe Suzuki za grosze
O ile można jeszcze dyskutować w przypadku samochodów osobowych, to tego typu tanie, małe furgonetki sprawiłyby, że koszty naszego życia znacząco by spadły. Za 23 000 zł nie da się kupić dziś żadnego nowego samochodu. Obecnie limit zaczyna zbliżać się już do 60 000 zł, za które możemy kupić Hyundaia i10, Dacię Sandero, Kia Picanto, czy Mitsubishi Space Star.
Wystarczy jednak opuścić granice Unii Europejskiej, by nagle znaleźć się w nieco innym świecie. Takim, w którym wciąż dostępne są nowe samochody, nawet w sytuacji, gdy pensje ludzi są znacznie niższe niż na starym kontynencie. Najlepszym przykładem jest nowe Suzuki Tour H1, będące użytkową wersją modelu Alto K10.
Co ciekawe, wersja użytkowa wciąż ma drugi rząd siedzeń. W dodatku nie jest oddzielone kratką, więc bagażnik wynosi tyle samo (214 litrów) co wersja osobista. W porównaniu do poprzednika (177 litrów) to znaczny wzrost. Ale mogłoby być trochę więcej.
Jest klimatyzacja i… to właściwie tyle
Wewnątrz można liczyć na klimatyzację, cyfrowy obrotomierz, podwójne poduszki powietrzne czy kieszenie na litrowe butelki w drzwiach. W ofercie brakuje przykładowo multimediów z ekranem dotykowym. Przednie i tylne zderzaki muszą obejść się bez lakieru. A małe i wąskie koła nie mają nawet kołpaków. Do wyboru są tylko kolory biały, srebrny i szary.
Ceny komercyjnego Suzuki zaczynają się jednak już od 23 000 zł, więc wszystkie te braki można mu łatwo wybaczyć. Przy obecnej inflacji przydałoby się nam coś takiego, ale tego nie dostaniemy. A trzeba dodać, że wersja personalna może być jeszcze tańsza – podstawowe Alto K10 można kupić już za 20 tys. złotych.
Faktem jest, że Hindusom bardzo odpowiada taka kompozycja oferty. Dlatego też Alto i jego pochodne są tam bestsellerami od 2006 roku. Do tej pory producent samochodów sprzedał ponad milion egzemplarzy. Jednym z pozytywów jest jednolitrowy trzycylindrowy silnik, który w wersji benzynowej wytwarza 67 koni mechanicznych. Samochód pali zaledwie 4 l/100 kilometrów.