BMW idzie z duchem czasu, ale czy to dobrze?
Przez ostatnie dwie dekady motoryzacja zmieniła się nie do poznania. Duże zmiany zaszły także w samej firmie BMW. Niemiecka firma skupiała się wokół topowych produktów dywizji M, a dziś jest prawdziwie mainstreamowym producentem. Przez ten czas pojawiły się SUV-y, samochody z napędem na przednią oś, elektryki, crossovery, minivany… Wszystko po to, aby zwiększyć maksymalnie sprzedaż, za co przecież nie możemy winić niemieckiej firmy. I wszystko byłoby porządku, gdyby tylko nadal skupiali się na tym, co wpisane jest w ich DNA – czyli sport.
Razem z wszystkim, co straciliśmy, odeszły też genialne, sześciocylindrowe silniki, czy manualne skrzynie biegów. Dziś jedyną opcją, aby kupić BMW z manualną skrzynią biegów, jest model M3. Ten samochód waży jeszcze w miarę akceptowalne 1800 kilogramów. Ale M5? Otrzymało hybrydowy napęd, który do niczego się nie przyda, a jego ostateczna masa własna to zatrważające 2,5 tony.
Jeszcze kilkanaście lat temu ludzie w dziale M krzywili się na myśl o turbosprężarkach, automatycznych skrzyniach biegów, czy napędzie 4×4. Dziś to już praktycznie codzienność samochodów sportowych z Niemiec. Ale jeśli i wy, podobnie jak ja, tęsknicie za nieco bardziej analogową i prawdziwą motoryzacją, warto zerknąć na M5 generacji E39.
E39 – najlepsze M5 w historii?
Nie bez powodu model M5 generacji E39 uważam jest za jeden z najlepszych w całej historii niemieckiego producenta. Po raz pierwszy pod maską pojawiła się 8-cylindrowa jednostka S62 o pojemności 4,9 litra. Generowała moc 400 KM przy 6600 obr/min i dysponowała momentem obrotowym w wysokości 500 Nm. Samochód dostępny był wyłącznie z manualną skrzynią biegów i napędem na tylną oś z mechanizmem różnicowym o ograniczonym poślizgu. Sprint od 0 do 100 km/h zajmował 5,3 sekundy, a prędkość maksymalna to 250 km/h.
Jego produkcja zakończyła się jednak już 20 lat temu, więc dziś ciężko o dobrze zachowane egzemplarze na rynku wtórnym. U oficjalnego dealera BMW (niestety w USA) pojawił się jednak prawdziwy biały kruk.
To egzemplarz z 2000 roku, a więc sprzed liftingu, co niestety działa na jego niekorzyść. To właśnie z liftingiem pojawiły się ponadczasowe przednie światła – ale jeśli będzie wam to przeszkadzać, zawsze można je po prostu wymienić. Do tego ma kultowy lakier Dakar Yellow ze srebrnymi kołami. Według oficjalnych danych niemieckiego producenta to zaledwie 1 z 11 zbudowanych na cały świat i tylko 1 z 9 z kierownicą po lewej stronie w takim kolorze. Istnieje duże ryzyko, że to jedyne takie BMW, które przetrwało do dziś.
Ostrzegamy, nie będzie tanio
Jak zapewne możecie się już spodziewać, takie cacuszko nie będzie tanie. Proste i eleganckie kształty tego M5 chyba nigdy się nie zestarzeją. To dość dyskretne auto, którego potencjał ujawniają cztery końcówki wydechu. W środku znajdziemy też fabryczny, komfortowy i sportowy kokpit. A przebieg tego auta to zaledwie 1019 kilometrów – skóra praktycznie nie była używana.
Za BMW M5 w kolorze Dakar Yellow i takim stanie trzeba niestety zapłacić i to niemało. Samochód jest obecnie wystawiony za 279 977 dolarów płuc cło, podatek VAT i koszty importu z USA. Nie trudno policzyć, że nawet milion złotych będzie sumą niewystarczającą na pokrycie wszystkich kosztów związanych z zakupem takiego samochodu.