Włoch: Co kraj, to obyczaj

Włoch: Co kraj, to obyczaj

Włoch: Co kraj, to obyczaj

Podaj dalej

Już od samego początku byłem zaskoczony pięknem Norwegii, jak i zasadami tam panującymi. Rally Sorland przywitał nas piękną pogodą, zjawiskowym krajobrazem – to taka „Sardynia Północy”.

Wokół nas rozciągały się skały wchodzące do morza i niezliczone ilości wysepek, na których mieszkają ludzie bardzo otwarci, uśmiechnięci i pomocni.

Jeśli chodzi o sam rajd i procedury, też jest sporo różnic. Począwszy od tego, że regulamin był tylko po norwesku, a o angielską wersję trzeba się upomnieć. Pierwsze niespodzianki spotkały nas na badaniu kontrolnym samochodu: nikt nie sprawdzał wyposażenia załogi, ponieważ ta podpisując zgłoszenie oświadcza, że wie i bierze na siebie odpowiedzialność za niestosowanie wyposażenia bezpieczeństwa.

Często spotykało się kierowców w koszulkach, zamiast homologowanych golfach. Buty to jak kto chciał. Organizator przywiązywał natomiast wagę do tego, żeby rajdówka była wyposażona w dwa trójkąty bezpieczeństwa oraz nie miała reklamy na przedniej szybie, tzw. pasku słonecznym.

Do zapoznania organizator przygotował notatki w języku angielskim, które można było sprawdzić podczas dwukrotnego przejazdu odcinków. Odcinki specjalne o pięknej konfiguracji i o nawierzchni podobnej do tej, którą można spotkać na kortach tenisowych. Wydawać by się mogło, że odcinki będą pożerać opony. Jednakże, nic bardziej mylnego. Korzystaliśmy z ogumienia firmy MRF, której miękka mieszanka spisywała się świetnie.

Kolejną ciekawostką była karta drogowa. Wiadomo, po norwesku, trzeba było się domyślać co autor miał na myśli. Bardzo rzadko można było spotkać obsługę na starcie do odcinka. Na PKC sędzia wpisywał czas startu, załoga podjeżdżała i startowała sobie sama. Dojeżdżając na metę, tu kolejny news, rzadko kiedy widziało się tablicę z wynikami. Był tam za to PKC, od którego liczysz czas dojazdu na następny odcinek.

Rajdy są niezwykle popularnym sportem wśród tzw. skalniaków. Ludzie przychodzą na odcinki całymi rodzinami, świętują i bawią się udekorowani w czerwono-granatowe barwy. Ciekawostką są samochody dopuszczane do startu – można jechać praktycznie wszystkim, co ma cztery koła, a fotel i klatka nie rusza się pod wpływem szarpania sędziego. Można spotkać wszystko, od Forda Escorta Kit Car, aż do poczciwych Volvo.

Ludzie cieszą się jazdą i jeżdżą załogami w postaci np. dziadek z wnuczką. Nikt nie przejmuje się tym, że nie ma R5, każdy jedzie tym, na co go stać i z wielkim uśmiechem cieszy się z jazdy.

Tradycyjna reklama w Norwegii jest bardzo droga, dlatego firmy reklamują się poprzez sport. Naszym partnerem była norweska firma KRV zajmująca się projektowaniem systemów przeciwpożarowych i wentylacyjnych. Właściciel to bardzo miły człowiek, który cieszył się naszym uczestnictwem w tej imprezie.

Podobnie jak w innych krajach jest duże rozdanie nagród połączone z wielką imprezą, na której nie wszyscy wytrzymują do jej startu… To przesympatyczne, ponieważ kibice imprezują i chwieją się na wzór meksykańskiej fali… Najważniejsza dla nich jest świetna zabawa i panująca tam atmosfera.

Co kraj, to obyczaj.

 

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News