Rajd Dakar 2019: Udany poniedziałek w wykonaniu Polaków

Rajd Dakar 2019: Udany poniedziałek w wykonaniu Polaków

9 interakcji

Podaj dalej

Lider w klasie samochodów, Nasser Al-Attiyah, pojechał zachowawczo na 7. etapie Rajdu Dakar i stracił 12 minut do Stéphane Peterhansela. Francuz wygrał odcinek, pokonując Romę i Sainza. A jak na trasie poniedziałkowej rywalizacji radzili sobie Polacy?

Pechowcem dnia był Sébastien Loeb. Francuz w Peugeocie 3008 stracił 40 minut z powodu problemów elektrycznych niedługo po starcie odcinka i spadł na czwarte miejsce. Kuba Przygoński po niedzielnym dramacie zajął siódmą pozycję i jest nadal szósty w klasyfikacji.

Samochody

Do siódmego etapu rajdu Dakar w roli faworyta przystępował Sebastien Loeb, który był najszybszy na dwóch ostatnich odcinkach. Jednak Francuz kolejny raz miał problem z elektroniką w swoim aucie, co wykorzystali główni rywale. Po niedzielnej awarii Kuba Przygoński ruszył na trasę dopiero jako 15. – kierowca ORLEN Team wyprzedził 8 zawodników i na mecie zameldował się z 7. wynikiem.

– Tym razem startowaliśmy z końca stawki, przed nami jechało mnóstwo samochodów, do tego ciężarówki, przez co trasa była mocno zakurzona i zniszczona. Udało się przejechać ją płynnie, mimo że mieliśmy przed sobą ekstremalnie trudne wydmy. W pewnym miejscu musieliśmy nawet spuścić powietrze z opon, bo samochód po prostu nie chciał jechać w górę. Siódma pozycja, wracamy do grupy najszybszych zawodników, będziemy jechać po śladach czołówki, co na pewno ułatwi sprawę. Bezbłędnie przejechany etap, wracamy do gry – mówił Kuba Przygoński z ORLEN Team.

Jak zaznacza, po problemach na poprzednim etapie, otrzymał wiele wsparcia od fanów.

– Po awarii skrzyni biegów w niedzielę dostaliśmy mnóstwo ciepłych słów  od naszych kibiców. Bardzo za to dziękujemy, to podtrzymuje nas na duchu – to sprawia, że chce się jechać jeszcze szybciej i lepiej – dodaje Kuba Przygoński.

Kolejną polską ekipą na mecie wczorajszego etapu był Benediktas Vanagas pilotowany przez Sebastiana Rozwadowskiego. Załoga jadąca Toyotą Hilux startowała do wczorajszego etapu dopiero jako 49 auto, co oznaczało sporo kurzu i wyprzedzania na trasie. Mimo sporego ryzyka i wynikających z tego strat czasowych, litewsko-polska załoga zameldowała się na mecie z 16. rezultatem, w generalce spadając o jedno oczko na 11. pozycję.

– Dzisiaj jechaliśmy dobrym tempem, łapiąc jednego kapcia (na wydmach opona zsunęła się z felgi). Raz nie mogliśmy podjechać pod stromy i miękki wyjazd z wąwozu, który zablokował jeden z jadących przed nami zawodników. Tam pewnie straciliśmy ok. 10 minut. Staraliśmy się unikać problemów, więc postanowiliśmy przed ponad 100 km pasmem wydm się zatrzymać i spuścić ciśnienie z kół. To była super decyzja, Ben zrobil naprawdę dobra robotę i wydmy pojechaliśmy bezbłędnie! Nawigacyjnie też było super, widzieliśmy wiele załóg które błądziły. My zawsze od razu trafialiśmy w waypointy. W klasyfikacji generalnej spadliśmy z 10 na 11 miejsce, wyprzedził nas Carlos Sainz. Myślę że to nie ujmą być wyprzedzonym siódmego dnia Dakaru przez takiego zawodnika – podsumował Rozwadowski.

Motocykle

W klasyfikacji motocyklistów na 7. etapie świetnie spisywał się Maciek Giemza, który ostatecznie zajął 19. miejsce. Kolejny pewny przejazd zanotował jego kolega z zespołu Adam Tomiczek, który był 24.

– Od samego początku trzymałem wyższe tempo niż do tej pory. Do tego byłem w grupie szybkich zawodników, więc motywowali do tego tak konkurenci z przodu, jak i z tyłu. To był etap bardzo ciężki fizycznie, po drogach, na których już odbywała się rywalizacja, mocno wybitych, co dało w kość uczestnikom. Do tego bardzo duży trudnych technicznie wydm i trudna nawigacja, ale na szczęście udało się czysto przejechać etap – mówił Maciek Giemza z ORLEN Team.

– Mam za sobą udany odcinek, pokonany równym tempem i bez przygód nawigacyjnych. Raz zakopałem się na wydmach, ale na szczęście nie straciłem dużo czasu. Trasa była bardzo wymagająca, a we znaki dała się też burza piaskowa. Kolejny etap zaliczony, a to jak zawsze cieszy
– dodał Adam Tomiczek.

Quady

Wśród quadowców jedynym reprezentantem biało-czerwonych jest Kamil Wiśniewski. Zawodnik wspierany przez Rafała Sonika finiszował wczoraj na 6. miejscu przegrywając z plejadą świetnie dysponowanych Argentyńczyków.

Zawodnik z numerem 255 w klasyfikacji generalnej zanotował spadek z 5. na 6. miejsce. Mimo to, cieszy wciąż pozycja wśród quadów napędzanych na cztery koła. Tam Wiśniewski zajmuje nadal pierwsze miejsce!

UTV  

– Nasi ojcowie nadal walczą o dotarcie do mety w Limie! Na szóstym, niezwykle trudnym etapie urwali koło. Mimo to zdołali naprawić usterkę, przejechali wydmy nocą i po 21 godzinach zameldowali się na mecie! – pisał na swoim facebooku Aron Domżała o załodze Maciej Domżała/Rafał Marton.

Załoga z numerem 376. po raz kolejny zameldowała się na mecie etapu, tym razem odnotowując 18. czas. W klasyfikacji generalnej zajmują 21. miejsce.

Ciężarówki

Wśród tej niezwykle interesującej kategorii nie zabrakło polskich nazwisk. Nasz kraj reprezentuje Darek Rodewald, pełniący funkcję mechanika w załodze 503 w składzie Gerard De Rooy, Darek Rodewald i Moises Torrallardona.

Załoga Iveco była wczoraj najszybsza, zostawiając kierowców Maza na ponad 30 minut za sobą. Dzięki temu utrzymali wysokie 3. miejsce w generalce i wciąż mają szanse na zwycięstwo – do pierwszej załogi Kamaza tracą tylko godzinę i 20 minut, co na dakarowe warunki jest niewielką stratą.

Dołącz do dyskusji

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News