Dacia Bigster Hybrid-G i Trasa Transfogaraska to idealne połączenie. Przekonałem się o tym na rumuńskich serpentynach w otoczeniu legendy księcia Draculi

Dacia Bigster Hybrid-G i Trasa Transfogaraska to idealne połączenie. Przekonałem się o tym na rumuńskich serpentynach w otoczeniu legendy księcia Draculi

Dacia Bigster Hybrid-G i Trasa Transfogaraska to idealne połączenie. Przekonałem się o tym na rumuńskich serpentynach w otoczeniu legendy księcia Draculi

Dacia Duster

Gdy pod koniec ubiegłego roku Dacia wypuściła na rynek system napędowy o nazwie „hybrid-G”, śmiało można było mówić o rewolucji. Modele Duster i Bigster zyskały dwupaliwowy silnik (benzynowy i LPG), dzięki czemu zasięg samochodów wzrósł do 1500 km. Do tego wszystkiego dołączono elektryczną jednostkę, która odpowiada nie tylko za tylny napęd, ale i umożliwia jazdę w trybie elektrycznym nawet przez 60% czasu w mieście. O zaletach tego rozwiązania miałem się przekonać podczas trzydniowej wizyty w malowniczej Rumunii. Ale po kolei…

Na wyjazd do Rumunii miałem chrapkę od dawna. Zwłaszcza że to jeden z niewielu europejskich krajów, których do tej pory jeszcze nie odwiedziłem. A gdy okazało się, że w planie wycieczki o nazwie „Dacia Explorers Club” będzie przejazd przez kultową Trasę Transfogarsaką znajdującą się w samym sercu legendarnego Siedmiogrodu, decyzja o wzięciu udziału w tym wydarzeniu mogła być tylko jedna.

Do Bukaresztu przylecieliśmy w poniedziałkowy wieczór 22 czerwca. Dzień był długi i gorący, a do kolacji zostały jeszcze dwie godziny, stąd pojawił się oczywisty pomysł o pieszej wycieczce po stolicy Rumunii.

Bukareszt pełen kontrastów

Podczas wieczornej przechadzki miałem okazję zobaczyć miasto z zupełnie innej perspektywy. Po zmroku wiele zabytkowych budynków było pięknie oświetlonych, co nadawało Bukaresztowi wyjątkowy klimat. W tym miejscu warto zaznaczyć, że monumentalny gmach parlamentu należy do największych budowli na świecie.

Najbardziej spodobała mi się różnorodność architektury – obok eleganckich kamienic i pałaców, stały nowoczesne budynki ze szkła i stali. Bukareszt sprawia wrażenie miasta o bogatej historii, która jest widoczna na każdym kroku. Jednocześnie można zauważyć liczne pozostałości po czasach komunizmu, zwłaszcza w postaci ogromnych bloków i gmachów.

Niektóre ulice wyglądały bardzo reprezentacyjnie, natomiast inne sprawiały wrażenie zaniedbanych i wymagających remontu, a w powietrzu unosił się wszędobylski kurz. W wielu miejscach widać było również odpadający tynk oraz stare elewacje, które kontrastowały z odnowionymi budynkami. To sprawiało, że miasto wydawało się jednocześnie piękne i nieco surowe. Mimo śladów przeszłości Bukareszt tętnił życiem nawet późnym wieczorem. Co chyba najważniejsze, miasto wydawało się bezpieczne i pełne energii.

Zakręt w zakręt

Kolejnego dnia naszej rumuńskiej przygody przyszedł czas na coś, na co czeka każdy miłośnik motoryzacji – przejazd legendarną Trasą Transfogaraską. Do dyspozycji mieliśmy całą flotę Dacii Duster i Bigster. Ja wybrałem ten drugi model z napędem Hybrid-G 150 4×4. Za jego kierownicą ruszyłem w stronę jednej z najbardziej spektakularnych dróg Europy, która została otwarta zaledwie tydzień wcześniej.

Już od pierwszych kilometrów było wiadomo, że nie bez powodu trasa ta nazywana jest motoryzacyjnym rajem. Setki zakrętów, liczne serpentyny i ciągle zmieniające się krajobrazy sprawiają, że ani przez chwilę się nie nudziłem. Każdy kolejny zakręt odsłania nowe panoramy Karpat i zachęca do zatrzymania się na zdjęcie, co rzecz jasna czyniłem.

Misie na drodze

Transfogaraska została wybudowana w latach 70. z polecenia rumuńskiego dyktatora Nicolae Ceaușescu. Miała przede wszystkim znaczenie strategiczne i umożliwiać szybkie przemieszczanie wojsk przez góry. Dziś zamiast kolumn wojskowych spotyka się tu przede wszystkim motocyklistów, pasjonatów caravaningu i turystów z całego świata.

Choć trasa zachwyca widokami, to wymaga od kierowcy pełnego skupienia. Wąskie odcinki dróg, ostre nawroty i gwałtowne zmiany wysokości sprawiają, że samochód musi być przygotowany na bardzo różnorodne warunki.

W takich okolicznościach Dacia Bigster Hybrid-G 150 4×4 pokazała swoje mocne strony. Napęd na cztery koła zapewniał pewność prowadzenia zarówno na ciasnych zakrętach, jak i podczas stromych podjazdów. Samochód prowadził się stabilnie, a zawieszenie dobrze radziło sobie z nierównościami nawierzchni.

Nowatorski napęd

Najciekawszym elementem tego modelu jest jednak jego unikatowy układ napędowy Hybrid-G 150 4×4. Łączy on zalety napędu hybrydowego z możliwością zasilania silnika LPG. Dzięki temu kierowca może korzystać z oszczędnej jazdy, jednocześnie zachowując dużą elastyczność podczas dłuższych podróży. To rozwiązanie wyróżnia Bigstera na tle wielu konkurencyjnych SUV-ów.

Podczas całodziennej jazdy samochód sprawiał wrażenie stworzonego właśnie do takich tras. Komfortowe fotele pozwalały mi odpocząć nawet po wielu godzinach za kierownicą, a przestronne wnętrze ułatwiało podróżowanie z bagażem fotograficznym. Oczywiście sceptycy mogą zarzucić temu samochodowi nie najlepszą jakość wykonania i zastosowanie wszechobecnych plastików, ale taka jest właśnie Dacia. To samochód, który niczego nie udaje, a jego walory kryją się zupełnie gdzieś indziej.

Nie zabrakło również odrobiny lokalnych legend. W końcu przemierzaliśmy góry, z którymi wielu kojarzy postać księcia Draculi. Na szczęście jedynymi istotami, które wyszły nam na drogę, były owce, kilka krów i gromadka niedźwiedzi. Na wszelki wypadek organizator wyposażył nas w gaz odstraszający zwierzaki, ale na szczęście nie było potrzeby jego użycia. W każdym razie żaden wampir nie próbował zatrzymać Bigstera. Być może uznał, że z napędem Hybrid-G lepiej nie zadzierać…

Z wizytą w Titu

Po całym dniu spędzonym na Transfogaraskiej łatwo zrozumieć, dlaczego ta droga jest uznawana za jedną z najpiękniejszych na świecie. Łączy w sobie fascynującą historię, wymagającą technicznie trasę i zapierające dech w piersiach krajobrazy.

Ostatni dzień naszej wizyty w Rumunii upłynął pod znakiem nowoczesnej motoryzacji. Odwiedziliśmy Centrum Techniczne w Titu – jeden z najważniejszych ośrodków badawczo-rozwojowych Renault Group. Przez blisko dwie godziny mogliśmy zajrzeć za kulisy procesu powstawania nowych modeli samochodów i przekonać się, jak wiele etapów musi przejść auto, zanim trafi do klientów.

Poznaliśmy laboratoria, stanowiska badawcze oraz kolejne fazy projektowania, testowania i udoskonalania pojazdów. Szczególne wrażenie zrobiła na nas skala prowadzonych badań oraz dbałość o każdy, nawet najmniejszy detal. To właśnie tutaj sprawdzana jest trwałość podzespołów, komfort jazdy, bezpieczeństwo oraz zachowanie samochodów w różnych warunkach drogowych.

Jednym z najbardziej emocjonujących momentów była możliwość przejazdu po torze testowym, na którym na co dzień sprawdzane są nowe konstrukcje. Dopiero wtedy można było w pełni zrozumieć, ile pracy inżynierów i kierowców testowych kryje się za każdym modelem opuszczającym fabrykę.

Wizyta w Titu była doskonałym zwieńczeniem całego wyjazdu – po poznaniu Rumunii i przetestowaniu Dacii Bigster na górskich drogach mogliśmy zobaczyć miejsce, w którym rodzą się rozwiązania wykorzystywane później w seryjnych samochodach.

Tekst i zdjęcia zostały zrealizowane podczas wyjazdu organizowanego przez firmę Renault Polska, ale firma nie miała wpływu na jego treść.

Przeczytaj również