Zamieszki na Białorusi. 25-latek jechał do dziewczyny. Teraz nie żyje, a matka nie może zobaczyć ciała

Zamieszki na Białorusi. 25-latek jechał do dziewczyny. Teraz nie żyje, a matka nie może zobaczyć ciała

Podaj dalej

Sytuacja na Białorusi po wyborach jest – łagodnie mówiąc – skomplikowana. W kraju trwają zamieszki. Ludność ma już dość rządów Łukaszenki i wyszła na ulice. Niestety, zamieszki często gaszone są siłą.

Z Białorusi docierają do nas bardzo smutne wiadomości. Tamtejsze władze potwierdziły, że w szpitalu zmarł 25-latni Aleksander Wichor. Oczywiście państwowe źródła podają, że mężczyzna został zatrzymany podczas nielegalnej manifestacji, a następnie zmarł w szpitalu, gdzie jego stan „się pogorszył”.

Jak było naprawdę? Matka chłopaka twierdzi, że nie brał on udział w żadnych manifestacjach. Wedle jej wiedzy 25-latek jechał do swojej dziewczyny, a wtedy został zatrzymany przez milicję. Nieoficjalne wiadomości mówią, że mężczyzna był przetrzymywany przez wiele godzin w więźniarce, na słońcu. To w połączeniu z jego problemami kardiologicznymi okazało się tragiczne w skutkach.

Matka chłopaka twierdzi, że syn krzyczał i prosił o pomoc. Milicjanci uznali go za niezrównoważonego i odwieźli do szpitala psychiatrycznego. Kiedy zobaczyli go tamtejsi lekarze, było już za późno. Chłopak został zabrany do normalnego szpitala, ale tam niestety zmarł. Dodatkowo, według nieoficjalnych informacji został mocno pobity.

Ile w tym prawdy? Niestety, tego prawdopodobnie nie będzie nam dane się dowiedzieć, bo matce nie pozwolono na to, aby mogła zobaczyć swojego syna. Na Białorusi zatrzymano do tej pory tysiące osób.

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News