Spis treści:
- Rajd rządzony przypadkiem
- W drodze po pierwsze zwycięstwo
- Kuriozalne okoliczności rywalizacji
WRC w Kenii po raz ostatni?
Piątek na Rajdzie Safari kończył się w pasjonujący sposób – po 10 odcinkach specjalnych rywalizacji przewaga Olivera Solberga i Elliotta Edmondsona nad drugimi Sebastienem Ogierem i Vincentem Landais wynosiła zaledwie 1 sekundę. Apetyty na piękną walkę były ogromne, natomiast trzecia runda WRC szybko odarła nas ze wszystkich złudzeń. Ogier złapał kapcia na pierwszym odcinku dnia, zmieniał go i stracił ponad 2 minuty. W normalnych okolicznościach Solberg mógłby w tym momencie otwierać szampana. Ale oczywiście nie w Rajdzie Safari.

Już na kolejnym odcinku zawodnicy masowo przebijali opony – w tym właśnie Oli Solberg i Elfyn Evans. Na kolejnym oesie było tylko gorzej. Kolejne przebite opony, psujące się samochody, niedziałające wycieraczki, braki płynu do spryskiwaczy – z tym jeszcze dało się żyć. Natomiast Evans urwał koło i na dobre pożegnał się z walką o zwycięstwo. Wszyscy na powrót żyli walką Solberga z Ogierem – w wyniku najróżniejszych zdarzeń różnica między nimi zmalała do nieco ponad 42 sekund i temat walki o zwycięstwo odżył. Na krótko – okazało się, że ani jeden, ani drugi, nie byli w stanie dojechać do serwisu. Ich samochody odmówiły posłuszeństwa na dojazdówce. Wszystko to oczywiście pokłosie koszmarnie trudnych warunków na odcinkach.
Czy to nadal ma sens?
Nie ma sensu przytaczać tutaj wypowiedzi zawodników na temat tego rajdu. Każdy może sobie wyobrazić, jakie jest ich zdanie. Po sobotnim etapie liderami rajdu są Takamoto Katsuta i Aaron Johnston. Drudzy są Adrien Fourmaux i Alexandre Coria, trzeci Sami Pajari i Marko Salminen. Nie pamiętam bardziej przypadkowego podium rundy WRC. Katsuta długo marzył o pierwszym zwycięstwie w mistrzostwach świata, natomiast podejrzewam, że w tym momencie nawet on nie wie, jak znalazł się w tej sytuacji.

Rzecz w tym, że cała ta rywalizacja jest żartem i nie ma nic wspólnego ze sportową walką na odcinkach specjalnych. Niektórzy twierdzą, że na tym polegają rajdy i chodzi też o to, aby zadbać o samochód. Aby jechać mądrze i nie podejmować ryzyka tam, gdzie nie powinno się tego robić. Rzecz w tym, że to kompletnie nie dotyczy tegorocznego Rajdu Safari. W momencie, w którym samochód brodzi w koleinach pełnych błota, absolutnie nic nie zależy od kierowcy. To, czy ktoś urwie w tej koleinie koło, przebije oponę, czy przejedzie bez problemów, jest dziełem przypadku. Samochody się psują, opony nie wytrzymują, wszechobecne błoto sprawia, że kierowcy jadą na ślepo. Ile w motorsporcie mówi się na temat bezpieczeństwa – i co Rajd Safari niby ma z tym wspólnego?
To nie jest rajd dla WRC
Liderem trzeciej rundy WRC jest dziś Katsuta. Kierowca, który przejechał pierwsze 25 kilometrów rajdu bez działającego interkomu. Który na próbie Kedong przebił dwie opony i który modlił się o to, aby w ogóle dojechać do serwisu, kompletnie odpuszczając walkę o czas. Katsuta, który się obracał, przestrzelał hamowania i tak dalej. Nie chodzi o to, że Japończyk w jakiś czarodziejski sposób dbał o samochód. Nie – po prostu miał mniej pecha. Zrządzenie losu sprawiło, że tonach kenijskiego błota nie urwał koła, a jego Toyota cudem przetrwała dzień. I tyle ma wystarczyć do zwycięstwa?

Ktoś powie, że kiedyś tam było okej, bo nie padał deszcz. Natomiast jeśli powodzenie jakiegoś rajdu ma zależeć od tego, czy gdzieś spadnie, czy nie spadnie deszcz, to przepraszam bardzo – ale o czym my tutaj mówimy? Trasy Rajdu Safari nie nadają się do tego, aby ścigało się tam WRC – powiedzmy to sobie szczerze. Tym bardziej, że za rok najwyższej kategorii bliżej będzie do aut Rally2. Rozumiem romantyków, którym tęskni się za starymi czasami, ale ten świat minął bezpowrotnie. Teraźniejszy Rajd Safari nie jest wyzwaniem i sztuką dbania o samochód i opony a zrządzeniem przypadków. A jutro obejrzymy tego kolejny odcinek i kompletnie nie zdziwiłaby mnie sytuacja gdyby rajd wygrał… ot, Sami Pajari, tracący dziś 5 i pół minuty, a na podium stanął jakiś zawodnik w aucie Rally2.
Wyniki Rajdu Safari po sobocie:

Zdjęcia: Jaanus Ree / Red Bull Content Pool