Spis treści:
- Historia Rajdu Monte Carlo
- Faworyci do zwycięstwa na start sezonu WRC
- Zmiany w zespołach
- Polacy na starcie Rajdu Monte Carlo
- Harmonogram rywalizacji
- Prognoza pogody zwiastuje śnieżne szaleństwo
Nowy sezon WRC startuje!
Choć Rajd Monte Carlo ma 115-letnią historię, w tym roku rozegrana zostanie „dopiero” 94 edycja. Jak łatwo się domyślić, na przeszkodzie w organizacji kolejnych stawały w przeszłości chociażby obie wojny światowe, ale też np. kryzys sueski w 1956 roku, czy też kryzys naftowy w roku 1973. Natomiast już począwszy od roku 1975 roku, Rajd Monte Carlo rozgrywany jest nieprzerwanie. W większości przypadków stanowił pierwszą rundę sezonu Rajdowych Mistrzostw Świata. Po raz ostatni inaczej było w latach 2009-2011, kiedy to „Monte” było częścią cyklu Intercontinental Rally Challenge, zaś walka w WRC rozpoczynała się od Rajdu Irlandii, lub Rajdu Szwecji.

W XXI. wieku historia Rajdu Monte Carlo stała przede wszystkim pod znakiem dominacji dwóch Sebastienów – Loeba i Ogiera. Jedynymi, którzy w tym czasie byli w stanie pokonać we francuskich Alpach reprezentantów gospodarzy w WRC byli Tommi Makinen, Marcus Gronholm oraz Thierry Neuville. I tyle – na tych trzech nazwiskach wyliczanka się kończy. Zatem głębsze rozmyślanie nad listą faworytów tegorocznej edycji nie ma większego sensu. Faworyci są tak naprawdę tylko jedni.
Ogier kolejny raz zapisze się na kartach historii?
Głównymi faworytami do zwycięstwa w 94. edycji Rajdu Monte Carlo są oczywiście Sebastien Ogier i Vincent Landais – aktualni mistrzowie świata. Ogier w minionym roku stał się samodzielnym liderem i najbardziej utytułowanym kierowcą w historii Rajdu Monte Carlo. Wygrał wówczas w okolicach swojego rodzinnego Gap po raz 10 – z czego 9 razy w mistrzostwach świata oraz 1 raz w IRC. W ramach ciekawostki warto zauważyć, że jeśli Ogier wygrałby w nadchodzący weekend swój domowy rajd po raz 11., dokonałby czegoś, czego w historii WRC nie dokonał jeszcze nikt. Nikt nigdy nie wygrał jeszcze jednego rajdu mistrzostw świata dziesięciokrotnie.

Statystycznie, jeśli ktokolwiek miałby w ten weekend pokonać Francuzów, byliby to Thierry Neuville i Martijn Wydaeghe. Belgijski kierowca jest ekspertem od jazdy po asfaltach i triumfu w „Monte” zasmakował już dwukrotnie. Wydaje się, że jeśli ktokolwiek ma na inaugurację sezonu zagrozić Ogierowi, będzie to właśnie Neuville. Inni oczywiście nie będą się przyglądać tej walce bezczynnie, natomiast zwycięstwo kogokolwiek spoza tej dwójki byłoby w niedzielę gigantyczną sensacją. A przynajmniej…w równych i „normalnych” warunkach pogodowych. Na takie się w tym momencie bynajmniej nie zanosi, ale o tym za moment.
Nowe twarze w WRC
Stawka WRC się zmieniła. Jeśli chodzi o mistrzów świata, czyli Toyotę, do Sebastiena Ogiera, Elfyna Evansa, Takamoto Katsuty i Samiego Pajariego dołącza Oliver Solberg. Awans Szweda jest konsekwencją tego, że Kalle Rovanpera porzucił karierę kierowcy rajdowego i skupił się na wyścigach. W Hyundaiu we wszystkich rundach zobaczymy dwóch kierowców – Thierry’ego Neuville’a oraz Adriena Fourmaux. Rolę trzeciego w Rajdzie Monte Carlo pełnił będzie powracający do WRC Hayden Paddon. Wreszcie M-Sport – tutaj pełny sezon przejadą Irlandczycy – Josh McErlean oraz debiutujący na najwyższym szczeblu Jon Armstrong. Trzecią Pumą pojedzie Gregoire Munster, który jednak nie ma zapewnionego pełnego sezonu w tym roku.

W klasie WRC 2 mamy zupełnie nowe rozdanie. Po pierwsze – w cyklu nie ma już Olivera Solberga. Po drugie – do gry włącza się fabryczny zespół Lancii ze swoim Ypsilonem Rally2 HF Integrale. Mocniejszego składu zatrudnić się tutaj nie dało – Lanciami jeździli będą Yohan Rossel oraz Nikołaj Griazin. Na „Monte” powalczą z nimi m.in. Eric Camilli, czy też młodszy brat Yohana, Leo Rossel. W stawce WRC 2 mamy polską załogę – Jarosława Kołtuna i Ireneusza Pleskota. W barwach polskiego zespołu Rallylab Technology wystartują Chris Ingram i Alex Kihurani. To nie koniec polskich akcentów – z numerem 63. na trasy ruszą Błażej Gazda i Michał Jurgała w Renault Clio Rally3.
Harmonogram rywalizacji
Rajd Monte Carlo jest imprezą wyjątkową. Zapoznanie z trasą trwa już od niedzieli. W środę na zawodników czeka z kolei odcinek testowy. To pod tym względem wyjątkowe wyzwanie w kalendarzu WRC, gdzie rywalizacja rozciągnięta jest aż na 5 dni. W czwartek na zawodników czeka ceremonia startu w Monako oraz trzy odcinki specjalne, z czego dwa rozgrywane w absolutnych ciemnościach, choć we wcześniejszych godzinach, niż bywało to w przeszłości. O godzinie 21:39 pierwsza załoga spodziewana jest na serwisie w Gap.

Piątek to najdłuższy etap rywalizacji z sześcioma odcinkami specjalnymi o łącznej długości blisko 129 kilometrów. Sobota to z kolei etap dosyć… eksperymentalny. W trakcie całego dnia zawodnicy pokonają zaledwie cztery odcinki specjalne, z czego tylko trzy „normalne”. Jednocześnie, prawie 30-kilometrowa próba La Breole – Bellaffaire jest najdłuższym wyzwaniem rajdu. Po trzech „normalnych” próbach zawodnicy zjadą z powrotem do księstwa, gdzie dzień zakończy się… superoesem Monaco Circuit. Tego w harmonogramie nie było od bardzo, bardzo dawna. Wreszcie niedziela – finałowy dzień rajdu. Tutaj mamy 72 kilometry rywalizacji, czyli dwukrotny przejazd klasyków Col de Braus – La Cabanette oraz La Bollene-Vesubie – Moulinet ze słynną przełęczą Col de Turini.
Start sezonu WRC z wysokiego „C”?
Podczas Rajdu Monte Carlo zawsze kluczową kwestią jest pogoda. Pamiętajmy, że to styczeń, a rajd rozgrywa się w Alpach. W przeszłości bywały zarówno edycje totalnie suche i przyczepne, jak i totalnie zimowe, z mnóstwem śniegu i lodu. W wielu przypadkach mieliśmy też do czynienia z mieszanką, w której u podnóża góry, na starcie odcinka, było kompletnie sucho, zaś na przełęczy zalegały masy śniegu. „Monte” znane jest z tego, że wiąże się z oponiarską ruletką i ciągłym podejmowaniem ryzyka w miejscach, w których przyczepność może zaskoczyć w mgnieniu oka.

Jaka będzie pod tym względem edycja 2026? Prognoza pogoda na dni czwartek – sobota dla miejscowości Gap zakłada bardzo trudne warunki. Szczególnie w piątek i sobotę spodziewane są potężne opady – w zależności od pory – deszczu, deszczu ze śniegiem oraz samego śniegu. Wieczorami temperatury mają wyraźnie spadać, nawet w okolice -8 stopni Celsjusza. Niezwykle intensywne opady śniegu przewidywane są dla przełęczy Col de Turini. Niedzielnego poranka temperatura ma spadać tam do -12 stopni Celsjusza, więc nie ma mowy, aby śnieg, który napada przez dwa poprzednie dni, w sposób naturalny zniknął z trasy. Zanim jednak popadniemy w przesadną ekscytację, należy spróbować odpowiedzieć sobie na dwa pytanie. Po pierwsze – czy prognozy w ogóle się sprawdzą? Po drugie – jeśli się sprawdzą, jak zareaguje na to organizator?
Zdjęcia: Jaanus Ree / Red Bull Content Pool