Spis treści:
- Pierwsze starcie dla Evansa
- Solberg atakuje w najtrudniejszym miejscu
- Jeśli nie śnieg… to mgła
- Różnice już teraz są ogromne
Oliver Solberg błyszczy na scenie WRC
O godzinie 14:30 w porcie jachtowym w Monako oficjalnie wystartował sezon WRC. Po ceremonii startu zawodnicy udali się na północ. Ponad 60-kilometrowa dojazdówka doprowadziła ich na oes Toudon / Saint-Antonin. Kręty, techniczny, bardzo mokry… ale jednak bez żadnego śniegu, ani lodu. Można więc stwierdzić, że warunki były równe. Wręcz premiujące tych, którzy jechali z przodu, bo z biegiem czasu na drodze pojawiało się coraz więcej rajdowego „syfu” wyciągniętego z cięć. Najlepszym czasem popisali się Elfyn Evans i Scott Martin. Podium skompletowali ich koledzy z Toyoty – Oliver Solberg z Elliottem Edmondsonem oraz Sebastien Ogier z Vincentem Landais. Na tym „normalna” rywalizacja tego dnia się zakończyła.

Od samego poranka dla wszystkich jasnym było to, że druga próba dnia – Esclangon / Seyne-les-Alpes – będzie tą najważniejszą. Nie dość, że była najdłuższa, to właśnie tam zalegały masy śniegu i lodu. Właśnie z myślą o tym odcinku zawodnicy wybierali opony w Monte Carlo. Z myślą o nim każdy zabrał cztery zimowe opony Hankook z kolcami. To wprost mówiło nam, że zawodnicy szykują się na walkę o przetrwanie. Bez względu na to, jak miał potoczyć się odcinek pierwszy i trzeci – ten drugi był najważniejszy. To na niego zawodnicy dobierali opony i strategię. Nikt nie myślał tutaj nawet o ataku, a plan był prosty – przetrwać do mety.
Szaleństwo Rajdu Monte Carlo – kibice WRC to kochają
Pierwszych kilka kilometrów prowadziło po mokrej drodze. Jednak im wyżej wspinał się oes, tym więcej było na nim śniegu i lodu. Atomowym czasem popisali się Solberg z Edmondsonem. Oni pokonali drugich Evansa i Martina o – uwaga – 31 sekund! Skalę zamieszania pokazuje to, że Jon Armstrong i Shane Byrne skompletowali podium a Sebastien Ogier i Vincent Landais stracili… ponad minutę i 9 sekund, kończąc odcinek za trzema samochodami Rally2! To jeden z tych oesów, na których zawodnicy nie mają pojęcia jakim jadą tempem. Evans pojawił się na mecie i powiedział wprost – nie ważne, czy powiedzielibyście mi, że wygrałem o 40 sekund, albo przegrałem o 2 minuty – i tak bym wam uwierzył. Solberg w miejscu, gdzie było najwięcej śniegu i lodu, popisał się największą odwagą i umiejętnościami. I to się opłaciło – został nowym liderem rajdu.

Zgodnie z przewidywaniami, na trzeciej próbie dnia nie było ani śniegu, ani nawet deszczu, a droga w wielu miejscach była kompletnie sucha. Natomiast pojawił się inny problem – mianowicie, mgła. Nie jakaś łagodna, delikatna, a taka, która sprawiała, że fragmentami nie było widać zupełnie niczego. Zawodnicy co rusz zmieniali ustawienia świateł nie mając pojęcia, jak mają sobie z tym poradzić. Toczyli się wręcz po odcinku, będąc bardzo ostrożnymi z gazem. Niektórzy potrafili wyjeżdżać poza drogę nawet na prostych odcinkach. Próba padła łupem Sebastiena Ogiera i Vincenta Landais. Natomiast drugi był… Solberg i Edmondson, tracąc do zwycięzców zaledwie 7 sekund. Różnice w czołówce znów były ogromne… a próba koniec końców została przerwana czerwoną flagą.

Za wcześnie na rozstrzygnięcia, ale…
Ktoś powie, że za nami dopiero trzy odcinki specjalne. Mamy przed sobą jeszcze trzy dni rywalizacji, setki kilometrów. I to wszystko prawda. Natomiast nie możemy ot tak przejść obojętnie obok tego, co się dziś wydarzyło. Nie możemy jednak zlekceważyć różnic, które dziś powstały. Prowadzący w rajdzie Solberg ma 44,2 sekundy przewagi nad drugim Evansem. Nad trzecim Ogierem to 1 minuta i 9 sekund. Są to jednak różnice, które w normalnych warunkach są niemożliwe do zniwelowania. I mało istotne, jak wiele kilometrów pozostaje do końca. Jeśli w dalszej części rywalizacji warunki będą względnie równe, wyniki w tegorocznym Rajdzie Monte Carlo mogą być sensacyjne.
Wyniki po OS3*:
*niepełne – przed nadaniem czasów przez sędziów po wprowadzeniu czerwonej flagi na OS3

Zdjęcie główne: TGR WRT Media / McKlein