Spis treści:
- Kolejna odsłona dominacji Toyoty?
- Rajd Safari – układ weekendu
- Kontrowersje w Formule 1
- Weekend sprinterski w Chinach
Sezon WRC się rozkręca
Dwie pierwsze rundy sezonu WRC przyniosły nam sporo emocji. Najpierw oglądaliśmy niesamowite zwycięstwo Olivera Solberga i Elliotta Edmondsona w Rajdzie Monte Carlo, następnie bardzo pewny triumf Elfyna Evansa i Scotta Martina w Rajdzie Szwecji. Obie te imprezy stały pod znakiem absolutnej dominacji Toyoty. Wyłącznie zawodnicy japońskiego producenta stawali w sezonie 2026 na podium. Na wyobraźnię działa fakt, że mowa tutaj o wszystkich pięciu załogach reprezentujących Toyotę – wszystkie stały już na podium!

Czy akurat podczas Rajdu Safari ten trend może się zmienić? Nic na to nie wskazuje – od momentu powrotu Kenii do kalendarza WRC, czyli od sezonu 2021, imprezę tę wygrywała wyłącznie Toyota. Kolejnym argumentem za japońskim zespołem jest to, że przyjeżdżają na Rajd Safari w absolutnie najmocniejszym składzie. Oznacza to, że oprócz Elfyna Evansa, Olivera Solberga, Takamoto Katsuty i Samiego Pajariego w GR Yarisie Rally1 zobaczymy również Sebastiena Ogiera. Możemy spodziewać się w Kenii sporych emocji, natomiast… czy znów nie będą to emocje związane wyłącznie z walką wewnątrz Toyoty?
Najtrudniejszy rajd sezonu WRC?
Rajd Safari 2026 odbędzie się w dniach 12-15 marca a jego bazą tradycyjnie jest Naivasha. Czy jest to najtrudniejsze wyzwanie w sezonie WRC? Można by na ten temat spekulować. Przypomnijmy sobie, jak niewiarygodnie trudne było w tym sezonie Monte Carlo. Pamiętajmy jak wymagający potrafi być chociażby Rajd Akropolu i jak skomplikowany w minionym roku okazał się Rajd Arabii Saudyjskiej. Rajd Safari z całą pewnością jest imprezą bardzo trudną i specyficzną. Kamienie, dziury, dzikie zwierzęta, nie mówiąc nawet o potencjalnym deszczu i błocie, w którym zagrzebują się auta. Kenia to wyjątkowe miejsce na rajdowej mapie świata, natomiast nie da się w tym momencie stwierdzić jednoznacznie, że jest to najtrudniejsza impreza w kalendarzu WRC.

Organizator przygotował dla zawodników 20 odcinków specjalnych o łącznej długości przeszło 350 kilometrów. Rywalizacja tradycyjnie rozpocznie się czwartkowego popołudnia. Natomiast nie rozpocznie się jak w latach ubiegłych od superoesu Kasarani, a od dwóch „prawdziwych” oesów. Najdłuższym dniem rywalizacji będzie piątek, kiedy to zawodnicy pokonają przeszło 137 kilometrów odcinków specjalnych. Również w piątek zawodnicy przejadą najdłuższy oes rajdu – ponad 25-kilometrową próbę Loldia. Zwycięzców poznamy w niedzielę w okolicach godziny 12:00 czasu polskiego.
Formuła 1 przenosi się do Chin
Dopiero co zakończył się wyścig o Grand Prix Australii inaugurujący sezon F1, a zespoły już w pośpiechu się pakowały i ruszały w kierunku Chin. Podobnie jak przed rokiem, to właśnie w Szanghaju odbędzie się druga runda sezonu – ponownie zaledwie tydzień po inauguracji w Melbourne. W najlepszych nastrojach w tę podróż udali się członkowie zespołu Mercedesa. Ich kierowcy najpierw zdominowali kwalifikacje a następnie podwójnie wygrali wyścig. Choć na dobrą sprawę ich przewaga nad Ferrari była mniejsza, niż się spodziewaliśmy i gdyby nie błędy strategiczne… kto wie?

Grand Prix Chin będzie drugą odsłoną rywalizacji bolidów nowej generacji. To kwestia, która wywołuje w środowisku ogromne kontrowersje. Królowa motorsportu wygląda już zupełnie inaczej i trzeba się do tego przyzwyczaić. Zbieranie energii poprzez odpuszczanie na prostych i drastyczne spadki prędkości to coś, co nie wygląda najlepiej. Przynajmniej na onboardach, natomiast Formuła 1 chyba zrozumiała już to, że takich ujęć nie należy pokazywać zbyt często. A już na pewno nie w sekcjach, w których bolidy zbierają energię.
Spodziewamy się lepszego?
Jeśli natomiast patrzeć wyłącznie z zewnątrz, nowa F1 może być naprawdę ciekawa. Jeśli zapomnimy na moment o tym, co generuje te emocje i przymkniemy oko na różne strategie odnośnie zbierania i wykorzystywania energii, ta rywalizacja może się podobać. I pokazało to pierwszych kilkanaście okrążeń wyścigu o Grand Prix Australii. Nowa Formuła 1 jest inna, natomiast osobiście uważam, że może być bardzo ciekawa i powinniśmy dać jej szansę. Nie będzie to proste, ale jednak – przecież innego wyjścia nie ma.

W Chinach czeka na nas pierwszy weekend sprinterski sezonu. Jeśli ktoś potrzebuje czasu na to, aby popracować jeszcze nad swoim bolidem i w spokoju zająć się ewentualnymi problemami, to w Szanghaju tego nie dostanie. W trakcie całego weekendu odbędzie się tylko jedna sesja treningowa. W porównaniu do Australii, chińska rywalizacja będzie się odbywała w o wiele lepszych godzinach. Piątkowe kwalifikacje do sprintu odbędą się bowiem o godzinie 8:30 czasu polskiego. 4 rano w sobotę to sprint, zaś 8:00 to początek kwalifikacji do wyścigu głównego. Wreszcie, 8:00 w niedziele to start wyścigu o Grand Prix Chin. Śledzenie rywalizacji w ten weekend będzie zatem zdecydowanie mniej wymagające.
Zdjęcie główne: Jaanus Ree / Red Bull Content Pool