Odeszła legenda. Pokazał piękno motorsportu nawet tym, których to kompletnie nie interesowało…

Odeszła legenda. Pokazał piękno motorsportu nawet tym, których to kompletnie nie interesowało…

Odeszła legenda. Pokazał piękno motorsportu nawet tym, których to kompletnie nie interesowało…

Podaj dalej

Ken Block nie żyje. Europa obudziła się o poranku i każdy pasjonat motoryzacji – i zresztą nie tylko – jako jedną z pierwszych informacji zobaczył to, że Block zginął w wypadku. Amerykanin został przygnieciony przez swój skuter śnieżny podczas zjazdu ze stronnego zbocza. Służby podają, że zmarł na miejscu. Miał żonę oraz trójkę dzieci. Pokazał piękno motorsportu nawet tym, których na co dzień kompletnie to nie interesowało… Świat go kochał.

„Ken był wizjonerem, pionierem i ikoną. Ale, co najważniejsze, był ojcem oraz mężem” – pisze pogrążony w żałobie team „Hoonigan”. To właśnie w Hoonigan Racing Division Block stworzył projekty, o których inni nawet by nie pomyśleli. Wizjoner, pionier, ikona. Przerobione Can-Amy i skutery śnieżne. Nowoczesne, agresywne odmiany Coswortha WRC, Forda F-150, Mustanga, Escorta, Raptora… przerobione Subaru, elektryczne Audi S1… skutery wodne, łodzie, można tak wymieniać w nieskończoność. Block skupiał się na projekcie i doprowadzał go do samego końca, tworząc cuda współczesnej techniki.

Ciężko byłoby wymienić wszystko, czego dokonał Ken. Był współzałożycielem firmy DC Shoes, startował w rajdach samochodowych, rallycrossie, brał udział w zawodach motocrossowych, na snowboardzie, czy skateboardzie. Rządził też samym Hooniganem. Brał udział w X Games, WRC, World RX, był gwiazdą YouTube, pojawiał się w Top Gear, był twarzą wielu gier o tematyce motoryzacyjnej. Jak zaznaczyłem przed momentem – można by tak wymieniać w nieskończoność.

Od 1 stycznia takie wyprzedzanie jest zakazane? Przepisy mocno zmieniły się w tym zakresie?

Block był osobą, która pokazała świat motoryzacji i motorsportu tym, których to nie interesowało. Jego dzieła docierały nie tylko do motoryzacyjnych geeków. Mam wrażenie, że oglądał je każdy. Nawet ci, których samochody na co dzień kompletnie nie interesują. Był gwiazdą wszędzie, gdzie się pojawiał. Block nie musiał wygrywać, nie musiał stawać na podium. Samą swoją obecnością i tak budził największe zainteresowanie. Był kimś, kto wybiegał daleko poza ramy sportu samochodowego. Pokazał światu ten sport w swój sposób. Na swoich warunkach, tak jak on chciał.

Legenda…

Gymkhana, czyli jego dzieło, docierała do mas. Piąta odsłona, w której Block bawił się na ulicach San Francisco, ma w tym momencie 113 milionów wyświetleń w YouTube. Miliardy wyświetleń, globalna rozpoznawalność, status ikony, legendy – na zawsze. Kilka tygodni temu pojawiła się nowa Gymkhana, za kierownicą Subaru siedział Travis Pastrana, a ja napisałem wtedy…

Gymkhana od zawsze była czymś, co przyciągało ogromną uwagę. Filmami pasjonowali się nie tylko ci, którzy na co dzień interesują się motoryzacją. To pewnego rodzaju zjawisko socjologiczne, które zawsze przyciągało. To tak jak z piłkarskim mundialem – raz na cztery lata przed telewizorem zasiadają nawet ci, którzy na co dzień nie oglądają meczów. Jak z porządną filmową serią. Na co dzień do kina nie chodzisz… ale pojawiają się takie tytuły, które po prostu musisz zobaczyć na dużym ekranie.”

Taka od zawsze była Gymkhana. Nawet jeśli na co dzień kompletnie nie interesuje cię życie Kena Blocka, czy Travisa Pastrany, Gymkhanę po prostu trzeba zobaczyć. W sumie, to wystarczy tylko zadać sobie trudu i ją włączyć, bo obejrzenie jej do samego końca nie będzie jakimś szczególnie trudnym wyzwaniem. Cała ta akcja i „efekty specjalne” sprawiają, że nie da się oderwać wzroku od ekranu. I z tegoroczną Gymkhaną jest tak samo.”

1 stycznia zmieniły się przepisy. Kierowco, kara 7 tysięcy złotych, nawet jeśli nie jeździsz samochodem

Pokazał świat motorsportu całemu światu

Pod jednym z postów informujących o jego śmierci przeczytałem taki komentarz: „Podchodził do motorsportu ‚po amerykańsku’ – miało być widowiskowo i efekciarsko. Taki trochę aktor kina akcji wśród rajdowców” – napisał Pan Arek. I dokładnie tak było. W jego filmach nie chodziło o pokazanie stricte rajdowej techniki przejazdu „wyścigową linią”. Chodziło o to, aby było ogromne, wrzeszczące, kipiące mocą, dymem i strzałami z wydechu show.

To zawsze miała być rozrywka. Ludzie mieli siadać przed ekranami i zajebiście się bawić przez 10, czy 12 minut. Jego pokazy wystarczyło włączyć. Wystarczyło nacisnąć przycisk „play” i reszta była formalnością. Tego nie dało się wyłączyć w trakcie, bo po prostu robili to najlepiej na świecie. Nikt nie potrafił pokazać samochodów w taki sposób, jak Block i Hoonigan. Możecie sobie zadać trudu i obejrzeć wszystkie hollywoodzkie hity gdzie tematem numer jeden były samochody. I żadna scena nigdy nie będzie tam choćby w połowie tak dobra, jak Gymkhana.

Ken – a właściwie Kenneth, bo tak brzmi pełne imię – powiedział kiedyś, że w życiu najważniejsze jest to, aby być dumnym z tego co się robi. Od rzeczy najprostszej, do największego projektu – po prostu rób wszystko tak, aby być z tego dumnym. Aby na koniec dnia powiedzieć sobie z dumą… tak, to jest mój styl i tak to robię.

A robił „to” tak, że dziś żegna go cały świat.

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News