Nie diesel szkodzi na środowisko, nie samochody! Oto prawdziwy problem? Te dane są zatrważające!

Nie diesel szkodzi na środowisko, nie samochody! Oto prawdziwy problem? Te dane są zatrważające!

diesel benzyna środowisko klimat co2 emisja dwutlenek węgla ogrzewanie prąd elektrownie (3)

Podaj dalej

Czy zastanawialiście się kiedyś jak w rzeczywistości szkodliwy jest diesel? Jak w rzeczywistości szkodzą paliwa do naszych samochodów, a co za tym idzie, czy unijna nagonka jest potrzebna? To zależy z której strony popatrzymy na problem.

Diesel, benzyna, generalnie wszystko co związane z motoryzacją spalinową, jest zagrożone. Zastanawiam się jak bardzo w rzeczywistości te napędy są szkodliwe dla środowiska. W sieci dostępna jest cała masa kalkulatorów, które powiedzą nam jak wielkie generujemy zanieczyszczenie. Wyniki mogą nieco zaskakiwać.

diesel benzyna środowisko klimat co2 emisja dwutlenek węgla ogrzewanie prąd elektrownie
fot. pixabay

W 2000 roku hitem sprzedaży w Polsce był Fiat Seicento. Zakładając, że średni Polak w trakcie roku przejeżdża ok. 20 000 kilometrów, odpowiadałby w tym przypadku za emisję 3,15 ton CO2 do atmosfery. Do 2005 roku gusta polskich kierowców nieco się zmieniły. Najchętniej wybieranymi autami były Skoda Fabia i Fiat Panda. W przypadku obu tych aut przeciętny kierowca odpowiadałby za emisję ok. 3 ton CO2.

Rok 2010 to dominacja sprzedażowa Skody Octavii. Emisja nieco ponad 3,3 ton itd. Generalnie takim kalkulatorem można by się bawić bardzo długo i sprawdzać wartości dla poszczególnych samochodów, roczników, wersji silnikowych… wiele zależy też od tego jak jeździmy, czy ekonomicznie, czy nie. Różnych zmiennych może być tutaj bardzo dużo. Natomiast wydaje się, że możemy ustalić, że średnia emisja CO2 na jednego kierowcę rocznie to jakieś… 3,2 tony.

diesel benzyna środowisko klimat co2 emisja dwutlenek węgla ogrzewanie prąd elektrownie
fot. pixabay

To dużo, czy mało?

Jak wygląda temat np. jeśli chodzi o ogrzewanie domu? Średnia powierzchnia użytkowa domu w Polsce to ok. 142 metry kwadratowe. Załóżmy, że mamy do czynienia z budynkiem dobrze izolowanym cieplnie, rodziną 4-osobową, która używa wody w standardowy sposób. W takim przypadku średnia polska rodzina odpowiedzialna jest za emisję… 12 ton CO2, jeśli ogrzewa dom węglem – co jest u nas standardem. Jeśli jest to np. gaz ziemny, czy olej opałowy, emisja spada do ok. 6 ton rocznie. Oczywiście wystarczy przestawić kilka wartości – np. te, że budynek jest słabo izolowany cieplnie, a rodzina zużywa więcej wody i automatycznie robi się 18 ton…

fot. pixabay

A zatem przyjmijmy, że przeciętny dorosły człowiek ma przeciętny samochód, który odpowiada za emisję ok. 3,2 tony CO2 rocznie. Do tego mieszka w przeciętnym domu zużywającym 12 ton, więc na osobę dorosłą wyjdą jakieś… powiedzmy 4 tony. To daje nam około 7,2 ton rocznie z użytkowania samochodu i domu. W sumie moje wyliczenia mogłyby się zgadzać.

Przeciętna osoba w Unii Europejskiej generuje jakieś 8,4 tony CO2 rocznie. Wiadomo, że ogrzewanie domu i samochód to nie wszystko. Z drugiej strony Polska ma poważne zaległości jeśli chodzi o politykę energetyczną, klimatyczną. Filarem jest u nas węgiel, co pod kątem środowiskowym jest niezbyt korzystne.

Po raz kolejny – czy to dużo?

Teraz przenieśmy się na kompletnie inne rejony. Co z samolotami? Weźmy za przykład jeden, standardowy lot – Warszawa – Londyn. Szybki wypad, lot w dwie strony, klasa ekonomiczna. I otóż okazuje się, że w trakcie takiej operacji, łącznie w przeciągu 5 godzin lotu, emisja CO2 na jednego pasażera wynosi jakieś… 552 kg. 0,5 tony.

Przeciętny samochód spalinowy odpowiada za jakieś 9 kg CO2 dziennie. Jeśli lecisz samolotem, ty, jako jeden pasażer, do Londynu i z powrotem, odpowiadasz za 552 kg CO2 na przestrzeni kilku godzin. Nie będę tu nawet się zagłębiał w jakieś dalsze loty. Lecąc na wakacje na Zanzibar w dwie strony odpowiesz za emisję 2,2 ton CO2 – tylko ty, jeden pasażer. A leci ich 300, albo i więcej. Zbliżamy się w rejony, które samochód produkuje w trakcie całego roku. Widzicie tę różnicę? O czym my tutaj w ogóle mówimy?

diesel benzyna środowisko klimat co2 emisja dwutlenek węgla ogrzewanie prąd elektrownie
fot. pixabay

Jasne, mówi się o tym, że lotnictwo też musi się zmienić. „Interia” podaje, że w najbliższych 5 latach branża ma się skupić na paliwach syntetycznych i biopaliwach, później może też wodorowych. Następnie ma nadejść czas na nowoczesne technologie hybrydowe, bądź też plazmowe. Generalnie – coś ma zostać zmienione, coś poprawione… ale jeszcze nie wiadomo co i kiedy. Teraz zestawmy to z codzienną, agresywną nagonką na samochody spalinowe i planami całkowitej ich eliminacji rozłożonymi na konkretne lata. No cóż – nie uważam, aby było to uczciwe.

Nie ma ratunku?

A teraz zestawmy wszystkie te dane z tym, co podaje „myclimate”. Aby zatrzymać zmiany klimatyczne według ich wyliczeń każda osoba powinna być odpowiedzialna za emisję maksymalnie 600 kg CO2 rocznie. Jest to – przynajmniej na ten moment – nierealne. Ekolodzy powiedzą, że wystarczy przejść na prąd. Elektryczne samochody, elektryczne ogrzewanie itd. No tak – ale skąd weźmie się ten prąd?

fot. pixabay

Prąd weźmie się z elektrowni. Według specjalistów można by bardzo łatwo zmniejszyć emisję CO2 nawet o 30%! Jak to zrobić? Zamknąć elektrownie opalane węglem. Za 75% emisji CO2 spośród wszystkich elektrowni ma odpowiadać tylko tych pięć największych – Taichung, Taean, Dangjin, Vindhyachal oraz… Bełchatów. To elektrownia emitująca najwięcej dwutlenku węgla na świecie i zarazem najmniej efektywna – wszystkiego tego dowiadujemy się z artykułu Michała Roleckiego na portalu „Focus” z sierpnia tego roku.

Bełchatów odpowiada za emisję 37,6 megaton CO2 rocznie. Kopalnie z miejsc 4-10 to zakres od 31 do 26 megaton. Na liście mamy aż 8 kopalni azjatyckich i 2 europejskie. Oprócz Bełchatowa jest to… niemieckie Niederaussem. Zaraz, czy to przypadkiem nie niemieccy politycy każą nam zamykać nasze kopalnie i „ogarnąć” się z naszą polityką klimatyczną? No tak – normalne.

Podsumowując…

Do czego zmierzam. Nie da się ot tak nagle sprawić, że przestaniemy emitować CO2. Samochody spalinowe są w tym wszystkim tak naprawdę kroplą w morzu potrzeb. Już pomijając fakt, że samochody elektryczne na ten moment niewiele zmieniają – a już na pewno nie w krajach opartych o węgiel.

fot. pixabay

Co to wszystko da? Co da nam to, że samochody spalinowe znikną z dróg? Wszyscy przejdziemy wyłącznie na prąd? Automatycznie sprawiając, że elektrownie będą emitowały kilkukrotnie więcej CO2, aby zaspokoić nasze potrzeby? Kolejny raz za artkułem „Focus” – sam Bełchatów odpowiada za 20% energii elektrycznej używanej w Polsce. Kto przyjdzie i ot tak zamknie to miejsce?

Chodzi mi o to, że tych zmian nie da się wykonać ot tak, niczym za dotknięciem magicznej różdżki. Jeśli ktoś realnie chciałby wpłynąć na klimat, zmiany musiałyby być gruntowe. Taki proces potrwałby co najmniej kilkadziesiąt lat. Większość krajów kompletnie nie jest na to gotowa. Zresztą, co z tego, że Europa się zmieni. To ledwie malutka cząstka naszego świata. W Azji nadal będzie hulaj dusza? Naprawdę – zostawcie w spokoju te samochody. One w tym wszystkim są tak naprawdę najmniejszym problemem…

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News