Spis treści:
- Małyszówka stała się ikoną
- Wygrał auto, ale musiał kupić inne – dlaczego?
Adam Małysz i Audi – jak to było?
Tradycyjnie, 6 stycznia, zakończyła się kolejna edycja Turnieju 4 Skoczni. Z ogromną przewagą zwyciężył Słoweniec Domen Prevc, a polscy kibice nie mieli zbyt wielu powodów do zadowolenia. Choć głównym partnerem turnieju od kilku lat jest Mitsubishi, zwycięzca nie otrzymał żadnego samochodu. A właśnie taka nagroda w formie nowego auta bywała w przeszłości w Polsce tematem numer jeden. Chociażby w 2001 roku, kiedy Adam Małysz wygrał w turnieju Audi A4 Quattro. Choć w zasadzie wygrać miał coś zupełnie innego… i nie do końca wszystko się wtedy udało.

Sezon 2000/2001 był dla Adama Małysza przełomowy. Forma Polaka nagle wystrzeliła, czego wyraźne objawy otrzymaliśmy podczas Turnieju 4 Skoczni. Już w 2001 roku Małysz wygrał konkursy w Innsbrucku oraz Bischofshofen – odpowiednio 4 i 6 stycznia. Zwycięstwa następnie posypały się lawinowo. Małysz nagle zaczął wygrywać wszystko. Wygrał Turniej 4 Skoczni, złoty medal na mistrzostwach świata w Lahti i Kryształową Kulę za triumf w pucharze świata. To właśnie wtedy wybuchła istna „Małyszomania” a skoczek narciarski z Wisły stał się idolem całego kraju na pokolenia.
Małyszówka – o co tu chodziło?
2001 rok – Małysz wygrywa konkursy w Innsbrucku i Bischofshofen i cały Turniej 4 Skoczni. W Polsce wybucha szaleństwo na jego punkcie. To był sukces, którego nie spodziewał się wówczas nikt – nawet sam Adam. Choć nagrodą za zwycięstwo miało być Audi TT Coupe warte ok. 80 tysięcy marek, organizatorzy już w trakcie rywalizacji zmienili zdanie. Za wygranie turnieju zawodnik miał jednak otrzymać o ok. 30 tysięcy marek tańsze Audi A4 B6 Quattro. Małysz wygrał turniej i po chwili pozował do zdjęć przy swoim nowym nabytku. W Polsce A4 B6 otrzymało wówczas ksywkę „Małyszówka”.

Rzecz w tym, że ten konkretny egzemplarz… nigdy do Małysza nie trafił. Wątpliwości zaczęły się już wtedy, kiedy Małysz chciał sprowadzić samochód do kraju. Jak sam stwierdził, pojawiły się „kłopoty celne”. „Orzeł z Wisły” tłumaczył, że różnego rodzaju opłaty, które musiałby za to zapłacić, pozwoliłyby na zakup dwóch takich aut już w kraju. Samochód został więc w Austrii. Na tym natomiast historia się nie kończy. Manager Polaka chciał odebrać samochód ze skoczni a następnie go zlicytować, na miejscu, w Austrii. Okazało się, że… była to atrapa bez silnika.
Małysz jednak w Audi wylądował. Jak?
Okazało się, że model pokazany na skoczni w Bischofshofen był tylko atrapą a Małysz miał sobie egzemplarz dla siebie dopiero zamówić. „Mimo wygranej i tak trzeba było kupić Audi, bo to, które wygrałem, zostało na miejscu” – mówił Małysz dla TVP Sport a jego słowa cytował „Przegląd Sportowy”. Legendarny skoczek z Wisły A4 B6 zatem tak czy inaczej sobie kupił. Zresztą, była to kwestia obietnicy, którą wcześniej złożył swojej żonie. Małysz zdecydował się wówczas na wersję z silnikiem 1.9 TDI o mocy 130 koni mechanicznych. Samochód odebrał w salonie w Bielsku-Białej.