Kajto: Nasze cele się nie zmieniają

Kajto: Nasze cele się nie zmieniają

Kajto: Nasze cele się nie zmieniają

Podaj dalej

6587 dni czekaliśmy na kolejny tytuł Rajdowych Mistrzów Europy dla Polaków. Kajto z Jarkiem przypieczętowali swój bardzo żwawy marsz po to trofeum, wygrywając legendarny Rajd Akropolu jako pierwsi Polacy w historii.

fot. FIA ERC
fot. FIA ERC

WRC: Jakie szanse przed sezonem dawałeś sobie na zdobycie mistrzostwa Europy?

Kajetan Kajetanowicz: Powiedzenie – mierz siły na zamiary – jest proste i mądre zarazem, ale co najważniejsze, przypominające o tym, że w życiu, na każdym jego etapie, potrzebna nam jest pokora. Bez niej łatwo się sparzyć albo rozczarować i w efekcie zdemotywować, zwątpić w siebie, a może nawet we wszystko. Z drugiej strony – trzeba marzyć, wysoko stawiać sobie poprzeczkę i starać się ją w końcu przeskoczyć. Gdybym nie wierzył w to, że stać nas na zdobycie tytułu, to oznaczałoby, że sam siebie oszukuję. A jaki wtedy byłby sens mojego udziału w FIA ERC? O tym, co możemy osiągnąć, wiele powiedział sezon 2014. Przed drugim rokiem startów w RME wiedziałem, co jeszcze chcę poprawić w swojej jeździe, w funkcjonowaniu całego zespołu i jak możemy spożytkować cenne doświadczenie z debiutanckiego sezonu. Świadomość wagi i rangi wyzwania, jakie postawiłem przed sobą i przed całą ekipą LOTOS Rally Team, tylko nas dodatkowo motywowała i nakręcała. Wierzcie mi, ale naprawdę fajnie jest pracować ze wspaniałymi ludźmi, mając świadomość, że dąży się do czegoś wielkiego. Nie każdy ma szansę na starty w mistrzostwach Europy i ta myśl pomagała mi wtedy, kiedy przychodziły trudniejsze momenty. Nie patrzyłem na walkę o tytuł przez pryzmat kalkulowania, lecz jak na szansę, do której wykorzystania jest potrzebna ogromnie ciężka praca, którą miałem zamiar wykonać, jak najlepiej potrafię. Kurczę, daliśmy radę. To mocne uczucie, Panie.

WRC: Jarek, można powiedzieć, że na tytuł mistrza Europy czekałeś od trzynastu lat. Odetchnąłeś z ulgą, gdy udało się wreszcie sięgnąć po to trofeum?

Jarek Baran: Można tak powiedzieć, choć nie mam wrażenia, że „czekałem” na ten tytuł. To raczej splot dobrych okoliczności dał mi drugą szansę, żeby skutecznie się na tym cyklu odegrać. W międzyczasie robiłem dużo fajnych rzeczy, które sportowo dały mi wiele satysfakcji i wiele mnie nauczyły. Choć jestem chyba ostatnią osobą, która może narzekać na brak sukcesów w tak zwanym międzyczasie, to z perspektywy prawie trzydziestu lat na prawym fotelu tytuł mistrza Europy jest dla mnie wyjątkowo cenny. Ulga nie jest tym, co poczułem, bo to znaczyłoby, że całe to nasze ściganie było czymś męczącym, czymś, co ma się skończyć jak najszybciej. A ja lubię jeździć samochodem rajdowym, prawidłowo mówiąc: lubię być wożony. W pierwszej chwili było raczej niedowierzanie, że to już się stało, ale to chyba normalna reakcja pod wpływem adrenaliny.

WRC: Który moment waszym zdaniem był kluczowy w drodze po tegoroczny tytuł?

KK: Każda minuta, od ubiegłorocznych przygotowań do Rajdu Janner, po ostatnie metry w Rajdzie Akropolu. Nie ściemniam J. Konsekwentnie dążyliśmy do celu w każdym rajdzie, każdego dnia między poszczególnymi rundami, ale także wiele miesięcy przed każdą z nich. Nie postrzegam tego sezonu w kategorii wielkiego przełomu czy wybitnie trudnych momentów, które mogą podłamać nawet największego twardziela. Gdy jesteś dobrze przygotowany i ciężko pracujesz, to twoja forma i możliwości ciągle ewoluują, zbliżając cię do celu. W takich momentach, jeżeli nie zaliczysz jakiegoś dramatu – potężnego dzwona, pożaru samochodu czy poważnej kontuzji itp., to wszystko systematycznie idzie w dobrą stronę. Oczywiście dużo zależy także od rywali i tego, jaką prezentują formę. Gdybym jednak miał wytypować kluczowy moment, to myślę, że był to początek drugiej połowy sezonu. W Estonii odzyskaliśmy prowadzenie po dobrej batalii z Aleksiejem Łukjaniukiem, a w Czechach powiększyliśmy naszą przewagę nad Craigiem Breenem. Pomimo że nie wygraliśmy akurat tych rajdów, to myślę, że z psychologicznego punktu widzenia miało to znaczenie zarówno dla Craiga, jak i dla mnie.

JB: Nie wiem, czy to był moment kluczowy ale bardzo ważny był nasz wynik w Rajdzie Estonii. Późno podjęliśmy decyzję o starcie, co było związane z niepewną sytuacją Rajdu Akropolu – musieliśmy planować nasze działania z dużym wyprzedzeniem, obawiając się sytuacji, w której zabraknie rajdu i punktów do zdobycia w końcówce cyklu. Późna decyzja oznaczała mniej czasu na przygotowanie. Estonia jest bardzo szybkim, specyficznym rajdem. Ma swoich lokalnych specjalistów i nie dawano nam dużych szans. Jak się okazało, nie było tak źle. Wynik dodał nam pewności, a punkty bardzo pozwoliły odzyskać prowadzenie w mistrzostwach.

WRC: Czy po zdobyciu mistrzostwa wyznaczyliście sobie nowe, kolejne cele?

KK: Tak naprawdę zdobyte mistrzostwo nie wpływa jakoś radykalnie na nasze cele. Te globalne, długofalowe się nie zmieniają – chcemy być coraz lepszym zespołem – w każdym aspekcie naszej działalności. Brzmi dyplomatycznie? Hmmm, ale to prawda i jestem pewien, że każdy z nas to potwierdzi. Domyślam się, że chodzi Wam przede wszystkim o cele sportowe. Tak, staram się przygotować taki program, który będzie korzystny dla nas i dla naszych partnerów. Chciałbym jeździć jeszcze szybciej i jak najlepiej wykorzystać auto, którym będziemy startować w sezonie 2016. Jeszcze za wcześnie, żebyśmy wiedzieli na 100 proc., gdzie pojedziemy i czy w ogóle J. Mam nadzieję, że tak, ale nigdy o tej porze roku tego nie wiedziałem i już się do tego przyzwyczaiłem. Innym moim celem, pośrednio związanym z jazdą oraz rozwojem, jest moje podejście do pracy. Pracuję z najlepszymi ludźmi, ale sądzę, że tak bardzo chcę uczestniczyć w tym, co robimy razem, że w pewnym sensie nie pozwalam, aby byli samodzielni. To moja duża wada, która kiedyś była zaletą, a teraz przy tak wielu obowiązkach po prostu nas ogranicza. Chciałbym to unormować, poświęcać więcej czasu rzeczom, których nikt za mnie nie zrobi, a pozostałe powierzyć ludziom, którym ufam i którzy zrobią je pewnie nie zawsze po mojemu, ale z pewnością bardzo dobrze.

CAŁY WYWIAD Z KAJETANEM KAJETANOWICZEM I JARKIEM BARANEM PRZECZYTACIE W 171 NUMERZE MAGAZYNU RAJDOWEGO WRC12241548_1062980150389586_6617989061267120820_n

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News