Całujcie się wszyscy w głowę

Całujcie się wszyscy w głowę

Całujcie się wszyscy w głowę

Podaj dalej

W środowisku kopaczy krąży powiedzenie, że każdy golkiper ma coś z głową. Kto normalny rzuca się bowiem na przedmiot zmierzający w jego kierunku z prędkością ponad 100 km/h? Futbolowi bramkarze chyba już tak mają, że po zakończeniu kariery ciągnie ich do nowych wyzwań.

Wczoraj przybliżaliśmy na naszych łamach motosportową przygodę jednego z najbardziej utytułowanych piłkarzy w historii polskiego futbolu. Jerzy Dudek swój rozbrat z futbolem potrafił zapełnić adrenaliną związaną z partyjką golfa oraz wyścigami w serii Volkswagen Castrol Cup oraz International Endurance Series. Cała historia zwycięzcy piłkarskiej Ligi Mistrzów dostępna jest we wpisie „Dudek Dance a później na tor„. Jeszcze bardziej utytułowanym bramkarzem jest kolejny maniak dużych prędkości. Fabien Barthez, bo o nim mowa, podobnie jak Jerzy Dudek przeszedł drogę od pucharów podnoszonych na murawie do zabawy za kierownicą szybkich samochodów. Zacznijmy jednak od początku.

Fabien Barthez zasłynął … swoją łysiną. Ale nie był on bohaterem uszczypliwości dotyczących ubogiej fryzury, a wręcz przeciwnie. W okresie największych sukcesów piłkarskiej reprezentacji Francji, głowa bramkarza Trójkolorowych uchodziła za pewnego rodzaju totem, który przynosił szczęście drużynie. W pamięci kibiców pozostanie na długie lata obrazek, na którym kapitan zespołu Laurent Blanc … całuje Bartheza w łysinę. Był to rytuał, który przyjął się na tyle mocno, że później wielu młodych chłopców na lokalnych podwórkach całęgo świata stawało na budzie imitując oczywiście francuskiego bramkarza, a drugi kolega całował dzieciaka w głowę. To była naprawdę duża siła symbolu, tym bardziej, że Trójkolorowi odnosili wówczas naprawdę imponujące sukcesy.

Warto wspomnieć chociażby zwycięstwo na własnej ziemi w mundialu zorganizowanym w 1998 roku, czy wywalczenie tytułu dwa lata później w mistrzostwach Europy, po dramatycznym pojedynku finałowym przeciwko reprezentacji Włoch. W roku 2003 Fabien Barthez miał okazję podnieść Puchar Konfederacji, który przyznawany jest zwycięzcy turnieju, w którym udział biorą m.in. mistrzowie poszczególnych kontynentów, aktualny mistrz świata oraz gospodarz kolejnego wydarzenia. Do dnia dzisiejszego Francuz jest mundialowym rekordzistą w ilości rozegranych meczów bez puszczonego gola (10). W swojej karierze grywał w klubach, które wówczas liczyły się w światowej stawce. Mowa tutaj m.in. o zespołach AS Monaco, Olympique Marsylia oraz oczywiście o ekipie Czerwonych Diabłów czyli Manchesterze United.

Po zakończeniu piłkarskiej kariery zajął się motoryzacją. A dokładniej motosportem. I nie były to jednorazowe wybryki ani nawet lipne wożenie się w tyle stawki podrzędnych serii wyścigowych. Fabien Barthez podszedł do sprawy bardzo poważnie i nie trzeba było długo czekać na pierwsze naprawdę spore sukcesy – Sporty motorowe fascynowały mnie właściwie od zawsze. Można powiedzieć, że moim marzeniem było sprawdzenie się w warunkach rywalizacji na torze, oczywiście za kierownicą naprawdę szybkiego samochodu. Na taką szansę musiałem czekać do zakończenia piłkarskiej kariery ale było warto. Wydaje mi się, że akurat w tym sporcie jest nieco inaczej niż w futbolu i na szczyt można wejść w dużo późniejszym wieku więc próbuję – komentował w sezonie 2013 najlepszy bramkarz Europy 1998 i 2000 roku.

Nie wiadomo czy pilot Bartheza, Morgan Moullin-Traffor przed każdym startem całował kierowcę w głowę, jednak zaczęli oni odnosić duże sukcesy we francuskiej serii GT, która należała do najmocniejszych w Europie. Rok po piłkarskim Euro, które organizowano na naszej ziemi, Fabien Barthez okazał się najlepszym kierowcą w stawce i o 21 oczek pokonał samego Jacquesa Villeneuve’a, który w przeszłości zwyciężał przecież w klasyfikacji generalnej … Formuły 1. Francuz zasiadał za kierownicą wartego milion złotych i rozpędzającego się do setki w trzy sekundy Ferrari 458 Italia.

W barwach zespołu Sofrev ASP Ferrari, Barthez ze swoim pilotem zwyciężyli w czterech wyścigach, a siedem razy stawali na podium.

To jednak nie zadowoliło wówczas 42-letniego Bartheza i kolejnym wyzwaniem stało się ukończenie 24-godzinnego wyścigu Le Mans. W tej prestiżowej imprezie zadebiutował w 2014 roku w barwach zespołu Team Sofrev i dojechał do mety na 29. miejscu w generalce. W roku 2017 przystąpił do rywalizacji po raz trzeci w karierze, a rok wcześniej już jako członek zespołu Panis-Barthez Competition, dzielił samochód z Timothe Buretem oraz Chatinem Paulem-Loupem. Ekipa zajęła bardzo dobre dwunaste miejsce, tracąc do zwycięzców 37 okrążeń i odwiedzając pitstop 33 razy.

Motosportowych przygód najlepszego bramkarza przełomu tysiącleci było oczywiście dużo więcej, bo miewał on jeszcze epizody m.in. w Porsche Carrera Cup, THP Spider Cup, Bioracing Series, Caterham Sigma Cup France oraz Blancpain GT Series Sprint Cup. Pomimo 46 wiosen na karku nie powiedział on jeszcze ostatniego słowa i bardzo możliwe, że w przyszłości młodsi kibice będą go kojarzyli już głównie z sukcesów odnoszonych za kierownicą samochodu. W gronie bardziej doświadczonych koneserów sportowego widowiska na zawsze pozostanie wizerunek Fabiena Bartheza całowanego w głowę oraz podnoszącego puchar przeznaczony dla najlepszej reprezentacji na świecie.

Tagi: Fabien Barthez, Le Mans

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News