Spis treści:
- Sytuacja w punktacji WRC
- Katsuta i Pajari – to nie ten poziom?
- Solberg obudził się za późno
- Ogier sam wypisał się z walki
- Losy mistrzostwa rozstrzygnięte?
Walka o tytuł w WRC – tak blisko, a jednak tak daleko
Po Rajdzie Finlandii Elfyn Evans i Scott Martin nadal są liderami punktacji WRC. Brytyjczycy zgromadzili do tej pory 201 punktów. Drugie miejsce zajmują Sami Pajari i Marko Salminen, zaś trzecie Takamoto Katsuta i Aaron Johnston – ich strata do liderów wynosi odpowiednio 30 oraz 41 punktów. Rzecz w tym, że ani jednych, ani drugich, my tak naprawdę nie traktujemy jako poważnych rywali dla Brytyjczyków w walce o tytuł. Choć różnice punktowe nie są jakieś ogromne, bufor Evansa i Martina wydaje się jednak raczej bezpieczny.

Na tak imponujący dorobek Katsuty składają się wygrane w Safari i Chorwacji. Przepraszam, być może zabrzmi to niesprawiedliwe, natomiast były to zwycięstwa przypadkowe. Pisałem o tym otwarcie już wiele miesięcy temu i kolejne rajdy to niestety potwierdziły. Katsuta nie jest kierowcą z tempem do walki o tytuł. W minionych sześciu rundach sezonu tylko raz stał na podium, popełniał za to wiele błędów. Wyprzedził go w końcu Pajari, który wygrał dwa ostatnie rajdy WRC – Estonię oraz Finlandię. Tutaj nie ma mowy o przypadku, jednak mowa jest o czymś zupełnie innym – to dwa „domowe” rajdy Samiego. On w innych imprezach nie miał i nie będzie miał aż tak imponującego tempa – zwłaszcza, że będzie drugi na trasie i będzie czyścił drogę.
Bez szans na tytuł?
Oczywiście nie oznacza to, że Katsuta i Pajari są absolutnie bez szans na tytuł. Evans może przecież popełniać do końca sezonu błędy, a oni mogą dojeżdżać do mety z dobrymi zdobyczami punktowymi i to wystarczy. Chodzi mi o to, że jest to bardzo mało prawdopodobny scenariusz. W równej walce i bez jakichś spektakularnych pomyłek Evansa, nie sądzę, aby Fin i Japończyk byli w stanie go dogonić. Głównego zagrożenia dla Walijczyka upatrywaliśmy bowiem w kimś zupełnie innym – w tych, którzy są odpowiednio na czwartym i piątym miejscu w punktacji WRC.

Oliver Solberg się obudził, ale na jego nieszczęście, doszło do tego chyba trochę za późno. 45 punktów straty – to jednak bardzo dużo. Owszem – w Ameryce Południowej Szwed będzie miał lepszą pozycję startową i będzie mógł ją wykorzystać. Natomiast to nie rozwiąże sprawy. Oliver do końca sezonu musiałby jechać krystalicznie czysto, a przy tym nieziemsko szybko – musiałby wygrywać rajdy i liczyć na to, że Evans będzie dużo tracił otwierając drogę. Szczerze powiedziawszy – ewentualny tytuł Solberga i tak uważam w tym momencie za bardziej prawdopodobny, niż ten Pajariego, lub Katsuty. Choć nadal – jest to scenariusz raczej z gatunku tych mało realnych.
Mistrz WRC wypisał się z walki?
Piąty w tabeli jest Sebastien Ogier – Francuz, który przed Rajdem Finlandii wymieniany był jako główny rywal Evansa w walce o tytuł. Rzecz w tym, że jadąc na pewnym prowadzeniu, Ogier wypadł z drogi i nie ukończył dziesiątej rundy sezonu. Nie dopisał na swoje konto żadnego dorobku i strata w mistrzostwach świata powiększyła się do 62 punktów. Seb na dobrą sprawę może sobie odpuścić starty w dalszej części sezonu. Nie ma takiej możliwości, że wszyscy jego czterej koledzy z Toyoty nagle dostaną jakiegoś zaćmienia i na masową skalę zaczną popełniać błędy. Tym bardziej, że w pięciu rundach sezonu od Wysp Kanaryjskich do Estonii Ogier odrobił do Evansa zaledwie 14 punktów. Statystycznie, to niecałe 3 punkty na rajd.

Sytuacja Evansa nie jest jeszcze komfortowa. On nadal musi mieć się na baczności – nadal musi zachowywać koncentrację i ograniczać straty wynikające z otwierania drogi. Jego przewaga nie jest ogromna, natomiast jest ona w miarę bezpieczna. Jeśli Walijczyk nie zrujnuje tego wszystkiego w jakiś spektakularny sposób, będzie w tym sezonie mistrzem świata. W końcu – po tylu latach oczekiwania, po pięciu tytułach wicemistrza, w tym roku to może się udać. Najgroźniejszy rywal jest praktycznie zneutralizowany – kiedy to ma się udać, jeśli nie teraz?
Zdjęcia: Jaanus Ree / Red Bull Content Pool