Advertisement

5 rzeczy, które najbardziej polubiłem w nowym Volvo S60 T5 R-Design

5 rzeczy, które najbardziej polubiłem w nowym Volvo S60 T5 R-Design

Podaj dalej

Na początku maja na zaproszenie Volvo Car Poland udałem się skoro świt do stolicy, gdzie miała miejsce prezentacja nowego Volvo S60. Po wspólnym śniadaniu i pysznej kawie ruszyliśmy w stronę Toru Łódź, gdzie mieliśmy przyjemność sprawdzić mniejszego brata S90 w bojowych warunkach.

fot. Dominik Kalamus

Instruktorzy bezpiecznej jazdy pracujący na Torze Łódź przygotowali dla nas tego dnia trzy główne „atrakcje” – hamowanie na płycie poślizgowej z ominięciem przeszkody, hamowanie na płycie poślizgowej w zakręcie i jazda po pełnej nitce toru.

Choć tego dnia pokonałem tylko trasę Warszawa – Łódź – Warszawa, udało mi się dość dobrze poznać nowe S60 T5 R-Design. Głównie dzięki dwóm godzinom spędzonym w samochodzie na torze.

Co polubiłem w nim najbardziej? Poniżej lista pięciu rzeczy, które w nowym Volvo S60 zrobiły na mnie największe wrażenie.

Stanisław Dojs, PR Manager Volvo Car Poland o najnowszym Volvo S60:

Z przodu „muzeum”, z tyłu liceum

fot. Dominik Kalamus

To powiedzenie zazwyczaj idzie zupełnie odwrotnie, ale nie w tym przypadku. Przód Volvo S60 jest nam bowiem dobrze znany i przypomina pozostałe konstrukcje z najnowszej linii projektowej. Nie ma w tym nic złego, ale jest równoznaczne z tym, że to właśnie tyłek nowego S60 będzie kradł spojrzenia przechodniów.

Dawno nie widziałem sedana, który mógłby pochwalić się tak zgrabną i agresywną linią nadwozia. Delikatna lotka umieszczona na klapie bagażnika podkreśla sportowy charakter S60, ale nie krzyczy do wszystkich „właśnie wyszedłem z siłki i chętnie skopałbym komuś tyłek”. Jak przystało na Volvo, znajdziemy tu idealne proporcje między elegancją, a sportowym zadziorkiem.

fot. Dominik Kalamus

Ameryka, gwiaździsty sztandar
Czujesz klimat, na pewno tak

Już Muniek śpiewał o tym, że wszystko co ze Stanów z założenia będzie fajniejsze. Najlepszy keczup na świecie, na luzie zawodnicy, możesz być anarchistą. Co prawda nie powinno mnie to w ogóle obchodzić, ale… nowe S60 jest pierwszym Volvo produkowanym w Stanach Zjednoczonych. Prawda, że cool?

Mamy więc szwedzki samochód w rękach Chińczyków, którego produkcja przeniesiona została do USA. Gdy porozmawiamy z przedstawicielami Volvo, ci nie kryją, że samochód powstał głównie z myślą o rynku amerykańskim.

fot. Dominik Kalamus

Keep pushin’

Po udanym wprowadzeniu na rynek płyty podłogowej SPA, na której oparte są wszystkie najnowsze i odnoszące największe sukcesy konstrukcje (XC90, S90, XC60), Volvo nie osiadło na laurach i modelem S60 postanowiło podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej.

Kto przyglądał się z bliska modelowi S90 mógł zauważyć nienaganny styl, pięknie komponujące się na desce rozdzielczej drewno, czy świetnej jakości skóry. Jeśli spędziliście jednak z najnowszym S90 chwilę dłużej, mogliście doszukać się pewnych nieścisłości. Nie wiem, jak będzie z S60, gdyż jak wspomniałem, spędziłem w nim zaledwie pół dnia, ale nauczony obcierkami z S90 zwróciłem uwagę na wykończenie najmniejszych detali i tutaj wydaje się, że poczyniony został kolejny krok w dobrą stronę.

fot. Dominik Kalamus

Za kierownicą S60 czujemy się przyjemnie, a deska rozdzielcza i wszystkie pozostałe elementy kokpitu zdają się tworzyć jedną zwartą całość. Mimo mniejszych rozmiarów samochodu udało się upakować wszystkie elementy tak, by wciąż pozostawić kierowcy wrażenie otaczającej go przestrzeni.

Sportowy pazur Volvo S60

Tor Łódź swoją charakterystyką bardziej przypomina odcinek specjalny Rajdu Wisły, niż tor wyścigowy z prawdziwego zdarzenia. Dlatego też jazda najnowszym Volvo S60 po jego nitce nie należała do najprzyjemniejszych. Obiekt w Łodzi ma niecałe 2 kilometry i 17 zakrętów, więc de facto cały czas musimy kręcić kierownicą w ciasnych i wolnych zakrętach. Dużo lepiej bawiłem się za kierownicą gokarta, ale o tym później.

fot. Dominik Kalamus

Niemniej, chętnie wypróbowałbym nowe Volvo S60 na torze z prawdziwego zdarzenia. Już w Łodzi dało wyczuć się, że samochód ma potencjał do sportowej jazdy i jestem przekonany, że na Torze Poznań moglibyśmy spędzić wspólnie parę upojnych godzin.

Nowe Volvo ma bardzo precyzyjny i wręcz proszący się o delikatne traktowanie układ kierowniczy. Mimo to, nawet podczas agresywnej jazdy wszystkie informacje otrzymujemy od razu i wiemy, jak zachować się, aby nie wylecieć z toru jazdy.

Hamowania, poślizgi, instruktorzy

Przyznam szczerze, nie miałem wcześniej możliwości sprawdzenia się na płytach poślizgowych pod okiem instruktora. Nie wiedziałem do końca czego się spodziewać. Myśl o ewentualnej porażce sprawiała, że moje dłonie zaczynały wydzielać więcej potu niż zwykle.

Pierwsza próba polegała na wjechaniu na prostokątną płytę poślizgową z prędkością 60-65 km/h, gwałtownym hamowaniu i wyminięciu przeszkody. Wyobraźcie sobie, jaką ulgę poczułem, gdy okazało się, że tak naprawdę niewiele muszę robić. Kopnięcie pedału hamulca, lekki skręt kierownicą i systemy zrobiły całą robotę za mnie. Sytuacja była bardzo podobna w przypadku awaryjnego hamowania na zakręcie – przysięgam, chyba nawet małpa dałaby radę.

Ostatnie na liście zadań były przejazdy po pełnej nitce Toru Łódź. Jak wspomniałem, nawet niewielkim hot-hatchem będzie tutaj nieco… ciasno. Ciężko w tak krótkich odstępach i ciasnych zakrętach poszukać limitu opon i samochodu. Jednak mimo wszystko odniosłem wrażenie, że S60 T5 R-Design bardzo chciał. Na większym obiekcie z pewnością spędzilibyśmy razem mnóstwo czasu.

fot. Dominik Kalamus

Do tego został stworzony ten tor

Po zakończonych jazdach testowych Volvo przygotowało dla zebranych na torze dziennikarzy małą niespodziankę. Wszyscy chętni mogli sprawdzić się za kierownicą wyczynowego gokarta Parolin z silnikiem 125 cm3.

Po pierwsze – ogromny szacunek dla wszystkich młodziutkich kierowców. Ścigać się za kierownicami tych małych potworów w stawce liczącej często ponad 20, czy 30 zawodników… Ogromne brawa dla Was!

Jeśli można w jakiś sposób porównać wyczynowego karta do tego, czym wszyscy mamy okazję pojeździć na hali, czy pod supermarketem. Gdy w normalnym gokarcie dojdziesz do limitu prędkości, tutaj wciskasz pedał gazu i wciąż przyspieszasz szybciej, niż gokartem halowym od zera. Prędkość, z jaką możemy obcierać naszym tyłkiem po torze w każdym z zakrętów również robi ogromne wrażenie. Jeśli kiedyś będziecie mieli okazję wskoczyć do wyczynowego karta, nie wahajcie się ani chwili! 

Dołącz do dyskusji

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News