Rajd zupełnie inny niż wszystkie, które znałem

Rajd zupełnie inny niż wszystkie, które znałem

25 interakcji

Podaj dalej

Kilka dni temu miałem możliwość brać udział w 1 Rajdzie Polski Nowych Energii. Po raz kolejny przekonałem się o tym, że receptą na pozytywne wspomnienia nie są odcinki ani auta, tylko wyjątkowi ludzie.

Kolejny sierpniowy wieczór spędzałem w garażu u znajomego, pracując przy swojej Astrze, która ma wkrótce wrócić na rajdowe trasy. Mój telefon co jakiś czas wibrował, informując o kolejnych powiadomieniach. W pewnym momencie wziąłem go do ręki i zacząłem je czytać.

Minutę później na firmowym czacie pojawiło się pytanie: Kto chce wziąć udział w Rajdzie Polski? Potrzebna jest załoga. Bez większego zastanowienia zgłosiłem się w roli kierowcy. Kamil równie szybko zaklepał prawy fotel. Wtedy jeszcze nie mieliśmy pojęcia, gdzie tak właściwie jedziemy i po co. Liczyło się to, że jedziemy na rajd.

Fot: Agnieszka Wołkowicz

Rajd Polski Nowych Energii

Właściwie dopiero na drugi dzień dowiedzieliśmy się, że nie chodzi o tradycyjne rajdowanie. Wizja samochodu funkcyjnego na szutrach szybko poszła w zapomnienie. Okazało się, że weźmiemy udział w rajdzie na regularność, w dodatku jadąc samochodem elektrycznym należącym do firmy GO+EAuto. Czy czułem rozczarowanie? Ależ skąd! Wiedziałem, że runda Mistrzostw Świata będzie wymagająca i że będzie to dla mnie zupełnie nowe i ciekawe wyzwanie.

Fot: Agnieszka Wołkowicz

Początek rajdu

W środę wcześnie rano wyruszyliśmy do Wieliczki, gdzie znajdowała się baza rajdu. Wiedzieliśmy, że na miejscu będą na nas czekać ludzie z GO+ EAUTO i przekażą nam samochód na najbliższe dni. Trafił nam się Fiat 500e. Dostaliśmy kluczki, dokumenty i pojechaliśmy na BK. W tym momencie już wiedzieliśmy, że ten wyjazd będzie dla nas mega pozytywny. I bynajmniej nie z powodu elektrycznej 500’tki. W ciągu pierwszych dwóch godzin przebywania na serwisie poznaliśmy cztery osoby z firmy GO+EAUTO, które okazały się bardzo pozytywne. Po kilku zdaniach wiedzieliśmy, że wieczorem z każdą z tych osób chętnie napijemy się piwa i dowiemy czegoś więcej o nich oraz o ich pracy.

Fot: Agnieszka Wołkowicz

Konkurencja?

GO+EAuto łącznie wystawiło w rajdzie pięć załóg, z czego jedną byliśmy właśnie my. Co najlepsze, okazało się, że chłopaki z eGolfa oraz z Fiata 500e są równie pozytywnie nastawieni do życia, jak my. To właśnie z tymi czterema osobami spędziliśmy z Kamilem najwięcej czasu. Po pierwszym dniu, w którym okazało się, że aplikacje, które mieliśmy w telefonach, zupełnie zawiodły, a nasze pojęcie na temat tego typu rajdów jest zerowe, to właśnie oni przyszli nam z pomocą. Przemek, Rafał, Artur, Jacek – wszyscy dzielili się z nami całą swoją wiedzą. Podpowiadali jak robić notatki w książce drogowej, jakie pobrać aplikacje, jak jechać, żeby oszczędzać prąd. Po 30 minutach spędzonych z tymi osobami wiedzieliśmy na temat rajdów na regularność znacznie więcej niż przez 2 tygodnie czytania tekstów w internecie i oglądania filmików na YouTube. Czy aby na pewno tak powinna zachowywać się konkurencja? Tutaj byliśmy praktycznie rodziną, nie konkurencją. Każdy każdemu pomagał, jak umiał. Jedyne miejsce, w którym rywalizowaliśmy to było RT.

Fot: Agnieszka Wołkowicz

Recepta na sukces

Któregoś wieczora do naszego stolika dosiadł się Grzegorz Olchawski będący kierowcom rajdowym, ale także właścicielem GO+EAuto. Wtedy zrozumiałem, na czym polega fenomen tego człowieka oraz jego biznesowych sukcesów. Śmiem stwierdzić, że tworzy on wokół siebie swego rodzaju pole magnetyczne. Gdy o czymś opowiada, to po prostu chcesz tego słuchać. Jednocześnie jest także świetnym słuchaczem, o czym miałem możliwość przekonać się w trakcie balu, gdy rozmawiał przez dobrą godzinę z Arturem Burtanem, który z kolei o rajdach na regularność wie chyba wszystko.

Na początku, gdy słyszałem komentarz „tata dzwoni” nie mogłem zrozumieć, jak w ten sposób można określać szefa. Teraz rozumiem, jak to działa. Każda osoba w tym zespole może śmiało wyrażać swoje zdanie, a ostateczną decyzję i tak podejmuje „tata”. Ci ludzie są otwarci i dzielą się swoimi pomysłami, poglądami z szefem bez obawy o zrypę. Grzegorz wyciąga z nich to, co najlepsze i to prowadzi do ich wspólnego sukcesu.

Fot: Agnieszka Wołkowicz

Ludzie z prawdziwą pasją

Ilość osób, których mógłbym na tym rajdzie słuchać bez końca, jest tak imponująca, że trudno to sobie wyobrazić. Dawno nie spotkałem tak wielu osób z tak ogromną pasją do motoryzacji w jednym miejscu. Minął już przeszło tydzień od końca imprezy, a ja dalej mam obraz Rajdu Monte Carlo przed oczami, o którym tyle się nasłuchałem. Ba, po tych opowieściach marze, by sam w nim wziąć udział, jadąc jakimś samochodem historycznym. Jestem pewny, że każdy sceptyk rajdów na regularność po choćby 30 minutach spędzonych w tym towarzystwie, zacząłby także o tym marzyć.

Fot: Agnieszka Wołkowicz

Obsługa rajdu na medal

Nieraz i nie dwa krytykowałem podejście osób związanych z PZM do zawodników. Na tym rajdzie jednak takie niemiłe sytuacje nie miały miejsca. Wręcz przeciwnie. Zaczynając od osób wykonujących BK, a kończąc na osobach pilnujących poszczególnych PKC, wszystkim tym ludziom należy się ogromny szacunek i uznanie. Za to, że wykonywali swoją pracę w sposób rzetelny, ale jednocześnie z pozytywnym podejściem. Tutaj jako zawodnik nie czułem się jako ktoś niemile widziany. Wszyscy byli uprzejmi, życzliwi, bez tzw. kija w tyłku. Chwała im za to.

Fot: Agnieszka Wołkowicz

Dygresja na koniec

Rajdy na regularność to zupełnie inna forma tego sportu, która wcale nie jest gorsza, a tym bardziej łatwiejsza. Tutaj prędkość wcale nie musi być wysoka, żeby adrenalina się podnosiła. Jest to rodzaj imprezy, który sprawia przyjemność praktycznie tylko załodze. Jeśli nigdy nie próbowaliście, to zachęcam, żeby przekonać się o pozytywnych aspektach takiego rajdu na własnej skórze.

Jeśli chodzi o jazdę samochodem elektrycznym, to powiem szczerze, chętnie bym sam taki kupił. Prawie 200 Nm w małej 500’tce dawało świetnie radę. Mało tego auto rewelacyjnie się prowadziło, mimo że była to kompletna seria. Spod świateł autem niewydającym dźwięku objechałem drące się obok BMW. Na co dzień są to świetne auta, które szczerze mogę polecać. Jadąc do pracy czy na zakupy po prostu nie potrzebuję dźwięku V8, czy innego cuda. Cisza w samochodzie i wysoki moment w pełni mnie satysfakcjonują.

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News