Potrzebujemy ludzi jak Elon Musk. Dzięki nim motoryzacja jest ciekawsza

Potrzebujemy ludzi jak Elon Musk. Dzięki nim motoryzacja jest ciekawsza

Podaj dalej

Filantrop, ekscentryk, wizjoner, innowator, geniusz i gbur w jednej osobie. Wszystkie te określenia idealnie pasują do prezesa Tesli i SpaceX. Można go podziwiać albo nienawidzić, ale jedno trzeba mu oddać – Elon Musk to facet z głową na karku.

Podczas pierwszego pokazu pickupa Tesli – modelu Cybertruck – dochodzi do kompromitującego incydentu. Szyby ciężarówki, które miały być pancerne, pękają od uderzenia metalową kulką. Wpadkę producenta samochodów elektrycznych widzi cały świat. Elon Musk na widok kuli tłukącej szybę mówi żartobliwie: „Przynajmniej nie przeleciała na wylot”. Pewnie ma świadomość, że swoimi kolejnymi wybrykami sprawi, że świat szybko zapomni o tej wpadce.

Prezesi wielkich koncernów – również motoryzacyjnych – zwykle ukrywają się za zastępami PR-owców, przez co opinia publiczna niewiele o nich wie. Elon Musk jest inny i bierze kwestie wizerunkowe w pełni na siebie. A ponieważ słynie z niewyparzonego języka, efekty tej otwartości bywają różne.

Pochodzący z Południowej Afryki przedsiębiorca udowadnia, że do takiego bogactwa jak on nie dochodzi się przez przypadek. Swoje zamiłowanie do innowacji przejawiał już od czasów dziecięcych. W wieku 10 lat dostał swój pierwszy komputer, a już w wieku 12 lat zaprojektował w pełni autorską grę komputerową, której kod źródłowy sprzedał za 500 dolarów.

W 2002 r. zasiadł za sterami firmy SpaceX – przedsiębiorstwa z branży przemysłu kosmicznego, a dwa lata później dołożył do swojego CV funkcję prezesa Tesli – dzisiejszego giganta przemysłu elektromobilności.

„Transport publiczny jest do dupy”

Wydawałoby się, że człowiek odpowiedzialny za boom na elektryczne samochody powinien wspierać wszelkie inicjatywy służące ochronie środowiska. Tymczasem Musk otwarcie powiedział w jednym z wywiadów, że tzw. zrównoważona mobilność jest bez sensu, bo nikt nie lubi transportu zbiorowego.

– To ból dupy i nikt go nie lubi – powiedział o transporcie zbiorowym prezes Tesli. – W transporcie publicznym podróżujesz z grupą nieznajomych ludzi, wśród których ktoś może być seryjnym mordercą. Dlatego ludzie chętniej stawiają na transport indywidualny, który jeździ gdzie chcesz i kiedy chcesz.

Można było się spodziewać, że na Muska spadnie za te słowa fala krytyki. Swoje oburzenie na Twitterze wyraził np. Jarrett Walker, specjalista ds. transportu publicznego. W odniesieniu do wywiadu Muska powiedział, że prezes Tesli dąży do utworzenia systemu transportowego, który będzie zadowalał wyłącznie elity. W odpowiedzi pod jego komentarzem Elon Musk napisał krótko: „Jesteś Idiotą”.

Samodestrukcja w social media

Prezes Tesli uwielbia Twittera, choć ten niejednokrotnie wpędzał go w kłopoty. Tak było w zeszłym roku, gdy Elon Musk ogłosił, że skonstruuje miniaturową łódź podwodną, aby uwolnić nastolatków z drużyny piłkarskiej i ich trenera, którzy zostali uwięzieni w zalanej przez deszcz jaskini w Tajlandii.

Źródło: CNET

Ostatecznie jako pierwszy dotarł do poszkodowanych brytyjski nurek Vernon Unsworth, który później w rozmowie z mediami powiedział, że deklaracja Muska o miniaturowej łodzi podwodnej była głupia i stanowiła jedynie zabieg marketingowy. „Może wsadzić sobie swoją kapsułę tam, gdzie go zaboli” – powiedział Brytyjczyk.

Musk w odpowiedzi na te słowa napisał na Twittere, że Unsworth jeszcze pożałuje… i nazwał go „pedofilem”. Później przeprosił tłumacząc, że został sprowokowany i zrobił to w przypływie gniewu, ale nurek nie dał się przekonać i pozwał Muska o zniesławienie. Podczas rozprawy sądowej, która odbyła się latem tego roku, Musk miał podobno stwierdzić, że nie może zadośćuczynić nurkowi, ponieważ aktualnie jest „niepłynny finansowo”.

Powyższe przykłady to nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy Elon kogoś obrażał na Twitterze. Niedawno nawet próbował się pożegnać z tym medium i napisał, że odchodzi od „ćwierkania”, ponieważ nie przynosi mu to niczego dobrego. W swoim postanowieniu wytrwał jednak tylko trzy dni.

Rozgłos (nie)kontrolowany

W zeszłym roku Tesla była na językach całego świata za sprawą szalonego pomysłu, który polegał na wystrzeleniu samochodu w przestrzeń kosmiczną. Wydarzenie miało miejsce 6 lutego 2018 r. Rakieta z czerwoną Teslą Roadster została wysłana w kosmos przez firmę SpaceX. Za kierownicą zasiadł manekin o imieniu Starman, a całości towarzyszyła zapętlona piosenka „Space Oddity” Davida Bowiego. Pomysłodawcą tego happeningu był nie kto inny, jak Elon Musk. Prezes Tesli i SpaceX argumentował, że wystrzelenie samochodu na orbitę ma być przymiarką do jego największego marzenia, jakim jest zasiedlenie Marsa przez ludzi.

Obecnie Tesla znowu jest na tapecie dzięki debiutowi ich elektrycznego pickupa – modelu Cybertruck. Samochód zdobył rozgłos dzięki abstrakcyjnemu wyglądowi, ale także licznym zabiegom marketingowym. Popularne stało się nagranie, na którym nowa Tesla wygrywa rywalizację w przeciąganiu liny z Fordem F-150. Czy ten eksperyment miał sens? Absolutnie nie, ale swoje zadanie spełnił wyśmienicie, bo obiegł już wszystkie możliwe media i serwisy informacyjne.

Czy te zawody były fair? Przeciąganie liny Tesla vs Ford [wideo]

Oczywiście rozgłosu dodał też wspomniany eksperyment z pancernymi szybami, które nie zdołały przetrwać uderzenia metalową kulką. Gdyby taką wpadkę zaliczył jakikolwiek inny koncern samochodowy, rozpętałoby się piekło. Ale w przypadku Tesli jest inaczej. Wtopa podczas prezentacji w Los Angeles może i rozbawiła pół świata, ale każdy w głębi siebie pomyślał, że to przecież samochód faceta, który wystrzelił auto w kosmos. Wpadkę z pękająca szybą w sumie można zaliczyć do jego niekończącej się listy ekscesów.

A właściwie jak wspomniana kompromitacja wpłynęła na Cybertrucka? Prawdopodobne nijak, bo w ciągu kilku dni od premiery klienci złożyli aż 200 tys. zamówień na ten pojazd. I kto się śmieje ostatni?

Pamiętacie Teslę wystrzeloną przez Elona Muska w kosmos? Sprawdziliśmy gdzie jest teraz

 

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News