Tego Putin się nie spodziewał! Rosjanie dostali fioła na punkcie aut elektrycznych. Są tańsze niż Łada

Tego Putin się nie spodziewał! Rosjanie dostali fioła na punkcie aut elektrycznych. Są tańsze niż Łada

Nissan Leaf

Podaj dalej

Rosja to kraj, któremu nie jest na rękę silne wspieranie elektromobilności. Filarem gospodarki największego państwa świata jest bowiem wydobycie i sprzedaży ropy naftowej. Tymczasem naród rosyjski wręcz rzuca się na samochody elektryczne, które paradoksalnie są tańsze od produkowanej lokalnie Łady.

Konflikt interesów

Władimir Putin raczej bez euforii zgodził się 2 lata temu przyłączyć do Porozumienia Paryskiego i zadeklarował redukcje emisji CO2. Całościowa neutralność klimatyczna jest jednak zagrożeniem dla tamtejszej gospodarki. Ropa i jej produkty pochodne, czyli diesel i benzyna zapewniają ogromne wpływy do budżetu. Nic zatem dziwnego, że Rosji nie zależy na zmniejszeniu popytu na paliwa kopalne.

Ładowanie samochodu elektrycznego to dziś udręka, dlatego przemysł potrzebuje nowej technologii baterii

Mimo tego rosyjska Duma wkrótce wprowadzi program dopłat do zakupu samochodów elektrycznych. Jest jednak pewien haczyk, bo dofinansowanie przewidziano tylko na zakup aut produkowanych w Rosji. Obecnie ten warunek spełnia… zero modeli. Fajne będą te dopłaty, takie nie za rozrzutne. Wkrótce to się zmieni, bo na rynku pojawią się wręcz w pełni rosyjskie elektryki marki Zeta. Wymagania programu dopłat mają być też zachętą do budowania fabryk i linii montażowych elektryków zachodnich producentów.

Elektryczna anomalia

Jest jednak w Rosji pewien region, gdzie na dopłaty nikt nie czeka, a nawet na rozbudowę sieci ładowarek. Samochody elektryczne kupują tam całe rodziny, a opowieści sąsiadów sprawiają, że kolejne osoby nabywają auta na prąd. Tym ewenementem na mapie Rosji jest Chabarowsk w południowo-wschodniej części kraju. Bliskość Chin i Japonii sprawia, że łatwo jest o import używanych aut elektrycznych za bezcen. Nissan Leaf z lat 2011-2013 to wraz z kosztem importu ok. 400 tys. rubli (prawie 22 tys. zł). To mniej niż kosztuje nowa Łada Granta, produkowana na miejscu.

Nissan Leaf 2011

Wciąż może jednak dziwić – po co Rosjanie w Chabarowsku kupują elektryki na potęgę? Otóż na przeciwległym biegunie Rosji państwo mocno dotuje koszty energii, aby wesprzeć tamtejszy rynek. W efekcie prąd jest tam strasznie tani. Najlepiej widać to na przykładzie 41-letniej Olgi Iwanowej z syberyjskiego Irkucka. Jak czytamy w raporcie Bloomberga, jej miesięczne wydatki na prąd do ładowania auta elektrycznego to 500 rubli (ok. 27 zł) miesięcznie. Miesięczny koszt benzyny do drugiego auta to 10 tys. rubli (ok. 530 zł). Niektórzy tak pokochali elektryki, że sprowadzają z Japonii nawet Tesle!

Wszystko potęguje fakt, że na dalekim rosyjskim wschodzie koszty benzyny i Diesla są wyższe niż w innych częściach Rosji. Społeczność z Chabarowska i tak nie ma dokąd jeździć daleko, więc życie toczy się w mieście liczącym 616 tys. mieszkańców. A jak się ładują? Wtyczki często zwisają z balkonów wielu mieszkań i ludzie jakoś sobie radzą. „Te samochody są prawie na każdym kroku” – opisuje Bloombergowi 31-letni właściciel warsztatu samochodowego. Ten rosyjski ewenement pokazuje doskonale jak sprawić, aby ludzie masowo przesiedli się na elektryki. Wystarczy, że będzie się im to po prostu opłacać.

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News