PILNE: Eksperci biją na alarm! Wprowadzenie w Polsce zakazu dla samochodów na diesel i benzynę jest w punkcie zwrotnym

PILNE: Eksperci biją na alarm! Wprowadzenie w Polsce zakazu dla samochodów na diesel i benzynę jest w punkcie zwrotnym

Ta nowa technologia dobije Diesel i benzynę

Podaj dalej

Unia Europejska walczy o drastyczną redukcję emisji CO2 we wszystkich krajach wspólnoty, czyli także w Polsce. Jednym z rozwiązań byłoby wprowadzenie zakazu sprzedaży samochodów jeżdżących na diesel i benzynę z jednoczesnym uprzywilejowaniem aut na prąd. Niestety, plany szybkiej realizacji tego pomysłu dotarły do punktu zwrotnego, bowiem przyszłość elektromobilności stała się poważnie zagrożona.

Diesel i benzyna to paliwa, które znacząco wpływają na emisję CO2 w Unii Europejskiej. Generują go nie tylko auta osobowe, ale może i zwłaszcza ciężarowe. W obliczu widma zakazu sprzedaży aut spalinowych, producenci samochodów postawili na szybką elektryfikację swojej oferty. Z pozoru wszystko zaczyna wychodzić im w dobrym kierunku, bo sprzedaż z roku na rok wzrasta w szybkim tempie. Okazuje się jednak, że przez niedopatrzenie, tworzy to inny problem.

Za dużo elektryków, za mało ładowarek

W oparciu o najnowsze badania, Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA) wezwało wszystkie państwa członkowskie UE do pilnego zwiększenia inwestycji w infrastrukturę ładowania. Natychmiast konieczne jest wybudowanie dziesiątek tysięcy nowych stacji dla samochodów osobowych, dostawczych, ciężarowych i autobusów zasilanych elektrycznie. Elektryków zaczyna być na tyle dużo, że kierowcom grozi paraliż komunikacyjny.

samochód spalinowy elektryczny ładowarka
fot. freepik.com

Sprzedaż samochodów zasilanych elektrycznie wzrosła 10-krotnie w ciągu ostatnich pięciu lat. W zeszłym roku osiągnęła 1,7 mln sztuk (czyli 18% całego rynku). W tym samym okresie liczba publicznych ładowarek w UE wzrosła 2,5-krotnie. Jak nie trudno się domyślić, za chwilę na rynku będzie za dużo aut na prąd. Kierowcy mogą nie znaleźć łatwo miejsca do uzupełnienia energii, bo przy ładowarkach mogą zacząć tworzyć się duże kolejki.

Według nowych badań międzybranżowych, opartych na analizach McKinsey, do 2030 r. w całej UE potrzebnych będzie nawet 6,8 mln publicznych punktów ładowania. Bez tego nie da się osiągnąć proponowanej 55% redukcji emisji CO2 dla samochodów osobowych. Liczba ta jest prawie dwukrotnie wyższa niż podana przez Komisję Europejską we wniosku dotyczącym rozporządzenia w sprawie infrastruktury paliw alternatywnych (AFIR). Jest on obecnie przedmiotem negocjacji w Parlamencie Europejskim i Radzie Unii Europejskiej.

Ładowarka PGE Nowa Energia
fot. pgedoladujauto.pl

Unia Europejska się nie wyrobi?

2030 r. to tylko z pozoru odległy czas, bo target 6,8 mln publicznych ładowarek oznacza, że co tydzień w całej UE musiałoby być instalowanych do 14 000 publicznych punktów ładowania dla wszystkich segmentów pojazdów. Obecnie, mimo najwyższych wysiłków montuje się poniżej 2 000 ładowarek tygodniowo. Co ciekawe, w samej Polsce na koniec lutego było w Polsce niecałe 2000 punktów ładowania aut elektrycznych. Nasz kraj, podobnie jak wiele państw ze wschodniej części kontynentu jest hamulcowymi rozwoju elektromobilności. Bez większego zaangażowania, założenia zawarte w propozycji Fit for 55 mogą nie mieć szans na realizację do końca tej dekady.

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News