PILNE: UE chce zakazać eksportu aut używanych. To koniec ze sprowadzaniem samochodów z zachodu? Wiele na to wskazuje! [WYJAŚNIAMY]

PILNE: UE chce zakazać eksportu aut używanych. To koniec ze sprowadzaniem samochodów z zachodu? Wiele na to wskazuje! [WYJAŚNIAMY]

zakaz-diesla-jest-coraz-blizszy

Podaj dalej

Wygląda na to, że Unia Europejska i jej śmiały plan – 30 mln aut elektrycznych do 2030 r. – to wcale nie jest słaby żart. Dziennikarze portalu autoforum.cz dotarli do bardzo niepokojących (głównie dla handlarzy) informacji. Jeśli ich źródła mówią prawdę, to możemy szykować się na prawdziwą rewolucję w zakresie eksportu i importu samochodów używanych.

Poniosło ich?

Zacznijmy jednak od samego początku. Według wcześniejszych doniesień serwisu „Automotive News Europe”, Komisja Europejska chce, by do 2030 r. w krajach członkowskich UE zarejestrowanych było 30 mln pojazdów napędzanych silnikami elektrycznymi. Taki cel miał znaleźć się w unijnej strategii dotyczącej obniżenia emisji CO2 w transporcie, która z kolei miała ujrzeć światło dzienne najpóźniej do grudnia ubiegłego roku. Siedem miesięcy później, a dokładnie w lipcu br., Bruksela zaproponowała dodatkowo, aby od 2035 r. sprzedaż aut z silnikami Diesla i benzynowymi była nielegalna. I mimo, iż kwestia zakazu silników Diesla i benzynowych jest nadal propozycją, to część branży wpadła w lekką panikę. Wszystko wskazuje jednak na to, że to dalej nie koniec „niespodzianek”.

Na nieszczęście wszystkich kierowców, rynek samochodów używanych w Unii Europejskiej nie jest poza kontrolą polityków rezydujących w Brukseli.  Nic więc dziwnego, że starają się oni doprowadzić do tego, aby ich batalia o tzw. ekologiczną flotę na kontynencie w końcu ułożyła się po ich myśli. Wpadli więc na kolejny, równie kontrowersyjny pomysł, co poprzednie.

To będzie cios nie tylko dla kierowców, ale i handlarzy

Jak donoszą dziennikarze największego w Czechach portalu motoryzacyjnego – autoforum.cz – Bruksela tym razem chce zakazać w Europie eksportu aut, które nie spełniają normy Euro 5 lub wyższej. Jeśli zdamy sobie sprawę, że Euro 5 weszło w życie w 2011 roku, to nie trudno jest wywnioskować, że chodzi już o auta zaledwie 10-letnie. A takimi właśnie handluje się u nas na potęgę.

„Zieloni” politycy oczywiście chwalą się pomaganiem całemu światu, a nie tylko jednemu regionowi, ale ten fałszywy mesjanizm to kompletny nonsens. Wystarczy przecież mieć świadomość tego, że stare auta z UE w lwiej części trafiają do postkomunistycznych krajów Europy Wschodniej lub Afryki. To znaczy w te rejony świata, gdzie nie każdego stać na zakup nowego samochodu. Jeśli zatem ludzie nie będą mogli pozwolić sobie na samochód nowy, ani nawet 10-letni z zachodu, to automatycznie blokuje się im możliwość wymiany tego, czym jeżdżą aktualnie. To oczywiście bezpośrednio przełoży się na bezpieczeństwo właścicieli samochodów jeszcze bardziej leciwych, niż 10-letnie – niespełniające normy Euro 5 – które są przedmiotem tego projektu.

Tak więc prawdziwym celem będzie prawdopodobnie uniemożliwienie ludziom jeżdżenia starszymi samochodami tak długo, jak tylko sobie tego życzą. Nawet w czasach presji na elektromobilność, jest to po prostu niedopuszczalne. Pozostaje mieć nadzieję, że politycy kolejny raz pójdą po rozum do głowy, a ten niedorzeczny pomysł pozostanie tylko… pomysłem.

 

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News