Jechał goły z łabędziem i kurami. Drób chciał uwolnić z korporacyjnego ucisku a potem uznał, że ptaki były na wyposażeniu auta

Jechał goły z łabędziem i kurami. Drób chciał uwolnić z korporacyjnego ucisku a potem uznał, że ptaki były na wyposażeniu auta

swan-g5df492d87_1280

Podaj dalej

Czasami w sieci pojawiają się przeróżne historie i opowieści, tak zwanej dziwnej treści. Rzeczy które są tak absurdalne, że po prostu nie chce się w nie wierzyć. To właśnie jeden z takich przypadków.

Ta historia nie mieści się w głowie

Zabawna niespodzianka spotkała policjantów z Wielunia, którzy patrolowali jedną z tras nieopodal Częstochowy. Funkcjonariusze zatrzymali do kontroli pojazd, bowiem jego kierowca jechał z gołym torsem. Jak okazało się chwilę później, mężczyzna nie miał na sobie kompletnie żadnego odzienia. Co więcej, na prawym siedzeniu jego samochodu podróżował sobie zapięty pasami… łabędź. To jednak nie koniec tej historii, a dopiero początek. Chwilę później zdumieni całą sytuacją policjanci usłyszeli dziwne odgłosy dochodzące z okolic bagażnika. Kiedy otworzyli tylną klapę pojazdu odkryli, że kierowca przewozi dodatkowo jeszcze kilkanaście kur.

Niestety mężczyzna nie był w stanie powiedzieć stróżom prawa ani jak się nazywa, ani skąd ptaki wzięły się w jego samochodzie. Później jednak stwierdził, że wszystko sobie przypomniał i zwierzęta jadą autostopem. Skarżył się też na kury, które jak stwierdził odmówiły zapięcia pasów. Później wersję wydarzeń zmieniał kilkukrotnie – najpierw stwierdził, że zwierzęta wleciały do auta, kiedy otworzył okno na światłach. Chwilę później uznał jednak, że pomylił się, a ptaki były na wyposażeniu samochodu kiedy go nabywał. Próbował też wmówić policjantom, że to nie on prowadził auto, mimo tego, że nadal znajdował się za kierownicą. Mundurowi słysząc takie rzeczy szybko przebadali kierowcę alkomatem ale okazało się, że jest całkowicie trzeźwy.

Na koniec przyznał, że jest taksówkarzem, a trudna sytuacja na rynku nie pozwala mu wybrzydzać w klientach. Policjanci od razu powiązali sytuację ze zgłoszeniem kradzieży drobiu z pobliskiej fermy. A to było było już podstawą do zatrzymania. 31-letni Danel R. nie przyznał się jednak do kradzieży. Jak stwierdził, drób sam uwolnił się z korporacyjnego ucisku, a on chciał zapewnić mu życie o lepszym standardzie. Jeśli mężczyzna okaże się winny, najprawdopodobniej skończy się na grzywnie.

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News