Dziunia pojechała do mechanika z awarią kierunkowskazów. Internet umiera z beki

Dziunia pojechała do mechanika z awarią kierunkowskazów. Internet umiera z beki

Podaj dalej

Mechanicy samochodowi to taka grupa społeczna, którą aktualnie mało co już dziwi. Codziennie w warsztatach na całym świecie pojawiają się kierowcy, którzy borykają się z banalnymi problemami czy usterkami w swoich autach. Jednak tak skrajnej głupoty dawno nie widzieliśmy. Oto najkomiczniejsza awaria kierunkowskazów w historii motoryzacji?

Wsiadła do auta, ale rozum zostawiła w domu

Kierunkowskazy są w samochodzie bardzo ważnymi światłami – może nawet ważniejszymi niż pozostałe. Ich celem nie jest poprawienie widoczności, ale pełnią inną – niezwykle istotną funkcję. Dzięki nim mianowicie nasze zamiary są jasne dla pozostałych użytkowników ruchu drogowego.

I choć ich awarie stwierdza się niezwykle rzadko (najczęściej są to przepalone żarówki), to od czasu do czasu kierowcy zgłaszają się do zakładów mechaniki pojazdowej z różnymi problemami dotyczącymi właśnie migaczy.

Ten konkretny przypadek pokazuje, że nie zawsze trzeba trudzić się i odwiedzać mechanika. Czasem wystarczy uruchomić mózg, chwilę pomyśleć i dać sobie szansę.

Pewna Pani najwyraźniej zapomniała, że stwórca obdarzył ją wyżej wspomnianym organem. Z resztą – nie będziemy tego komentować – zobaczcie sami.

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News