Nie ma już żadnych wątpliwości. Oto co się będzie działo z paliwami po 4 lutego

Nie ma już żadnych wątpliwości. Oto co się będzie działo z paliwami po 4 lutego

Nie ma już żadnych wątpliwości. Oto co się będzie działo z paliwami po 4 lutego

Podaj dalej

Zbliżający się nieubłaganie termin 5 lutego, który oznacza pożegnanie z rosyjskimi paliwami, spędza sen z powiek kierowców. Niepewność tego, co ich czeka jest zrozumiały. Embargo na pewno spowoduje wzrost popytu i większy import paliw z innych kierunków. Kierowcy obawiają się, że będzie jak z węglem, gdy cała Europa ruszy na zakupy paliw.

Kierowcy martwią się o tankowanie, szczególnie diesla

Polscy kierowcy z niepokojem wyczekują daty 5 lutego, obawiając się, że w najlepszym przypadku czeka ich kolejny szok cenowy z paliwami. To za sprawą rosnącego popytu na wszystkie paliwa, jakiego należy się spodziewać po wprowadzeniu embarga. Czy obawy o ciągłość dostaw diesla są zasadne i czy kierowcy muszą się liczyć z utrudnieniami?

Wiadomo już, że ceny powyżej 6 zł za litr paliwa nie spowodowały, że polscy kierowcy oszczędzają. Zapotrzebowanie na paliwa utrzymuje się na wyjątkowy wysokim poziomie, o czym mówił w rozmowie z portalem WNP. pl  prezes Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

Spory popyt powoduje konieczność importu paliw, bo oprócz polskich kierowców na polskich stacjach benzynowych w paliwo chętnie zaopatrują się mieszkańcy sąsiednich krajów, a także trafia ono na teren Ukrainy. W związku z tym rośnie obawa, że po wprowadzeniu embarga może zabraknąć w Polsce diesla. Czy słusznie? Olej napędowy przecież w ponad 60% dostaw pochodzi dziś z Rosji.

paliwa tankowanie
Freepik

Dostawcy wiedzą, co stanie się z paliwami po 5 lutego

Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) według publikacji portalu WNP.pl nie martwi się o to, co będzie się działo z paliwami po wprowadzeniu embarga. To dlatego, że benzyny importowane do Polski pochodzą już obecnie głównie z Niemiec, Słowacji i Czech. Nieco inaczej wygląda sprawa z niezbędnym gospodarce i kierowcom dieslem. Olej napędowy po wprowadzeniu embarga może stać się produktem na wagę złota. Czy może go zabraknąć na polskich stacjach?

Jak zadeklarował Orlen, diesel nie jest paliwem importowanym z Rosji już od początku wojny na Ukrainie. Największy sprzedawca paliw w Polsce sprowadza go z innych kierunków. Skąd diesel trafia do polskich dystrybutorów, nie wiadomo. To według publikacji portalu WNP.pl tajemnica handlowa i Orlen nie chce jej ujawniać.

Wiadomo jednak, że robi zakupy m.in. dzięki założeniu spółki traderskiej w Szwajcarii. Oprócz Orlenu paliwa do Polski sprowadza firma Unimot, która od momentu wybuchu wojny szykuje się na rozstanie z rosyjskimi paliwami. W tym celu m.in. wynajęła w kwietniu zeszłego roku terminal w duńskim Gulfhavn. To pozwala na przeładunek diesla z największych tankowców przypływających do Europy i dalszy transport paliwa do Polski.

Obaj dostawcy są zatem przygotowani na nowe embargo, co oznacza, że kierowcy nie muszą się przejmować paliwami po wprowadzeniu embarga.

NIE PRZEGAP

Od 1 lutego zupełnie nowe dotacje. Korzystający z węgla do ogrzewania dostaną nawet 200 000 zł

 

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News