Tankowanie do pełna za 80 zł? To możliwe – przejedziesz na tym 700 kilometrów. Jak?

Tankowanie do pełna za 80 zł? To możliwe – przejedziesz na tym 700 kilometrów. Jak?

diesel benzyna lpg ceny paliw podwyżki wzrosty

Podaj dalej

Czy są tutaj chętni na tankowanie swojego samochodu do pełna za 80 zł? Aby za te 80 zł przejechać nawet 700 kilometrów? Jest taka możliwość, ale musicie przemyśleć, czy naprawdę tego potrzebujecie.

Ile kosztuje was tankowanie samochodu? Przyjmijmy, że bak waszego samochodu ma pojemność 50 litrów. Wtedy za zatankowanie do pełna zapłacicie (przy aktualnych cenach benzyny) jakieś 340 zł. W przypadku baku o pojemności 40 litrów jest to grubo ponad 250 zł, a jeśli masz bak o pojemności 60 litrów, za zatankowanie do pełna zapłacisz jakieś 400 zł.

tanie tankowanie ceny samochód
fot, freepik

Przy średnim spalaniu na poziomie 7 litrów koszt podróżowania benzyniakiem to aktualnie ok. 50 zł za 100 kilometrów. A co byście powiedzieli na to, jakby koszt przejechania tych 100 kilometrów wynosił… 10 zł? Gdyby samochód do pełna można było zatankować za… powiedzmy 60 zł? Twierdzicie, że to niemożliwe?

Śmieje się z tego cała Polska. „Na rondzie w lewo” – nikt nie wierzył, że naprawdę to zrobi [WIDEO]

Portal „Milivolt” przekazuje, że koszt przejechania 100 kilometrów samochodem elektrycznym w ruchu miejskim wynosi ok. 10,73 zł, zaś w ruchu podmiejskim 9,99 zł. Przy dwóch bardzo ważnych założeniach – że ładujemy nasz samochód w domu, „swoim” prądem i że średnia cena prądu waha się między 0,69 zł a 0,78 zł za kWh.

tanie tankowanie ceny samochód
fot. pixabay

Opłaca się?

Jeśli nawet byśmy założyli, że kosztuje nas to średnio 11 zł za 100 kilometrów, to nadal przejechanie 600 kilometrów będzie nas kosztowało jakieś 66 zł… a nie 250 jak w przypadku przeciętnego samochodu spalinowego. Samochód spalinowy o pojemności baku 50 litrów przejedzie na nim jakieś 700 kilometrów. Za ten pełny bak i 700 km jazdy zapłaci jakieś 340 zł. Nadal kierowca przeciętnego samochodu elektrycznego za te 700 km zapłaci niecałe 80 zł. Oczywiście nadal – zakładając, że ładuje samochód w domu i że unika autostrad.

Benzyna za 7,40 zł za litr jeszcze w tym tygodniu. Będzie droższa, niż diesel. Co tam się najlepszego dzieje?

A teraz wyobraźcie sobie, że w danym kraju dominują odnawialne źródła energii. Że jesteśmy Norwegią, gdzie 56% energii pochodzi właśnie z OZE. Albo Brazylią, czy też Nową Zelandią, gdzie OZE stanowią odpowiednio 46% oraz 42% zapotrzebowania. Eliminujemy tym samym paliwa kopalniane, a energia staje się tańsza. O wiele tańsza! Co za tym idzie, za jazdę naszym samochodem elektrycznym płacimy jeszcze mniej.

Kup teraz – opony w mega promocji!

Brzmi wspaniale, czyż nie? Oczywiście na ten moment w Polsce OZE nie stanowią żadnej większej siły i nasz prąd bierze się z węgla. To raz. Dwa, że nie mamy OZE, a paliwa kopalniane drożeją, więc za prąd będziemy płacić tylko więcej i więcej. Trzy, że ten samochód elektryczny trzeba najpierw kupić – za cenę o wiele większą, niż samochód spalinowy. Czwarte, elektryk może się zepsuć i każdy fachowiec dookoła powie, że nie potrafi go naprawić. Nie będzie części zamiennych, albo będą bardzo drogie. Piąte, po 8 latach (wtedy kończy się gwarancja) mogą umrzeć baterie i trzeba będzie je wymienić. To koszt średnio 90 tysięcy złotych. Opłaca się, czy nie? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami…

Przeczytaj również

Redakcja WRC News

Redakcja WRC News