Wyścig o zdrowie Daniela trwa – każdy 1% ma znaczenie

Być może znacie Daniela Szulca. Mogliście go spotkać na oesach podczas rajdów albo na Baja Poland. Jest takim samym kibicem motorsportu, jak Wy. Może z jednym małym szczegółem – kibicuje na wózku. A to jego historia.

Daniel chciał wyświadczyć przysługę koledze. Podwoził go autem do domu. Kolega był pijany. Daniel trzeźwy. W czasie jazdy kolega powiedział Danielowi, że za wolno jedzie. Stał się agresywny. Nacisnął Danielowi na kolano, żeby ten dodał gazu. Auto wypadło z drogi, wleciało do rowu, uderzyło w ogrodzenie, drzewo.

Daniel doznał rozległego urazu głowy, klatki piersiowej i złamania kręgosłupa z przemieszczeniem. Ma uszkodzony rdzeń kręgowy. Jest częściowo sparaliżowany i cierpi na spastyczne porażenie czterokończynowe. Pijanemu koledze nic się nie stało…

To był 8 kwietnia 2007 roku. Chwile takie jak ta łamią życie na pół. Co jest później? U Daniela przez miesiąc była tylko ciemność. Był w śpiączce. Lekarze byli przekonani, że już się nie obudzi. Że będzie warzywem.

Potem do ciemności wdarło się światło. Daniel odzyskał przytomność. Nie wiedział, gdzie jest, co się stało. Gdy zrozumiał – przyszła rozpacz. Miał wtedy tylko 19 lat. Przed wypadkiem był młodym, zdrowym, energicznym chłopakiem, który miał przed sobą całe życie. Nagle to wszystko się skończyło. Właśnie stał się dorosły, miał zacząć samodzielne życie. Tymczasem samodzielność bezpowrotnie się skończyła. Od momentu wypadku wymaga całodobowej opieki. Ktoś musi mu pomagać w najprostszych czynnościach. Kąpiel, ubranie się, opuszczenie łóżka, wyjście z domu… Daniel czuje swoje ciało od wysokości serca w górę, może poruszać jedynie rękami.

Wyścig Daniela

„Najważniejsze jest, by po tak strasznym wydarzeniu znaleźć w życiu cel, który nas uskrzydli i da nam siłę. Ja poczułem go dzięki rajdom. Motosportem zacząłem interesować się po wypadku. Zakochałem się w wyścigach i zostałem wiernym rajdowym kibicem. Gdy zobaczyłem pierwszy rajd na żywo, to było tak, jakby dokonała się we mnie jakaś przemiana. Znów czułem radość. Znów zacząłem żyć.Motywacji dodał mi szczególnie przypadek Roberta Kubicy. Spotkanie z nim na Rajdzie Polski dodało mi mnóstwo sił.”  -mówi Daniel.

Kubica, wówczas, obiecujący kierowca u szczytu kariery, podczas jednego z rajdów miał groźny wypadek – jego samochód uderzył w barierę, która zadziałała jak piła. Przecięła auto i poważnie zraniła kierowcę, doprowadzając do licznych obrażeń. Kubica był w stanie krytycznym, groziła mu amputacja, kalectwo, przeszedł liczne operacje. Wrócił do sprawności, dziś znów startuje w wyścigach. Daniel wierzy, że tak samo będzie z nim.

Jedyną niepełnosprawnością jest złe nastawienie

Gdy człowiek jest postawiony pod ścianą, ma dwa wyjścia. Może się poddać, przegrać już na starcie. Płakać i marzyć tylko o tym, by było jak dawniej. Ale Daniel uważa, że marzenia są dla tych, którzy zostają w domu. Ci, którzy ruszają w drogę, nie mają marzeń, lecz wyzwania. To jest właśnie drugie wyjście – nie poddawać się. Walczyć. I robić wszystko, by odzyskać sprawność. – mówi Daniel.

Dziś Daniel to stały bywalec rajdów i wyścigów oraz najbardziej zapalony kibic. W ubiegłym roku został koordynatorem logistyki zespołu Wincentowicz/ Boba – zawodników startujących w Dacia Duster Cup. Daniel codziennie motywuje i zaraża optymizmem – w styczniu był współorganizatorem finału WOŚP w Łodzi z udziałem zawodników rajdowych i mimo niepełnosprawności cały mroźny dzień kwestował na rzecz podopiecznych orkiestry.  Zdarza mu się także jeździć wózkiem po lodowisku, grać w curling, a także… chodzić w egzoszkielecie.

„Daniel, widać, jak cierpisz…”

Rehabilitacja, ośrodki rehabilitacyjne, leczenie, ćwiczenia na sprzętach, różne metody bodźcowania. Są sukcesy, są też chwile załamania i zwątpienia. W pewnym momencie przychodzi jednak dodatkowa motywacja.Niestety, rehabilitacja pochłania ogromne pieniądze. Daniel ma ogromny hart ducha i motywację do walki, ale leczenie jest kosztowne.A rehabilitacja nie może zostać przerwana, bo wszystko, co wypracował Daniel podczas swojego 10-letniego wyścigu pójdzie na marne!

Do problemów dochodzi ból. Ból spastycznych mięśni to mój koszmar, który zabiera sens życia, odbiera mi czasem energię do czegokolwiek i przynosi tylko łzy – przyznaje Daniel. Samych rehabilitantów porusza czasami wyraz cierpienia na twarzy Daniela. On jednak się nie poddaje, ćwiczy dalej.

Mimo, że przysługa skończyła się dla niego tragicznie, Daniel wciąż robi wszystko, by pomagać innym. Dlatego dziś to my prosimy o pomoc dla niego. Dzięki ludziom takim jak Ty mogę codziennie walczyć o powrót do sprawności, korzystając ze specjalistycznej rehabilitacji, podczas której ból nieco się zmniejsza, a ja znów widzę światełko nadziei w tunelu – pisze Daniel. Będę zaszczycony i bardziej niż szczęśliwy, jeśli zechcesz mi pomóc wygrać mój wyścig.

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Newsy ze świata motosportu