Passat 2.0 TDI 4Motion – idealne auto na co dzień?

Volkswagen Passat jest w naszym kraju samochodem, o którym się mówi. Nie zawsze dobrze, gdyż pomiędzy  żartami o psujących się Alfach Romeo, wręcz ogólnym linczem nad Multiplą i Matizem oraz tuningowanej Becie trójce, jako nieodłącznym elemencie rycerza ortalionu zawsze musi się pojawić jakieś Passeratii. Im częściej słyszałem to wyrażenie tym w sumie bardziej chciałem przejechać się Passatem, aby na własnej skórze sprawdzić, czy podśmiechiwania się ze zbyt dumnych użytkowników tego pojazdu, mają jakikolwiek związek z samym autem. Okazuje się, że nie mają…

fot. Paweł Zając

fot. Paweł Zając

Kiedy więc pojawiła się okazja do przejechania się nowym Passatem B8 2.0 TDI 4Motion nie mogłem odmówić. Choć nigdy nie byłem szczególnym fanem Volkswagena, chciałem w końcu dowiedzieć się jak to jest z Passatem. Wcześniej jeździłem Jettą w dieslu, która była ok, oraz Golfem R, który mnie rozczarował, więc w sumie wsiadając do B-ósemki miałem otwartą głowę i brak utartej opinii.

Na początek pogadajmy o wyglądzie. Volkswageny nigdy nie miały być piękne, w końcu w bezpośrednim tłumaczeniu to samochód ludu, więc raczej nie należy się spodziewać, że będą szokować stylistyką, skoro mają trafiać do przeciętnego Kowalskiego. Jaki jest Passat każdy widzi – dla mnie trochę nudny, zarówno z zewnątrz, jak i w środku, jednak na samochody się nie patrzy – samochody się kocha.

fot. Maciej Partyka

fot. Maciej Partyka

Passat zyskuje bardzo mocno zyskuje, kiedy jeszcze przed naciśnięciem startera zaczniemy przyglądać się jakości wykonania deski rozdzielczej i tapicerki. Nie ma się do czego przyczepić, a jest wręcz całkiem nieźle. Od osoby, która z samochodami nie jest za pan brat usłyszałem wręcz, że wnętrze jest fajnie. Pomińmy kwestie klimatyzacji i dotykowego komputera pokładowego, który jest intuicyjny i działa jak należy, bo to praktycznie standard w większości nowych samochodów. Mi się spodobały wstawki o strukturze włókna węglowego, choć nie bardzo rozumiem dlaczego zrobiono je w srebrnym kolorze – zwykłe czarne byłyby lepsze, dla kogoś, kto lubi szybkie auta, zwłaszcza że nie siedziałem w podstawowej wersji, a najmocniejszym TDI o mocy 240 koni mechanicznych.

fot. Paweł Zając

fot. Paweł Zając

Po wciśnięciu startera silnik budzi się do życia z niezłym jak na diesla pomrukiem. Nie ma lipy, a potem robi się tylko lepiej. Auto ze skrzynią DSG waży ponad 1700 kilogramów, jednak niutonometry, który jest aż 500 robią swoje i do setki polecimy w niewiele ponad 6 sekund. To już całkiem skowyrny wynik i poziom, który potrafi wywołać uśmiech na twarzy nawet u ludzi ze sportowym zacięciem. Pamiętajmy przy tym, że mówimy tutaj o combi, którym można bez problemów zabrać naszą lepszą połówkę i dwie pociechy na wakacje i w którym nie szczędzono takich bajerów jak np. standardowe gniazdko elektryczne, więc prądu w trasie nie zabraknie nam nawet, jeśli nie będziemy mieli ładowarek samochodowych.

fot. Maciej Partyka

fot. Maciej Partyka

Ważniejsze jednak od samej mocy (240 KM) jest to, że inżynierowie Volkswagena z każdym kolejnym modelem coraz mocniej pokazują swoje możliwości, przez co uśmiech z twarzy nie znika nawet, gdy na drodze pojawią się zakręty. Z napędem 4×4 samochód poklei bardzo dobrze nawet na górskiej drodze i jedynym problemem mogą być w tym momencie krzyki pasażerów. Samo zawieszenie jest zresztą idealnym kompromisem pomiędzy właściwościami jezdnymi i komfortem w kabinie, gdyż przejeżdżając po martwych policjantach czujemy tylko lekkie puknięcie kół, więc jest bardzo mięciutko, natomiast na zakrętach przechyły są bardzo niewielkie. Koniec końców z tego powodu bardzo trzeba uważać podczas jazdy tym autem na drogach dwu pasmowych – prędkości nie czuć w ogóle i nawet jeśli będziemy uważać, to można narazić się na spory mandat. Kiedy zaś jedziemy boczną drogą i przemierzamy kolejne kilometry z ustawowym 90 km/h to w kabinie jest tak spokojnie, jakby samochód stał na parkingu – silnika nie słychać podobnie jak szumu powietrza, bo Passat jest bardzo dobrze wyciszony.

fot. Maciej Partyka

fot. Maciej Partyka

Z każdym kolejnym kilometrem za jego kierownicą coraz bardziej wpadałem w podziw. Nie tyle nad samym autem, co nad tym jak bardzo mi się podoba jazda nim. Można zrobić wóz, który będzie dobry w trasę i da przy tym trochę zabawy kierowcy, który lubi czasem polecieć na granicy (lub i poza) przyczepności? Volkswagen pokazał, że można i to za całkiem rozsądne pieniądze.

Paweł Zając 

fot. Paweł Zając

fot. Paweł Zając

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Newsy powiązane tematycznie

Newsy ze świata motosportu