Nieszczęsna Japonia

Już w ten weekend odbędzie się kolejna edycja Grand Prix Japonii na Suzuce. Zwykle kierowcy bardzo lubią wracać na ten obiekt, ale od dwóch lat świat wyścigów cierpi na myśl o azjatyckiej rundzie. W 2014 roku przez tor przechodziła ulewa i to ona była przyczyną największej tragedii Formuły 1 w XXI wieku.

Jules Bianchi

Początkowo nic nie zapowiadało katastrofy. Wyścig rozpoczął się za samochodem bezpieczeństwa, a następnie przerwano rywalizację, ponieważ uznano, że nawierzchnia jest zbyt mokra. Po kilkunastu minutach zawodnicy znów jeździli w asyście safety cara, który zjechał do alei serwisowej po dziewiątym okrążeniu. Zmagania przebiegały według dobrze znanego planu. O zwycięstwo walczył duet Mercedesa – Nico Rosberg oraz Lewis Hamilton i ostatecznie to Brytyjczyk triumfował. Jednak nikt nie miał zamiaru świętować.

Na 42. okrążeniu w zakręcie Dunlopa z toru wypadł Adrian Sutil. Natychmiast wywieszono żółtą flagę i w to miejsce pojechał dźwig, który miał usunąć uszkodzony bolid Saubera. Po chwili zrobiło się duże zamieszanie, ale nie do końca było wiadomo, co się dzieje. Dopiero po kilku minutach z toru zaczęły dobiegać złe informacje. Okazało się, że na następnym kółku również w siódmym zakręcie wyleciał Jules Bianchi. Kierowca Marussii zderzył się bokiem samochodu z tymże dźwigiem. Później podano, że w momencie uderzenia, na kierowcę oddziaływało przeciążenie wynoszące 252 G.  Było to na tyle pechowe, że Francuz uderzył głową w pojazd. Jules stracił przytomność i został odwieziony do szpitala, gdzie przeszedł operację. Doznał on aksonalnego urazu mózgu,  a jego stan określano jako krytyczny. Bianchi zapadł w śpiączkę i po długiej walce, zmarł 21 lipca 2015 roku.

JAPAN FORMULA ONE GRAND PRIX

Do dzisiaj trwają dyskusje, kto jest odpowiedzialny za wypadek Julesa. Zdaniem jednej strony winę ponosi FIA i dyrektor wyścigu Charlie Whiting, który po wypadnięciu Sutila nie wypuścił samochodu bezpieczeństwa na tor, ani nie wywiesił czerwonej flagi. Inni eksperci twierdzą, że był to wyraźny błąd Bianchiego. Ich zdaniem kierowca nie zastosował się do żółtej flagi i jechał zbyt szybko. W połączeniu ze zjawiskiem aquaplaningu była to przyczyna wypadku. Poza wszystkim, całe zdarzenie było bardzo pechowe, a jego skutki bardzo trudno było przewidzieć. Francuz jest pierwszą śmiertelną ofiarą wyścigu F1 od 1994 roku, kiedy nieodżałowany Ayrton Senna zginął na torze Imola.

Francuski zawodnik rozwijał swoje umiejętności bardzo szybko, co zauważało szefostwo Ferrari. Coraz głośniej mówiło się o tym, że od sezonu 2016 zostanie partnerem Sebastiana Vettela w ekipie z Maranello. To on podczas Grand Prix Monako finiszował na dziewiątej pozycji i zdobył pierwsze punkty w Formule 1 dla Marussii. Jules posiadał ogromny talent i był bardzo szanowany wśród kierowców. Niestety wypadek przekreślił wszystkie jego plany i marzenia, zabierając go ze świata w wieku 26 lat. Na jego pogrzebie w Nicei pojawiła się cała stawka F1, a kilka dni później Vettel zadedykował mu swoje zwycięstwo w wyścigu o Grand Prix Węgier. Podobnie uczynił Daniel Ricciardo wygrywając  w ubiegły weekend w Malezji.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Newsy powiązane tematycznie

Newsy ze świata motosportu